W ostatnich tygodniach w Republice Środkowoafrykańskiej działo się wiele złego. W ataku rebeliantów z plemienia Fulani na miasto Bocaranga zginęło 21 osób. Miasto w sporej części zostało zniszczone. O tych wydarzeniach i rozmowach z rebeliantami opowiada ks. Pawłowi Kuci o. Aurelio Gazzera pracujący w sąsiedniej miejscowości Bozoum 

Pomoc Kościołowi w Potrzebie: Kilka tygodni temu w sąsiedniej miejscowości doszło do rozlewu krwi. Ojcze, co się wydarzyło w Bocaranga? 

Na początku lutego rebelianci z plemienia Fulani zaatakowali miasto. Zostało zabitych 21 osób. Centralna część miasta została doszczętnie zniszczona. Terroryści palili sklepy i biura. Zaatakowano kilka punktów pomocy społecznej. Wszystko zostało splądrowane. Atak oczywiście był na tle rabunkowym, ale tym samym rebelianci pokazali swoją siłę. Do dziś w tym mieście i okolicach, nawet w mojej parafii w Bozoum, ludzie boją się kolejnych ataków.  

Nikt nie stanął w waszej obronie? 

Niestety musieliśmy się bronić sami. Niedaleko stacjonują wojska ONZ, ale już od jakiegoś czasu nic nie robią. Nie chcą stać się stroną konfliktu. Nawet jeśli wiedzą o ruchach wojsk rebelianckich, nie interweniują. 

Jak dziś wygląda sytuacja w Bocaranga? 

Dziś jest względnie spokojnie, jednak – tak jak już mówiłem – boimy się kolejnych ataków. Pod koniec lutego odwiedził nas kard. Dieudonné Nzapalainga, arcybiskup Bangui. Przybył do nas z pomocą. Dostarczył nam jedzenie, artykuły medyczne i dodał nam siły. Nawet był w stanie pojechać do rebeliantów z plemienia Fulani, aby prosić ich w naszym imieniu, by nie atakowali bezbronnych ludzi. 

Katolicki kardynał pojechał rozmawiać z muzułmańskimi rebeliantami? 

Tak. Ksiądz kardynał dodał nam tym samym sporo otuchy. Nikt się nie zainteresował naszą sytuacją, a on zaryzykował nawet swoje życie, żeby nam pomóc. Kardynał Nzapalainga wykazał się nie lada odwagą. Postanowił pojechać do Fulani bez żadnej ochrony. Zresztą od pewnego czasu nie ma już u nas żadnych sił porządkowych. Ja pojechałem razem z nim, był z nami jeszcze tylko kierowca. 

Jak wyglądało to spotkanie? 

Rebelianci byli uzbrojeni. Mieli sporo broni palnej. Byli zdziwieni, kiedy nas zobaczyli, ale nie chcieli nam zrobić krzywdy. Okazało się, że ci rebelianci nie atakują chrześcijańskich wiosek z powodów religijnych. Oni po prostu wybrali taki styl życia. W każdym razie kardynał pokazał im zdjęcia tego, co się stało, pokazał niewinnych ludzi, którzy stracili swoich bliskich, albo niejednokrotnie cały dorobek życia i poprosił ich o to, żeby więcej tego nie robili. Starał się im wytłumaczyć, że ci ludzi po porostu cierpią z ich powodu. 

Czy te rozmowy coś dadzą?  

Nie wiem. Już wielokrotnie brałem udział w podobnych negocjacjach. Często kończyły się podobnie: każda ze stron deklarowała pokojowe nastawienie, ale kiedy sytuacja stawała się napięta, konflikt wybuchał na nowo. Tym razem jednak widziałem w oczach tych młodych ludzi, którzy jeszcze niedawno do strzelali, że chcą coś zmienić w swoim życiu. Myślę, że jak wszędzie, potrzeba czasu i sądzę, że wizyta kardynała coś zmieni. Do tej pory żaden z hierarchów nie rozmawiał z rebeliantami. To może być przełom. 

Jakie było przesłanie ks. kardynała? 

Bardzo proste. Kardynał nam, ofiarom przemocy i Fulani, którzy nas zaatakowali, powiedział to samo. „Miejcie ufność w Bogu, a wszystko dobrze się poukłada”. Tym samym nam dodał siły, a muzułmanom pokazał, że możemy się dogadać, również na płaszczyźnie religijnej.  

Jak wygląda sytuacja w całej Republice Środkowoafrykańskiej? 

Kraj pogrążony jest w chaosie. Niby wojny nie ma, ale bezpiecznie też nie jest. Administracja państwowa w ogóle sobie nie radzi. Sporą rolę odgrywa Kościół, który daje wielu ludziom względne poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Jednak w naszym regionie to bardzo szybko się zmienia. Dziś można założyć szpital albo sierociniec dla dzieci, a jutro jakaś grupa uzbrojonych po zęby fanatyków wszystko zniszczy. Jednak jako Kościół robimy to, bo dzięki temu możemy być razem z ludźmi. 

W ubiegłym roku Twoja wspólnota w końcu wybudowała kościół. Jak się w nim czujecie? 

Bardzo dobrze! Włożyliśmy w budowę sporo pracy. To nas zjednoczyło. Dziś budynek kościoła jest ważny dla całej naszej miejscowości. Dzieje się w nim wiele dobrego i to daje nam wielką satysfakcję. Przy tej okazji chciałbym podziękować Papieskiemu Stowarzyszeniu Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Gdyby nie PKwP nie dalibyśmy rady tego udźwignąć finansowo, tym bardziej w Afryce. 

Fot. AP/EPA/KIM LUDBROOK

Kardynał na linii frontu  
6 (100%) 1 ocen.


źródło: ks. Paweł Kucia

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.