Niedawno prezydent USA Donald Trump w wywiadzie dla The Brody File powiedział, że pierwszeństwo otrzymania azylu w Stanach Zjednoczonych będą mieli prześladowani chrześcijanie z Syrii czy z Iraku. Naprawdę piękny gest. Jednak co stanie się z chrześcijaństwem na Bliskim Wschodzie, kiedy przygaśnie konflikt zbrojny i kiedy wojska koalicji powrócą do swoich baz? 

Czy będzie „powtórka z rozrywki”? 

Kiedy 1 maja 2003 r. zakończyła się druga wojna w Zatoce Perskiej, a wojska koalicji (w tym również polskie) zaczęły się wycofywać, władza w Iraku została oddana „w ręce demokratycznie wybranych władz”, które momentalnie odsunęły dawnych członków administracji Saddama Husajna. Część osób zostało zlikwidowanych, część uwięzionych, a jeszcze inni uciekli. Kiedy wojska sprzymierzone na dobre opuściły Irak w 2012 r., sytuacja w kraju nie była stabilna. Konsekwencją tego było powstanie tzw. Państwa Islamskiego. Los chrześcijan w tej części Bliskiego Wschodu znacznie się pogorszył. Od 2004 r. Irak opuściło prawie 1,5 mln chrześcijan, a powodem tego exodusu były prześladowania. ISIS tylko dopełniło to, czego nie dopilnowały wojska kolacji. W tym kontekście rodzi się pytanie: co tym razem stanie się z ochrzczonymi? Czy po raz kolejny dojdzie do wielkiej zbrodni pod osłoną „wprowadzania demokratycznych standardów”? 

Chrześcijanie mają nadzieję   

Chaldejski hierarcha, abp Bashar Warda, współpracujący z Papieskim Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie, w wywiadzie dla amerykańskiej stacji telewizyjnej wyraził się jasno: „nie wyobrażam sobie, aby sytuacja sprzed kilku lat, w której znaleźli się chrześcijanie, powtórzyła się”. Czy jednak pierwszeństwo azylu w USA dla prześladowanych chrześcijan rozwiąże problem? Wielu odpowie, że tak, jednak nie do końca. To prawda, Irakijczycy opuszczają Irak. Szacuje się, że jest to kilkanaście chrześcijańskich rodzin każdego dnia. Jednak jak zauważa abp Bashar Warda „naprawdę spora część chrześcijan chce pozostać w swojej ojczyźnie. My jesteśmy patriotami, kochamy swój kraj. Kto go odbuduje, jeśli wszyscy wyjadą”? To nie znaczy, że ci, którzy chcą wyemigrować, są gorszymi ludźmi, albo nie są patriotami. Wielu mieszkańców Iraku w obliczu wojny z różnych powodów utraciło nadzieję. 

Zapowiada się inaczej 

Tym razem amerykańska administracja wykazuje inne tendencje. Abp Warda twierdzi, że „sam prezydent i jego otoczenie zdają sobie sprawę z istnienia zagrożenia, którego korzenie mogą być religijne, ale również polityczne: chrześcijanie na Bliskim Wschodzie często utożsamiani są z wojskami koalicji, tym z kolei przypisywana jest brutalność wobec więźniów oraz cywili). To daje nam nadzieję”. Nadzieję również daje zaangażowanie ONZ w sprawę Iraku, jednak aby ten „kolos” ruszył się, potrzeba jeszcze czasu. „Jedna jaskółka wiosny nie czyni” – to prawda, ale w poczynaniach Donalda Trumpa jest coś, czego do tej pory nie można było dostrzec w prezydenckim savoir vivre. Nie chcę w tym momencie ani krytykować, ani gloryfikować 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Chcę jedynie zauważyć, że w końcu ktoś pomyślał o ofiarach konfliktu, a nie tylko o ekonomicznych interesach spod znaku ropy naftowej. Oby to nie była farsa… 

Oceń ten artykuł


źródło: ks. Paweł Kucia

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze