Bóg przyszedł do nas ponownie. Siedzimy przy rodzinnym stole: czasem biedniejszym, czasem bogatszym, ale bezpiecznym. Śpiewamy kolędy, znajdujemy pod choinką przyniesione przez św. Mikołaja prezenty, a na świecie żniwo zbiera tragedia.  

Wieczór wigilijny 2016 roku. W Polsce ludzie przygotowują się do wspólnej wieczerzy, a ze świata płyną kolejne smutne informacje. Nawet w ten wyjątkowy wieczór nie może być bezpiecznie i spokojnie. Pierwsza informacja: podczas pasterki na wyspie Mindanao (południe Filipin) wybuchł granat rzucony w stronę wejścia do kościoła. Na szczęście nie ma zabitych, jedynie 16 osób jest rannych. Najprawdopodobniej celem napastników byli wierni zgromadzeni we wnętrzu świątyni. Na szczęście nie udało im się wrzucić granatu do środka, również dlatego, że przed kościołem stał zaparkowany radiowóz i porządku pilnowali policjanci. Można jedynie sobie wyobrazić, co by się stało gdyby podeszli bliżej wejścia i wrzucili granat do środka. Mimo że Filipiny w są większości chrześcijańskie, właśnie na wyspie Mindanao istnieje problem z islamską partyzantką. Chrześcijanom i cudzoziemcom zagraża tu m.in. ugrupowanie Abu Sajefa, które złożyło przysięgę wierności Państwu Islamskiemu.  

W tym samym czasie płyną do nas informacje przekazywane przez Federalne Biuro Śledcze (FBI), które ostrzega środowiska kościelne w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej przed wzmożoną działalnością terrorystów z Państwa Islamskiego w okresie świąt Bożego Narodzenia. Strach jest tym większy, że wszyscy mają w pamięci berlińską masakrę z 19 grudnia, gdy zamachowiec posłużył się polską ciężarówką i wjechał w tłum ludzi spacerujących po bożonarodzeniowym jarmarku w stolicy Niemiec. Zginęło 12 osób, 48 zostało rannych. Czas tym tragiczniejszy, że w ten poniedziałek spływały tylko złe informacje: seria krwawych zamachów przeprowadzonych przez Państwo Islamskie w Jemenie, strzały w centrum islamskim w Zurychu, zastrzelenie rosyjskiego ambasadora w Turcji. Następnie dni aż do Świąt to podpalenie dwóch tureckich żołnierzy przez Daesh, porwanie libijskiego samolotu, który wylądował na Malcie, na szczęście bez ofiar. W końcu poranek 25 grudnia i informacja o rosyjskim samolocie, który rozbił się niedługo po wylocie z Soczi i spadł do Morza Czarnego. Śmierć poniosły 92 osoby: załoga, członkowie Chóru Aleksandrowa oraz dziennikarze.  

Informacje o tragicznych wydarzeniach na świecie są różne: nie wszystkie to zamachy, niektóre – jak wypadek rosyjskiego samolotu – to po prostu smutne zrządzenie losu. Jednak kolejne tragedie uderzają w nas w samym cudownym czasie Bożego Narodzenia. Oczywiście gdyby się zastanowić – tragedii byłoby więcej: nic nie pisałam o Iraku, o Syrii czy pozostałych częściach Bliskiego Wschodu, gdzie śmierć jest częścią codzienności. Jak sobie radzić ze śmiercią i złem, które nas otaczają w czasie, gdy chcemy być z rodziną i się radować. Te wszystkie wydarzenia zabierają nam, jako społeczeństwu, jedną bardzo ważną rzecz: poczucie bezpieczeństwa. Ludzie się coraz bardziej boją, bo jak można zapomnieć, że zamachy w Europie zdarzają się w zwyczajnych miejscach.  

Gdy u nas Bóg się rodzi, kolejne rodziny na świecie cierpią. Otacza nas tyle zła, tyle niebezpieczeństw, tyle niepokoju. Jak tu zaznać spokoju, przynajmniej w ten grudniowy wieczór, gdy co chwilę spływają do nas nowe niepokojące informacje? Nie dajmy się zastraszyć, wciągnąć w spiralę nienawiści. Róbmy wszystko, żeby pomóc potrzebującym, żeby opowiadać się za pokojem i aby kolejne święta Bożego Narodzenia były już spokojniejsze dla wszystkich ludzi na świecie.  

Bóg się rodzi w świecie bólu
6 (100%) 3 ocen.


źródło: Karolina Wanda Olszowska 

Tagi

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.