Iraccy chrześcijanie, którzy musieli opuścić Mosul modlą się, aby mogli tam jeszcze wrócić. Nie chcą opuścić ziemi swoich ojców, emigrować do Europy, szukać lepszego życia na obczyźnie. W czasie obchodów Wielkanocy modlili się o pokój i możliwość powrotu do Mosulu.  

W latach dziewięćdziesiątych XX w. Irak zamieszkiwało ok. 1,2 miliona chrześcijan. Ta liczba drastycznie spadła po amerykańskiej inwazji na ten kraj w 2003 r. Chrześcijanie mimo tego, że zamieszkują te tereny od I wieku, często byli utożsamiani z zachodnim najeźdźcą i narażeni na dyskryminację oraz prześladowania. Wielu chrześcijan wyemigrowało. Schronienie znaleźli głównie w Syrii, Libanie i Jordanii.  

Musieli opuścić domy  

Mosul, trzecie po Bagdadzie i Basrze największe miasto Iraku, był wieloreligijną mozaiką zamieszkałą przez chrześcijan różnych obrządków. Chrześcijanie w Iraku zdawali sobie sprawę z tego, że będąc mniejszością, muszą dawać z siebie więcej. Dlatego często byli dobrze wykształceni i prowadzili intratne interesy. Stanowili istotną część społeczności Mosulu. W 2009 r. nastąpiła seria ataków bombowych na chrześcijan w Mosulu. Część z nich, z obawy o życie własne i bliskich, opuściła miasto. W czerwcu 2014 r. Mosul został zajęty przez ekstremistów z Państwa Islamskiego Iraku i Lewantu. Doszło wtedy do eskalacji przemocy: niemuzułmanie musieli opuścić miasto albo płacić wysoki podatek (dżizję). Często mimo tego musieli uciekać z miasta, jeśli chcieli ocalić życie. Część z nich została siłą zmuszona do konwersji na islam, a kobiety trafiły w niewolę. Obecnie wojska irackie, które wyzwoliły już wschodnie dzielnice Mosulu, walczą z bojownikami ISIL o wyzwolenie zachodniej części miasta. Walki są zaciekłe, a ludność cywilna utrzymuje się przy życiu dzięki wodzie deszczowej i resztkom upraw, jakie jeszcze pozostały w tej zrujnowanej części miasta. Mosul czeka na całkowite wyzwolenie.  

Czy po takiej traumie można chcieć wrócić? 

Chrześcijanie z Mosulu, którzy uciekli z miasta przed okrucieństwami Państwa Islamskiego, podczas obchodów świąt Wielkanocnych modlili się o możliwość powrotu do miasta. Teraz zamieszkują obozy dla uchodźców, głównie w kurdyjskim rejonie Iraku. Warunki ich życia nie są dobre. Wielu z nich kończą się oszczędności i są skazani na pomoc humanitarną z zewnątrz. Powracają jednak do domów w każdym miejscu, które zostało wyzwolone z rąk Państwa Islamskiego. Najczęściej zostały tam tylko ruiny, zdarza się również, że domy zostały oddane muzułmanom. Spory o własność powodują kolejne napięcia międzyreligijne. Należy jednak podkreślić, że muzułmańscy mieszkańcy miast zapraszają swoich chrześcijańskich sąsiadów do powrotu i zdają sobie sprawę z tego, że przedstawiciele mniejszości byli dobrze wykształceni. Gdy ich nie ma, nie ma również lekarzy, inżynierów czy prawników dla całego społeczeństwa.  

Ramię w ramię o lepsze jutro 

Zdarza się, że muzułmańscy i chrześcijańscy mieszkańcy jakiegoś miasta wspólnie porządkują zdewastowaną świątynię chrześcijańską. Czasami chrześcijan przed Państwem Islamskim uratowali ich muzułmańscy sąsiedzi. Dlatego nie możemy wrzucać wszystkich muzułmanów do jednego worka i przyrównywać ich do bojowników z ISIS. Wielu z nich wycierpiało równie duże prześladowania. Często niepraktykujący muzułmanie zostali zmuszeni do dostosowania się do prawa szariatu, a za odstępstwa groziły bardzo surowe kary. Musimy również pamiętać, że chrześcijanie z Iraku mieszkają tam od wieków i wcale nie chcą przyjąć europejskiego życia. Chcą zostać na ziemi swoich ojców, żyć w pokoju tak jak żyli dotychczas. Oni są Irakijczykami, tylko wyznają chrześcijaństwo. Jeśli w najważniejsze chrześcijańskie święta modlą się oni o możliwość powrotu i bezpiecznego życia w Mosulu, to my módlmy się razem z nimi. Życzmy im, aby w tym niespokojnym miejscu w końcu zapanował tak upragniony pokój i bierzmy z nich przykład, bo oni za swoją wiarę płacą bardzo wysoką cenę. 

Fot. PAP/EPA/OMAR HAYALI

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze