Kiedy przywołujemy temat prześladowania chrześcijan teraz i w przeszłości, zwykle mamy dwa obrazy: areny cyrkowe czasów Nerona (dzięki Sienkiewiczowi) i mordy dokonywane przez ISIS czy rzadziej przez Boko Haram (dzięki internetowi i telewizji).

Owszem, domyślamy się, że po drodze było też „gdzieś, coś”, ale większość z nas nie ma wyobrażenia o tym „co, gdzie, kiedy”. I trudno się temu dziwić. Nie jest to ani temat jakoś chętnie poruszany przez historyków, ani nawet w kręgach kościelnych. A jeśli nie wiemy jak problem prześladowań kształtował się na przestrzeni dziejów chrześcijaństwa, nie potrafimy porównać tego z naszymi czasami, ani wyciągnąć odpowiednich wniosków z obserwacji bieżących wydarzeń.

Spróbuję więc pokrótce przybliżyć ten temat i pokusić się o zaproponowanie paru wniosków. Na początku jednak warto dokonać pewnego uściślenia, dla wyostrzenia obrazu zjawiska. Pod pojęciem prześladowań chrześcijan powinnyśmy rozumieć nie tylko działania dokonywane przez przedstawicieli innych religii lub systemów antyreligijnych, ale także te, dokonywane przez samych chrześcijan pod adresem swoich współbraci i sióstr w wierze. Dla prześladowanego w ostatecznym rozrachunku nie ma bowiem znaczenia, czy jego kat był wyznawcą innej religii czy „jedynie” innego wyznania. Dla kogoś, kto analizuje fakty z przeszłości także nie ma to większego znaczenia, bowiem to pierwszorzędne (znaczenie) ma skutek, a tym jest osłabianie Bożego Kościoła.

Prześladowania w imperium rzymskim
Biorąc pod uwagę jedynie te największe i najrozleglejsze, było ich do czasów współczesnych, po II wojnie światowej, czternaście (jako jedno potraktowaliśmy prześladowania pierwszego Kościoła do czasów Konstantyna, a także prześladowania średniowiecznych reformatorów). Przybliżmy je w dużym skrócie. Pierwsze 300 lat dziejów chrześcijaństwa to kilka fal prześladowań o różnej skali, długotrwałości i poziomie represji. Począwszy od najlepiej znanych prześladowań cesarza Nerona (64-68), poprzez represje z czasów cesarza Domicjana (81-96), antychrześcijańskie tumulty i szykany mające miejsce w drugiej części rządów Marka Aureliusza (176-180) i tak samo podczas końcowej fazy rządów Septymiusza Sewera (202-211). Gorsze czasy miały nadejść w połowie III wieku, kiedy to cesarz Decjusz (249-251) powziął za cel zniszczenie chrześcijaństwa. Po raz pierwszy prześladowanie przybrało powstać powszechną, obejmującą (przynajmniej w zamyśle) całe cesarstwo rzymskie i wszystkich wyznawców Chrystusa. Kontynuowali je Gallus (251-253) i Walerian (253-260), choć ten ostatni rozpoczął panowanie z wielką życzliwością wobec chrześcijan i dopiero w czwartym roku rządów wszczął powszechne represje. Po jego śmierci nastał 40-letni okres pokoju dla Kościoła, przerwany dopiero kilka lat po wstąpieniu na tron cesarza Dioklecjana, prześladowaniami rozpoczętymi w roku 303. Trwały one jeszcze za panowania Galeriusza i Maksymina Dai, kończąc się w roku 313 reskryptem Licyniusza, choć cała sława przypadła Konstantynowi Wielkiemu. Później ma jeszcze miejsce szaleńczy epizod z Julianem Apostatą, który na ograniczoną skalę wszczyna prześladowania w latach 361-362, jednak już od pół wieku chrześcijanie zaznają w Imperium Romanum nie tylko spokoju, ale wręcz faworów władz cesarskich. Choć w ciągu tych trzech stuleci chrześcijanie żyli na przemian w pokoju i trwodze, trudno im się dziwić, że w okresie nasilenia prześladowań, np. w czasach Nerona, Decjusza, Waleriusza czy Dioklecjana, którym towarzyszyły liczne ofiary śmiertelne, wydawało im się, że oto wszystkie najgorsze zapowiedzi Apokalipsy Jana wypełniają się na ich oczach. Prześladowania te, w ciągu 300 lat, pociągnęły za sobą nawet do stu tysięcy ofiar śmiertelnych, choć bardziej realna wydaje się liczba kilkudziesięciu tysięcy zabitych.

Kiedy na początku drugiej dekady IV w. dla chrześcijan nastał oficjalnie pokój, bardzo szybko okazało się, że nie dotyczy on wszystkich. Rychło rozpoczęły się prześladowania wywoływane przez samych wierzących w Chrystusa, dotykając współbraci wierzących inaczej niż oni. Ich ofiarą padli najpierw donatyści, północnoafrykańscy schizmatycy i radykałowie tępiący (sic!) tych, którzy w czasie wcześniejszych prześladowań zachowali się niegodnie, rychło ściągając na siebie represje swoich adwersarzy, którzy przekonali władze, że to oni są tymi „dobrymi” chrześcijanami. Niewiele później, w ciągu tego samego IV stulecia, dołączyli do nich arianie – heretycy odmawiający Chrystusowi boskości, w zależności od aktualnej sytuacji politycznej, będący to prześladowanymi to prześladowcami.

Nie mija wiele czasu i w V-VI w. w Kościele Wschodnim, w ramach trwających tam sporów chrystologicznych, dochodzi do prześladowań nestorian i monofizytów. Zdaniem niektórych pociągnęły one za sobą większą liczbę ofiar niż wszystkie prześladowania Kościoła w czasach przedkonstantyńskich! W ich wyniku ci pierwsi uchodzą do Persji, kraju przecież pogańskiego, drudzy zaś odłączają się od głównego nurtu chrześcijaństwa, tworząc tak zwane Kościoły przedchalcedońskie.

Rzym: Droga Krzyżowa. fot. EPA/CLAUDIO PERI

Średniowiecze: od Jemenu po Czechy
W tym samym czasie, w roku 516 wybucha prześladowanie chrześcijan w Jemenie, wywołane przez miejscowego przywódcę Dhū Nuwāsa, wyznawcę… judaizmu. Półwysep Arabski zamieszkiwały wówczas plemiona koczowników wśród których dużą popularnością cieszył się właśnie judaizm, ale nie brakowało także wyznawców Chrystusa. I tych drugich miało zginąć wówczas nawet 20 tysięcy z rąk Arabów wyznania mojżeszowego. Zanim zginęli proponowano im konwersję na judaizm, ale nie przyjęli jej, choć mogli w ten sposób uratować życie.

Mało znane są dzieje prześladowań chrześcijan w Persji. Tam akurat, wobec długoletnich wojen z Rzymem, uznanie ich z religię faworyzowaną przez cesarzy, począwszy od Konstantyna Wielkiego, wywołało nieufność wobec wyznawców Chrystusa mieszkających w państwie Sasanidów. Po raz pierwszy do prześladowania doszło w 338 r. w Azji Mniejszej, trzy lata później Szapur II rozciągnął je na całe swoje imperium. Do końca jego rządów w 379 r. mogło zginąć do 16 tys. perskich (w większości małoazjatyckich) chrześcijan. Represje ustały na początku V w. Nowa ich fala miała miejsce po 614 r., kiedy Persowie zdobyli Jerozolimę. Doszło wówczas najpierw do starć chrześcijan z Żydami – raz ponieważ ci pierwsi sympatyzowali z wypartym stamtąd Bizancjum, podczas gdy drudzy poparli najeźdźców, a dwa – jakoby Żydzi mieli planować tam budowę Trzeciej Świątyni i przywrócenia dawnego arcykapłaństwa. Kiedy Żydom przyszły z pomocą wojska perskie, zakończyło się to masakrą kilkudziesięciu tysięcy chrześcijan mieszkających w Jerozolimie i jej okolicach. Następny etap prześladowań miał miejsce już po tym, jak Persja stała się krajem muzułmańskim. Wybuchły one najpierw w X wieku pod panowaniem sunnickich kalifów, a potem w wieku XIII, kiedy Persją w władali sunniccy Tatarzy. Kolejny raz – i najkrwawszy – perskich chrześcijan masakrował Timur Chromy (Tamerlan, 1336-1405), który czynił to dla zjednania sobie miejscowych sunnitów. W tym czasie zginęło wielu chrześcijan w Azji.

W Europie porzymskiej, choć mają miejsce liczne niszczycielskie najazdy pogańskich ludów barbarzyńskich, nie dochodzi do prześladowań z powodów religijnych. Hunowie (czy… Słowianie) mordują z pobudek pozareligijnych, a Germanie stopniowo nawracają się na chrześcijaństwo. Jednak średniowieczna Europa także staje się areną prześladowczych działań, choć znowu, jak w przypadku donatystów czy arian, dotyczą one innowierców. Mamy wówczas do czynienia z długą falą prześladowań kolejnych ruchów kacerskich, czasem faktycznie heretyckich, jak katarzy, czy bogomiłowie, często jednak są to kościelni reformatorzy, dysydenci i kontestatorzy odstępczego w ich mniemaniu Kościoła. Należą do nich kolejno waldensi – prześladowani we Francji i Italii od XIII po XV wiek, angielscy lollardowie represjonowani od XIV do XVI wieku, czy czescy husyci w wieku XV, ze spalonym na stosie w 1415 r. podczas soboru w Konstancji Janem Husem na czele. Poza katarami, których mogło zginąć, szczególnie w trakcie krucjat przeciwko południowofrancuskim albigensom, nawet do 200 tys., pozostałe prześladowania nie były aż tak krwawe, choć z pewnością dotkliwe.

Czasy nowożytne: brutalna Azja
Reformacja przynosi ze sobą nową falę prześladowań wewnątrzkościelnych. Zaczyna się od prześladowania protestantów, wśród których za jednych z pierwszych uchodzą dwaj niderlandzcy zakonnicy Johann Esch i Hendrik Voes z klasztoru w Antwerpii, spaleni na stosie po tym, jak przyjęli luterańskie wyznanie wiary. Jednak i protestanci stają się prześladowcami, kiedy na ich drodze stają anabaptyści, teologiczni radykałowie, których nie zadowala odgórna reformacja, dążą bowiem do oddzielenia przynależności do Kościoła od automatyczności chrztu niemowląt, na rzecz indywidualnej decyzji każdego człowieka. Anabaptystów prześladowały zresztą obie strony, katolicy nawet bardziej bezwzględnie. Już do końca 1531 w samym tylko Tyrolu i północnowłoskiej Gorycji ocenia się, że zginęło ich tysiąc. A takich miejsc było znacznie więcej, a co za tym idzie – także i ofiar.

Do Japonii chrześcijaństwo trafiło za sprawą jezuity Franciszka Ksawerego w 1549 r. I za sprawą katolickich misjonarzy dość szybko się tam rozwijało, ciesząc się nawet stu tysiącami konwertytów, także wśród krajowych elit. Tamę temu postawił w 1587 r. regent Hideyoshi Toyotomi. Powodem takiego działania była zarówno obawa o osłabienie na wyspach japońskich tradycyjnego porządku społecznego i religijnego, jak również napięcia do których dochodziło pomiędzy hiszpańskimi i portugalskimi kupcami i misjonarzami. 5 lutego 1597 r. w Nagasaki ukrzyżowano 26 chrześcijan. Byli to pierwsi męczennicy w tym kraju. Represje trwały przez następnych kilkanaście lat, a potem zostały wznowione po tym, jak w 1614 r. siogun Ieyasu Tokugawa zakazał w Japonii wyznawania chrześcijaństwa, do 1632 r. zamordowano 203 europejskich misjonarzy i nawróconych Japończyków. Wśród nich są 53 osoby z Yonezawa, które zostały ścięte mieczem w 1629 roku, oraz 52 wiernych z Kioto spalonych żywcem w 1619 roku. W tym czasie liczbę znanych japońskich męczenników ocenia się na około 10 tys. osób. Jednak w sumie było ich o wiele więcej, ponieważ same ofiary tzw. powstania na półwyspie Shimbara w latach 1637-1638, którego większość uczestników stanowili katolicy, a jednym z głównych powodów jego wybuchu były prześladowania religijne – to 37 tys. ludzi, których ścięto. Kościół w Japonii zszedł do podziemia, prowadząc nielegalną działalność formalnie aż do 1890 r.

Nadchodzi wiek XVIII, a wraz z nim zupełnie nowy rodzaj prześladowań. To prześladowania przypominające te z czasów rzymskich, ale jakby à rebours, na odwrót. Tam władze broniąc starego, pogańskiego porządku, atakowały nowy, chrześcijański, teraz – w rewolucyjnej Francji, stary, czyli chrześcijański porządek niszczony jest aby utorować drogę nowemu, kultowi ludzkiego rozumu. Jako, że to temat mało znany, poświęcimy mu więcej uwagi. Początkowo rewolucja francuska zdawała się być ruchem umiarkowanym, dążącym jedynie do poprawienia doli chłopów i politycznego dowartościowania burżuazji (i jaki taki funkcjonuje w powszechnej świadomości). W materii religijnej, w drugim roku rewolucji, od wszystkich księży wymagano jedynie złożenia przysięgi wobec urzędników na wierność państwu, prawu i królowi – odmowę uznając za zrzeczenie się urzędu. Odmówiło 2/3 francuskich duchownych, uznając, że „nie można dwom panom służyć”. Druga faza rewolucji, po zgilotynowaniu króla Ludwika XVI, była już o wiele radykalniejsza i bardziej bezwzględna. Nie trwała ona długo, bo dwa lata (1793-1795), przypadające na rządy żyrondystów i jakobinów, była jednak niezwykle krwawa, naznaczona wrogością do chrześcijaństwa. W październiku 1793 r. zniesiono wszystkie święta i imiona chrześcijańskie, zaczęto niszczyć symbole religijne i napisy na cmentarzach. Jednak to był dopiero początek rozprawy z chrześcijaństwem. W listopadzie 1793 r. kult Rozumu i Natury uznano za za jedynie dozwolony i konsekwentnie zamknięto wszystkie kościoły Paryża, traktując to jako wstęp do podobnych działań na prowincji. Już wcześniej, bo w marcu 1793 r., na wieść o straceniu króla w Wandei, krainie leżącej w północno-zachodniej Francji wybuchło powstanie w obronie monarchii i wiary. Symbolem powstańców było hasło: „Bóg i król”. Władze rewolucyjnej Francji postanowiły zdławić ten ruch z największą bezwzględnością. I zrobiły to. Tak zwane „kolumny piekielne” wkroczyły do Wandei z rozkazem palenia wsi i mordowania ich mieszkańców. Współcześnie ocenia się, że zginęło w ten sposób od 120 do 600 tys. osób, przy czym najczęściej przyjmuje się liczbę ofiar w wysokości 300 tys. Oprócz tego w okresie terroru rewolucyjnego w całej Francji mordowano księży i zakonnice i zakonników. Najostrożniejsze szacunki mówią, że takich ofiar było od 3 do 4 tysięcy. Dopiero po obaleniu jakobinów, odstąpiono od planów wytępienia chrześcijaństwa, w lutym 1795 r. przywracając wolność kultów religijnych.

Nie licząc pojedynczych grup chrześcijan migrujących do Chin z Persji w VII w., po raz pierwszy zorganizowana misja dotarła tam za sprawą franciszkanina Jana z Montecorvino w 1289 r. Kilka wieków później, w 1618 r. w Makao ląduje grupa misjonarzy jezuickich, którzy cztery lata później docierają do Pekinu. W drugiej połowie XVII w. działają tam też protestanccy misjonarze holenderscy. Praca jednych i drugich musi przynosić efekty, skoro po śmierci cesarza Szun Czy w 1661 r. wybuchają w Chinach gwałtowne prześladowania. Jednak 10 lat później praca misyjna zostaje wznowiona i rozwija się bardzo szeroko. W 1724 r. chrześcijaństwo zostaje zakazane. Dopiero w 1846 r. pod naciskiem Francji zakaz ten cofnięto. Chiny stają się w drugiej połowie XIX w. terenem ożywionych działań misyjnych, które przynoszą dobre efekty, jednak samo chrześcijaństwo jest tam źle postrzegane, a to za sprawą wykorzystywania słabości Chin przez mocarstwa europejskie i USA. Kulminacją tej niechęci staje się powstanie bokserów w latach 1899-1901. Wywołało je tajne stowarzyszenie pod nazwą „Pięść w imię sprawiedliwości i pokoju”, a skierowane było przeciwko cudzoziemcom i nieudolnej dynastii Qing. Jego ofiarami padli w pierwszym rzędzie misjonarze z różnych krajów, a także Chińczycy, którzy porzucili tradycyjne wierzenia na rzecz religii białego człowieka. W wyniku powstania bokserów zamordowanych zostało 136 misjonarzy protestanckich i 53 ich dzieci oraz 47 księży katolickich i zakonnic, a także 200-400 rosyjskich prawosławnych. Zginęło też 30 tys. chińskich katolików i 2 tys. protestantów.
Także w późniejszych latach, szczególnie w okresie międzywojennym, podczas kolejnej wojny domowej, dochodziło do napaści na chrześcijańskie misje i kościoły.

W Indiach w wiekach XVI, XVII i XVIII dochodziło do licznych napięć pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami, jako że kilka tamtejszych państw było rządzonych przez wyznawców islamu. Do największych prześladowań doszło za sprawą Tipu Sultana rządzącego, położonym w południowych Indiach, królestwem Majsuru. Jeszcze na początku swych rządów, na prośbę Francuzów, zgodził się na budowę w Mysuru pierwszego chrześcijańskiego kościoła,jednaj z czasem zyskał reputację władcy antychrześcijańskiego. Po 1784 r. nakazał zniszczenie 27 kościołów katolickich znajdujących się na terenie jego państwa, wyznawców chrześcijaństwa nakazał pozbawić majątków i deportować do stolicy kraju Seringapatam. Jako, że mieli przebyć bardzo trudną i daleką drogę, 20 tys. spośród 70 tys. schwytanych (tylko 10 tys. udało się uciec) zmarło w jej trakcie. Już na miejscu 30 tys. z pozostałych zmuszono do przejścia na islam. Mężczyzn, którzy stawiali opór okaleczano, obcinając im nosy, uszy i wargi. Prześladowania chrześcijan przez Tipu Sultana obejmowały także walczących z nim Brytyjczyków, którzy dostali się do niewoli pomiędzy 1780 a 1784 r. Kilkuset nich zmuszono do przejścia na islam. Po zajęciu przez niego fortu Mangalore, z którego wycofali się Brytyjczycy, wymordowanych zostało 5600 tamtejszych katolików.

Najkrwawsze stulecie w historii
Temat prześladowań chrześcijan przez muzułmanów jest tak stary jak wzajemne relacje pomiędzy tymi religiami. To znaczy, że sięga VII w. i toczy się równolegle ze wszystkimi podbojami islamu poprzez średniowiecze i kolejne wieki (Bizanacjum, Bałkany), aż do XIX w. (masakry Greków czy Bułgarów). Tym razem skupimy się jedynie na ostatniej fazie tych represji. Masakry Ormian, wbrew obiegowej wiedzy, nie zaczęły się w trakcie I wojny światowej, ale kilkanaście lat wcześniej, w roku 1894. Władcą imperium ottomańskiego był wówczas sułtan Abdul Hamid II, który dążył do wzmocnienia integralności terytorium swego państwa w imię idei panislamizmu, na drodze do czego stali m.in. chrześcijańscy Ormianie. I choć to oni padli głównie ofiarą tych pogromów, jednak w niektórych przypadkach masowe mordy dotknęły także inne chrześcijańskie społeczności zamieszkujące ówczesną Turcję, I tak w latach 1894-1896 r. w prowincji Diyarbakır wymordowano 25 tys. chrześcijan, asyryjskich jakobitów. Samych Ormian podczas masakry mającej miejsce w tym samym czasie zginęło od 200 do 300 tys., do czego dochodzi jeszcze 50 tys. osieroconych dzieci. Po niej miała jeszcze miejsce masakra z Adany, w roku 1909, w czasie której wymordowano 25-30 tys. Ormian i ok. 1300 asyryjskich jakobitów. Znacznie lepiej znana jest wspomniana już, późniejsza masakra Ormian, która miała miejsce w latach I wojny światowej, rozpoczynając się 24 kwietnia 1915 r. i trwając do 1917 r. W jej wyniku zamordowano lub przyczyniono się do śmierci (np. wypędzając na Pustynię Syryjską bez jedzenia i wody) półtora miliona Ormian, ale także ponownie asyryjskich jakobitów. W wyniku tych działań populacja Ormian w Turcji zmalała z 2,1 mln w roku 1912 do zaledwie 120 tys. dziesięć lat później.
Do ofiar tureckich należy doliczyć jeszcze Greków, kiedy to podczas wojny grecko-tureckiej w 1922 doszło masakry Greków i Ormian – chrześcijańskich mieszkańców Smyrny (Izmiru), w wyniku której zginęło od 30 do 125 tys. ludzi.

Niewiele po rzezi Ormian rozpoczęła się gehenna rosyjskich chrześcijan, którzy znaleźli się pod rządami bolszewików. Temat ten szeroko omówiłem w dwóch artykułach: „Męczennicy w Kraju Rad. Część I. Czasy rewolucji i rządów Lenina” i „Męczennicy w Kraju Rad Część II. Od Stalina do pierestrojki”, ograniczę się więc jedynie do kilku informacji. Przewrót przeprowadzony pod wodzą Lenina od początku miał na celu walkę z chrześcijaństwem. W 1918 r. komunistyczna gazeta „Prawda” pisała: „Władza kapitału zginie dopiero z ostatnim tchnieniem ostatniego kapitalisty, arystokraty, chrześcijanina i oficera”. Zdaniem Lenina „każda idea religijna (…) jest niewysłowioną ohydą”. W ciągu pierwszych siedmiu lat swoich rządów bolszewicy bezpośrednio przyczynili się do śmierci 80 biskupów i ponad 8 tys. duchownych. Zwykłych wiernych, którzy stanęli w obronie wiary, tylko w latach 1917-1920 zginęło 12 tys. A był to dopiero początek. Chrześcijanie w ZSRS ginęli nie tylko za rządów Lenina i Stalina, największych oprawców tamtejszej władzy komunistycznej. Za czasów Chruszczowa antychrześcijańskie represje był nawet większe niż wcześniej, choć częściej kończyły się szykanami, uwięzieniem, pobiciem, zsyłką niż śmiercią, jednak nie brakowało też i takich przypadków. Sytuacja zmieniła się dopiero za rządów Gorbaczowa, po roku 1985.

Kiedy w Rosji Sowieckiej władzę przejmował Lenin, w dalekim Meksyku rządy przejęli lewicowi radykałowie, którzy z miejsca wzięli się za rugowanie obecności Kościoła w życiu publicznym. Konstytucja wprowadzona w roku 1917 zakazywała organizowania procesji religijnych i odprawiania mszy na zewnątrz, na razie pozwolono, aby odbywały się w kościołach. Jak pisze prof. Marek Jan Chodakiewicz: „Podjęto prześladowanie Kościoła, uderzono w katolicką edukację, konfiskowano ziemie i dobra kościelne. Pamiętajmy, że w tamtych czasach oznaczało to likwidację systemu opieki społecznej: szpitali, sierocińców, szkół, których prowadzenie było ważnym aspektem misji Kościoła”. W 1926 r. nowy prezydent Meksyku, Plutarco Elías Calles przyspieszył proces sekularyzacji. W odpowiedzi na to 2 mln katolików podpisało petycję do władz państwowych żądając zmiany konstytucji i uchylenia postanowień antykościelnych. Została odrzucona przez parlament. Narastało napięcie, mnożyły się aresztowania księży, pobicia i porwania katolickich działaczy, zamykanie kościołów. Dochodziło do skrytobójczych mordów. W odpowiedzi na to na przełomie 1926 i 1927 r. meksykańscy chłopi chwycili za broń pod hasłem: „viva Cristo Rey” („Niech żyje Chrystus Król!”), stąd władze nazwali ich cristeros, chrystusowcami. Walka przez obie stron była prowadzona brutalnie i bezwzględnie. Zakończyła się w 1929 r. dzięki mediacji Amerykanów. Pochłonęła 90 tys ofiar. To jednak nie koniec, bowiem w latach 1934-1935 przyszła druga fala prześladowań. Zamykano kościoły, księży zmuszano do emigracji, albo mordowano. Polityka lewicowego rządu doprowadziła do tego że w tym czasie w 17 stanach Meksyku (na 29 ogółem) nie było w ogóle księży. Dziś Meksyk jest areną niezwykle krwawych walk gangów narkotykowych toczonych między sobą i z władzami tego kraju. Na ile ich korzenie znajdziemy w tamtych czasach gwałtu i bezprawia?

Ostatnim prześladowaniem, które chcemy omówić jest to które miało miejsce w Hiszpanii podczas wojny domowej w latach 1936-1939. Preludium do niego miało miejsce dwa lata wcześniej podczas tzw. rewolucji w Asturii 1934. doszło wówczas do robotniczej rewolty o podłożu socjalistycznym, której towarzyszyły działania antyklerykalne. Zamordowano wówczas 33 księży i zniszczono 58 kościołów. Jednak prawdziwy czerwony terror w Hiszpanii (hiszp. Terror Rojo en España) rozpoczął się po dojściu do władzy koalicyjnego Frontu Ludowego (sojusz socjalistów, komunistów i republikanów) w 1936 r. W wyniku działań skierowanych przeciwko Kościołowi katolickiemu i wyznawcom innych Kościołów śmierć poniosło: 13 biskupów, 4184 księży i kleryków, 2648 zakonników i zakonnic. A także 2365 członków innych Kościołów (co pokazuje, że była to walka z chrześcijaństwem, a nie tylko z katolicyzmem). Zniszczono 2000 budynków kościelnych. A liczby te nie obejmują tysięcy katolików świeckich zamordowanych i torturowanych ze względów religijnych. Łączną liczbę ofiar czerwonego terroru hiszpański historyk Julio de la Ceueva Merino szacuje na 72 344 zamordowanych i zmarłych w wyniku tortur.


Dziesięć wniosków
W ten sposób w największym skrócie omówiliśmy wybrane najważniejsze prześladowania chrześcijan w historii poprzedzającej II wojnę światową. Wszystko, co dzieje się potem na potrzeby tej analizy zaliczam już do prześladowań współczesnych. Przytoczyłem je po to, aby przybliżyć nam skalę prześladowań w przeszłości. Nie chodzi o to, aby stwierdzić kto cierpiał bardziej, ale żeby mieć obraz sytuacji z przeszłości, który pozwoli nam dokonać porównania mniej lub bardziej odległej przeszłości z teraźniejszością.

W niniejszym tekście nie zebrałem całościowego obrazu prześladowań Kościoła na przestrzeni dwudziestu wieków. To bowiem znacznie przekroczyłoby ramy pojedynczego artykułu. Są to jednak przykłady najbardziej charakterystyczne i znaczące, pozwalające więc na dokonanie pewnych uogólnień.

1. Nie było w historii czegoś takiego jak okres „przed” i „po”. Kościół doświadczał jedynie przerw w prześladowaniach, a nie jest tak, że osiągnął w jakimś momencie swoich dziejów stan „przejścia próby”, który zwalnia go od dalszych doświadczeń tego rodzaju.

2. Prześladowania z reguły nasilają się wówczas, kiedy Kościół znajduje się w fazie ekspansji i rozwoju lub stanowi zagrożenie dla swoich przeciwników. Misyjność Kościoła jest głównym czynnikiem przyciągającym prześladowania.

3. Kościół od początku ma tych samych wrogów: inne religie mające ambicje panowania zarówno w znaczeniu lokalnym, jak i globalnym, jak i ideologie, które z chrześcijaństwem konkurują o „rząd dusz”.

4. Prześladowania świadczą o sile Kościoła. Może on być solą ziemi nawet wówczas, gdy nam się wydaje, że sól już zwietrzała. Prześladowaniom bowiem podlegają równie dobrze Kościoły z perspektywy ewangelikalnej „nieduchowe”, jak i te, które umieścilibyśmy na drugim biegunie.

5. Oczywiście prawdą jest też i to, że nie każdy Kościół i nie wszędzie doświadcza prześladowań. Jeśli jest „zwietrzałą solą” nie zwraca niczyjej uwagi, a przez to nie ściąga na siebie zagrożenia. Jednak nie to jest celem istnienia Kościoła na ziemi, aby bezpiecznie dotrwać do powrotu Chrystusa.

6. Bolesnym doświadczeniem w dziejach chrześcijaństwa jest fakt, że często chrześcijanie prześladowali siebie nawzajem. O ile prześladowania zewnętrze zawsze Kościół wzmacniają (pomimo ponoszonych ofiar i strat), to prześladowania wewnętrzne poważnie go osłabiają. Gdyby z dziejów chrześcijaństwa wyrugować walki ze „schizmatykami” i „heretykami”, okazałoby się, że nie tylko dzieje Kościoła uniknęłyby wielu rozczarowań i niepowodzeń, ale także dzieje świata w wielu miejscach potoczyłyby się w sposób oszczędzający ludzkości wielu problemów.

7. Dzieje prześladowań potwierdzają słowa Jezusa, że „bramy piekieł nie przemogą” Kościoła. Pomimo licznych swoich słabości i upadków jest on niepokonany. Uczą nas one szacunku do trwałości Bożego dzieła.

8. Groźnym (i coraz groźniejszym) przeciwnikiem Kościoła nie są tylko inne religie, ale coraz wyraźniej antyreligijne ideologie, które chcą wyrugować chrześcijaństwo ze sfery publicznej. Co ciekawe robią to pod hasłami wykazującymi pewne podobieństwo do chrześcijaństwa: „wolność, równość, braterstwo”, czyli takimi, które odwołują się do misji Kościoła – niesienia pomocy potrzebującym.

9. Kościół dał się wyprzeć z niektórych terenów nie z powodu prześladowań, bo te pokazują, że Kościół męczenników zawsze wróci tam skąd go wyparto. Kościół się cofnął tam, gdzie walki nie podjął.

10. Życie nie jest największą wartością. Jest nią wierność. Wierność Chrystusowi daje wybawienie i wolność. Zaparcie się Chrystusa pozbawia i jednego, i drugiego. Choć w pierwszej chwili wydaje się, że jest inaczej.

Historia dostarcza nam ogromnego materiału do nauki nie tylko o przeszłości. Tylko od nas zależy, czy zrobimy z tego dobry użytek w swoich czasach.

Czego uczą nas dzieje prześladowań? 10 wniosków
6 (100%) 3 ocen.


źródło: Włodzimierz Tasak, Open Doors

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze