O prześladowaniach chrześcijan, migracji i terroryzmie z ks. Waldemarem Cisło rozmawia Michał Jóźwiak.

Czy to prawda, że na świecie co kilka minut ktoś ginie tylko ze względu na to, że jest chrześcijaninem?
Już Jan Paweł II i Benedykt XVI podkreślali, że wiek XX i XXI to czas męczenników. Potwierdzają to statystyki. Co roku ginie 170 tysięcy chrześcijan, czyli średnio jeden co trzy minuty. Tak było kilka lat temu i ta tendencja długo się utrzymywała. Ostatnie dane sprzed trzech lat, które podało Radio Watykańskie powołując się na Instytut Monitorowania Wolności Religijnej, pokazują, że obecnie jest trochę lepiej, bo liczba osób ginących co roku za wiarę spadła do 105 tys. Trzeba jednak zaznaczyć, że w krajach pogrążonych w wojnie trudno o dokładne liczby. Tak jest choćby w przypadku Syrii. Trudno jest oszacować dokładną liczbę ofiar. Co chwilę dochodzi do kolejnych zamachów, w których giną niewinni ludzie, a oficjalne dane się nie zmieniają. Niemniej jednak liczby pokazują, że chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowaną religią.

Kilka dni temu rozmawiałem z Habila Adamu, którego zaatakowali bojownicy z Boko Haram. Podkreślał, że niewiele jest instytucji, które mówią głosem prześladowanych chrześcijan. Jak udaje się to Pomocy Kościołowi w Potrzebie?
Mówimy sporo, bo mamy instytucje monitorujące wolność religijną, mamy raporty Stolicy Apostolskiej. W porównaniu z tym, co się dzieje, to być może za mało. Rzeczywiście jest taki problem, że organizacje międzynarodowe niechętnie poruszają te kwestie. Patriarcha Sako wielokrotnie prosił PKwP, abyśmy byli głosem prześladowanego Kościoła i staramy się wypełniać tę misję. Oni rzeczywiście czują się osamotnieni.

Prześladowania często przyczyniają się do migracji. Jakie stanowisko wobec migrantów i uchodźców powinien zająć Kościół?
Pamiętajmy znany wywiad z młodą Syryjką z Aleppo, która przyjechała do Polski na Światowe Dni Młodzieży. Dziennikarz zapytał, czy chce zostać w Polsce. – Nie, chcę wracać do Syrii, tam się uczyć i pracować. Jedyne, czego chcemy, to pokój. – odpowiedziała dziewczyna. Chodzi o leczenie przyczyn, a nie skutków. Fala emigracji z Bliskiego Wschodu wynika z wojny, którą realizują państwa Zachodu. Już kilka lat temu były premier Wielkiej Brytanii, Tony Blair, przepraszał za to, że interwencja USA wraz z państwami koalicyjnymi doprowadziła do powstania tzw. Państwa Islamskiego. Widać wyraźnie, że przychodzi pewna refleksja. Ciągle toczy się gra interesów, a efekt jest taki, że mamy miliony uchodźców, którzy giną, uciekając przed zagrożeniami.

AFP PHOTO / ARIS MESSINIS TOPSHOTS-GREECE-EUROPE-MIGRANTS

Co może robić Kościół?
To, co robi do tej pory. Kościół nie jest od sprzątania bałaganu, który powodują politycy. Pomagamy na miejscu, bo uważamy, że najbiedniejsi powinni pozostać w swoich domach. Ci, których było na to stać, już dawno wyemigrowali. Sami biskupi i mieszkańcy proszą, aby pomóc im żyć w ich kraju. Niedawno byłem w Aleppo i widać, że bardzo powoli wszystko zaczyna iść we właściwą stronę. Wielu ludzi czeka też w obozach na granicy z Libanem, żeby wrócić do domów.

Jasne, że trzeba pomagać na miejscu. Ale co z tymi, którzy już są w Europie? Jak pomagać im w integracji i czy ona jest w ogóle możliwa?
Trudno, żebyśmy chrzcili wszystkich muzułmanów, którzy przybywają do Europy. Nie sądzę, żeby rolą Kościoła była praca duszpasterska z muzułmanami, bo oni jej nie chcą. Prowadzimy oczywiście dialog z islamem. Ostatnia wizyta papieża Franciszka w Egipcie potwierdza, że tego dialogu musimy szukać. Natomiast historia pokazuje, że Europa nie znalazła sposobu na to, jak należy się integrować. Jeszcze do niedawna islam podziwiał Europę za porządek i rozwój gospodarczy, ale od jakiegoś czasu jest ona postrzegana jako chory kontynent, na którym można zawrzeć małżeństwa jednopłciowe, co islam radykalnie potępia. Stąd to złe postrzeganie Europy. W ich przekonaniu lekarstwem jest islam. Nie widzę tu pola do dialogu. Kolejnym problemem jest to, że do Europy przyjeżdżają zazwyczaj najbardziej radykalni imamowie i głoszą tutaj swoje nauki.

Czy islam w każdej formie jest zagrożeniem dla chrześcijaństwa i Europy? Czy tylko w swojej ekstremalnej odsłonie?
Islam bliskowschodni był zawsze umiarkowany, w przeciwieństwie na przykład do tego z Nigerii. Coraz częściej w islamie dochodzą jednak do głosu te siły, które są bardziej radykalne – dialog z nimi jest niestety niemożliwy. Mam przed oczami brutalne ścięcie dwudziestu jeden koptów na plaży w Libii. Chcielibyśmy, żeby islam się otworzył. To niewątpliwie długofalowe zadanie dla Kościoła, żeby islam w stosunku do Koranu przeszedł taką samą drogę jak katolicyzm przeszedł w stosunku do interpretacji Pisma Świętego. To na pewno trudny proces. Te wszystkie zamachy tworzą obraz islamu, który nie potrafi funkcjonować w ramach społeczeństwa europejskiego. Samym muzułmanom powinno szczególnie zależeć na tym, żeby zwalczać ten terroryzm.

Kościół nie jest od sprzątania po politykach – rozmowa z ks. Waldemarem Cisło
6 (100%) 7 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

  Komentarzy:: 1


  1. Przyjmowanie uchodźców do Europy to bardzo zły pomysł. Po co wyrywać ludzi z ich ziemi, kiedy można pomóc im odbudować ich kraj? To znacznie lepsze z ekonomicznego punktu widzenia – powiedział PAP bp Antoine Chber z Tartus w Syrii.

    Czytaj więcej na
    http://fakty.interia.pl/raporty/raport-imigranci-z-afryki/informacje/news-bp-chber-po-co-przyjmowac-uchodzcow-skoro-mozna-pomoc-odbudo,nId,2464092#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox