Namiot UNICEF

„Nasze dusze są wstrząśnięte okrutnymi aktami przemocy, które są od dawna popełniane na niewinnych obywatelach, zarówno muzułmanach, jak i chrześcijanach oraz osobach należących do innych grup etnicznych i religii” – powiedział papież Franciszek podczas południowej modlitwy Anioł Pański w tegoroczną Niedzielę Misyjną. 

Dolina Niniwy jest odbijana. Co chwilę słychać o nowych odzyskanych miastach. To dobrze, że zbrodniarze z ISIS słabną, ale nie wolno zapominać o tych, którzy na tym konflikcie zbrojnym stracili najwięcej. Zatem brawo, papież Franciszek! Dlaczego? Właśnie dlatego, że trzeba o tym mówić. Kiedy pod koniec czerwca ubiegłego roku w naszym kraju gościł ks. Douglas Bazi – człowiek, którego członkowie tzw. państwa islamskiego porwali i okaleczyli – mówił wszędzie tam, gdzie się pojawił: „Módlcie się za nas, ale również rozmawiajcie o nas i o naszej dramatycznej sytuacji.”

Karakosz. Dwa lata, dwa miesiące i 12 dni
Karakosz (Qaraqosh) było jednym z najbardziej zaludnionych i rozwijających się miast w Dolinie Niniwy. Obok muzułmanów żyło tam około 50 tys. chrześcijan. Obok meczetów stały chrześcijańskie świątynie: dziesięć w całym mieście. Można pomyśleć – mało. Jednak w porównaniu z innymi miastami na Bliskim Wschodzie i tak dużo. To był wieli sukces tamtejszych chrześcijan, że utrzymali swoje wspólnoty i potrafili się dogadać z tamtejszymi wyznawcami islamu. „To nie była sielanka” – mówi jeden z mieszkańców miasta, chrześcijanin, dziś mieszkający w Niemczech – „ale źle też nie było. Każdy wiedział, że razem musimy tutaj żyć. I żyliśmy”. I tak sobie żyli chrześcijanie i muzułmanie obok siebie, do 6 sierpnia 2014 r. To pamiętna data. W tym dniu bojówki tzw. Państwa Islamskiego zdobyły miasto. Od tego momentu rozpoczęło się piekło tu na ziemi: nie tylko dla chrześcijan, ale wszystkich tam mieszkających. „Aresztowania, gwałty, konfiskaty mienia, permanentna inwigilacja i ciągły strach – to trwało dwa lata, dwa miesiące i 12 dni” – wyliczają mieszkańcy Karakosz pracownicy Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKwP). I chociaż w większej części Doliny Niniwy nie ma już ISIS, to jednak chrześcijanie, uciekający przed inwazją szariatu do obozu w Irbilu w północnym Iraku, prowadzonym przez PKwP, boją się tam wrócić.

Już niedługo Dolina Niniwy będzie wolna
„Dziś wszyscy chrześcijanie, którzy mieszkali na tym obszarze, są naprawdę szczęśliwi, ale martwimy się o naszą przyszłość. Ludzie boją się tam wrócić. Tak długo jak nie pojawią się tutaj międzynarodowe siły pokojowe, nikt tam nie wróci” – mówi Martin, świeżo wyświęcony ksiądz, który uciekł z grupą chrześcijan z Karakosz. Już niedługo zostanie odbity Mosul. Wczoraj, czyli 24 października można było wyczytać w serwisach informacyjnych, że kurdyjskie bojówki zbliżyły się na odległość 8 km od Mosulu. Już niedługo to ważne miasto zostanie odbite. I tutaj również będą mogli wrócić ludzie uciekający przed wojną. Według danych ONZ może to być nawet 400 tys. osób.
Kirkuk, Karakosz, Al Kaem, Felfil i Samakija – to miasta, które zostały już odbite z rąk terrorystów. Za jakiś czas będą mogli wrócić ich dawni mieszkańcy i zacząć wszystko od nowa. Około 700 tys. osób stanie po raz kolejny przed wyborem: wrócić do domu, z którego pozostały już tylko zgliszcza, czy może przedostać się do Europy i tam zacząć wszystko od nowa? To wbrew pozorom dylemat, który również dotyczy naszego kontynentu. „Chrześcijanie z Niniwy chcą tam pozostać. Oni doskonale wiedzą, że kiedy opuszczą swoją ojczyznę, to chrześcijaństwo zniknie razem z nimi” – mówił o. prof. Samir Khalil, islamolog z Papieskiego Instytutu Wschodniego w rozmowie z PKwP.

Moja ojczyzna jest moim szczęściem
Podczas tegorocznych Światowych Dni Młodzieży w Krakowie jeden z dziennikarzy, realizujący program na żywo na krakowskim Rynku spytał młodą Syryjkę, czego potrzebują chrześcijanie w jej kraju. Uczestniczka ŚDM z uśmiechem na twarzy powiedziała: „po prostu się za nas módlcie.” Ks. Martin z Karakosz, który musiał uciekać przed islamskimi fundamentalistami, powiedział: „Bóg chce, żeby Irakijczycy byli szczęśliwi. A gdzie można być bardziej szczęśliwym, jeśli nie w swojej ojczyźnie?”
Franciszek dał jasno do zrozumienia: przeżywamy wstrząs słysząc i widząc co dzieje się na Bliskim Wschodzie. Ten wstrząs będzie jeszcze trwał, dopóki cała sytuacja nie zostanie opanowana. Warto przy tej okazji zastanowić się nad kwestią tego, czego od wspólnoty międzynarodowej oczekują sami poszkodowani. Nie neguję tego, że trzeba dać szansę tym, którzy muszą opuścić swój kraj i zacząć życie w Europie. Ale zadajmy sobie pytanie, czy aby na pewno wszyscy chcą opuścić swoją ojczyznę? A może są tacy, którzy chcą być szczęśliwi właśnie tam, w Iraku i Syrii? Może zatem warto pomyśleć jak tym ludziom pomóc? Może warto dać im drugą szansę?

ks. Paweł Kucia
fot. Joshua Zakary, flickr.com

Irak: Bóg chce, żeby Irakijczycy byli szczęśliwi
6 (100%) 2 ocen.


źródło: ks. Paweł Kucia

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
Flaga Pakistanu »

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.