„Jeśli do końca Ramadanu nie wyniesiecie się z Jerozolimy, wszyscy zginiecie” – mając przed oczami wydarzenia z Mosulu i równiny Niniwy, chrześcijan z dzielnicy chrześcijańskiej w Jerozolimie ogarnął strach, gdy zobaczyli na ulicach obok swoich domów rozrzucone ulotki wyzywające ich do opuszczenia Miasta Pokoju.

Państwo Islamskie rozrzuciło te ulotki na początku lipca 2015 r. Na całe szczęście była to tylko forma zastraszenia społeczności chrześcijańskiej, ale spróbujmy wyobrazić sobie scenariusz, w którym wraz z końcem Ramadanu (18 lipca 2015 r.) dochodzi do podobnej sytuacji jak we wspomnianym już Mosulu. Jak wyglądałaby Jerozolima bez chrześcijan? Jak bez chrześcijan wyglądałoby Betlejem? Czy możemy sobie wyobrazić, że to wszystko, co dla nas ważne i święte: bazylika Bożego Grobu, bazylika Bożego Narodzenia podzielają los Palmiry i są zrównane z ziemią, ponieważ jako symbole pogaństwa przeciwne islamowi nie mogę istnieć?!

Bliski Wschód bez „Nazara”?
Trudno to sobie wyobrazić, że Bliski Wschód mógłby pozostać bez Nazara (arabskie określenie chrześcijan). A jednak taki scenariusz staje się możliwy. Na razie rzucane groźby wydają się być tylko słowami, ale czy tak nie wydawało się w Bagdadzie po 2003 r., gdy na domach chrześcijan umieszczano podobne groźby? Do 2009 r. 800 tys. wyznawców Chrystusa zostało zmuszonych do ucieczki. Dzisiaj w Iraku żyje zaledwie 200 tys. chrześcijan spośród 1 450 tys., które tworzyło społeczność chrześcijańską Iraku w 2002 r. Jeśli w tym tempie będzie ubywać chrześcijan z Bliskiego Wschodu, to za pięć lat nie będzie tam wyznawców Chrystusa. Jest to smutna rzeczywistość, ale za kilka czy kilkanaście lat, kiedy wybierzemy się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej to w Betlejem w wąskiej uliczce prowadzącej do Groty Mlecznej możemy nie zobaczyć już handlarzy wyrobami z drzewa oliwnego z krzyżykiem. Nie zamieszkamy w hotelu, w którego pokoju będzie obraz Matki Najświętszej, ponieważ nie będzie tam naszych braci.

Nie zapominajmy o chrześcijanach
Czy zatem można coś uczynić, aby tak się nie stało? Tak. Musimy uczynić wszystko, co w naszej mocy, aby pokazać, że los naszych braci na Bliskim Wschodzie nie pozostaje nam obojętny. Wyjeżdżając do Ziemi Świętej, kupujmy w sklepach chrześcijańskich. Wynajmujmy pokoje w hotelach prowadzonych przez chrześcijan. Będąc na wakacyjnym wypoczynku, choćby w Egipcie, wchodźmy do chrześcijańskich świątyń na modlitwę, nawet jeśli nie jest to kościół rzymskokatolicki. Jest to świadectwo jedności dla pozostałych mieszkańców tych krajów, że jesteśmy razem i wspieramy naszych braci. Jeśli natomiast z różnych przyczyn nie możemy wyjechać do Ziemi Świętej, to wspierajmy ich modlitwą, ale też na miarę naszych możliwości kupnem dewocjonaliów z drzewa oliwnego, które PKwP sprowadza do Polski, aby ten sposób zapewnić byt tamtejszym chrześcijanom.

„Bliski Wschód bez chrześcijan nie będzie już tym samym Bliskim Wschodem!”
„Jeśli do końca Ramadanu nie wyniesiecie się z Jerozolimy, wszyscy zginiecie” – słowa te napełniają lękiem nas, którzy czytamy je oddaleni od Jerozolimy o tysiące kilometrów, są przerażające dla mieszkańców Jerozolimy i całej Ziemi Świętej, ponieważ stanowią realne zagrożenie. „Solidarność z cierpiącymi braćmi jest sprawą honoru”. Ich obecność na Bliskim Wschodzie powinno być troską nas wszystkich, ponieważ „Bliski Wschód bez chrześcijan nie będzie już tym samym Bliskim Wschodem!”

Bliski Wschód musi pozostać bliski nam wszystkim
6 (100%) 2 ocen.


źródło: ks. Rafał Cyfka

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze