Przez ponad dwa lata chrześcijanin z miejscowości Bartella w Iraku wraz z matką żył w niewoli tzw. Państwa Islamskiego. Mniej więcej dwa miesiące temu Ismail i jego matka Jendark uciekli z rąk terrorystów, jednak przemoc i strach pozostaną w ich wspomnieniach. Terroru dżihadystów doświadczali nie tylko chrześcijanie, którzy pozostali w Mosulu, ale wszyscy ludzie tam mieszkający.

Jendark i jej syn Ismail przebywają dziś w Irbilu, w jednym z obozów dla chrześcijańskich uchodźców, który prowadzony jest przez Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Dziś czują się bezpiecznie, jednak ostatnie lata były dla nich dramatem.

„Pewnego ranka obudził mnie krzyk ludzi. To był krzyk dżihadystów, którzy wkroczyli do miasta” – opowiada Ismail. – „Chcieliśmy uciec, ale szybko nam to wyperswadowano siłą. Najpierw nas okradziono, później wypędzono z naszego domu, aby na sam koniec nas zniewolić” – dodaje. „Byliśmy całkowicie odcięci od świata. Nie widziałam słońca przez kilka dobrych tygodni” – dodaje matka. Po pewnym czasie chrześcijańska rodzina dostała wybór. Mogli wrócić do domu pod warunkiem, że przyjmą islam. Gdyby tego nie zrobili, dziś już by nie żyli.

Codzienny terror
„Co miałam zrobić?” –Jendark zadaje pytanie, zanosząc się płaczem. – „Zagrozili, że zabiją mi syna. Wcześniej i tak zabili mojego męża. Z tymi fanatykami nie ma żartów”. Przejście na islam niewiele pomogło. Ismail odzyskał wolność, ale konwersja jego matki urzędnikom wyznaniowym z tzw. Państwa Islamskiego wydała się mało autentyczna. „Otrzymałem dokument, że jestem teraz muzułmaninem. Dzięki temu miałem się czuć bezpiecznie” – opowiada Ismail. – „Jednak wcale tak nie było. Pewno dnia zostałem pobity przez milicję, tylko dlatego, że moje spodnie za bardzo rzucały się w oczy”. Inny razem był świadkiem publicznej egzekucji kilku chrześcijan. „Żołnierze ISIS zablokowali jedno z bardziej ruchliwych skrzyżowań w Mosulu. Na środku stało kilku mężczyzn w pomarańczowych kombinezonach, którym podcięto gardła. Zabójcami okazały się dzieci, dla których zabicie chrześcijanina było powodem do dumy. Po wszystkim ich dowódca krzyczał, że taki los spotka wszystkich krzyżowców” – dodaje Ismail.

Islam ponad wszystko
W Mosulu i tak nikt nie mógł czuć się bezpiecznie. Ismail przytacza w rozmowie z pracownikiem PKwP scenę ukamienowania muzułmańskiej kobiety. „Jej suknia była ozdobiona jakimiś świecidełkami. Kiedy żołnierz zwrócił jej uwagę, ta nie zareagowała. Członkowie ISIS związali jej ręce i krzycząc, że zbluźniła, rzucali w nią kamieniami. Skończyli dopiero wtedy, kiedy upewnili się, że nie żyje”. Okrutny los spotykał nawet dzieci. Na siłę uczono je na pamięć wersetów Koranu, a kiedy nie potrafiły ich powtórzyć, bito je i torturowano. „Sam nawet tego doświadczyłem. Kiedy nie byłem w stanie wyrecytować szahady, czyli muzułmańskiego wyznania wiary, przypalano mnie papierosami i bito” – wspomina młody chrześcijanin z Iraku.

„Będę mieć wyrzuty sumienia do końca życia” – opowiada ze smutkiem Ismail. „Kiedy dowiedziałem się Karakosz zostało uwolnione z rąk terrorystów, postanowiłem uciec. Akurat z więzienia została wypuszczona moja matka. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Przeżyliśmy ostrzał naszego samochodu. Strzelali do nas snajperzy, koczowaliśmy w ruinach zbombardowanego domu, ale w końcu doczekaliśmy się wolności” – mówi ze wzruszeniem młody Irakijczyk. Ludzi, którzy doświadczyli podobnego dramatu, jest sporo. Jednak często nie mają tyle szczęścia co Jendark i jej syn. Wielu chrześcijan żyjących wciąż pod okupacją ISIS chciałby mieć tyle szczęścia co bohaterowie tej opowieści. Jednak, jak przyznaje Ismail, „zaparcie się Jezusa boli bardziej niż niewola. Będę mieć z tego powodu wyrzuty sumienia do końca życia”.

Tekst został opracowany na podstawie wywiadu przeprowadzonego przez pracownika Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie Jaco Klamera w Irbilu pod koniec 2016 r.

fot. DVIDSHUB/flickr.com

Dwa lata w ciągłym strachu
6 (100%) 2 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze