Dla ludzi żyjących w stosunkowo bezpiecznej Europie, szczególnie tych urodzonych po rozpadzie dwóch bloków politycznych, konflikty, wojna, prześladowania czy w ogóle ograniczenia są czymś abstrakcyjnym. Trudności wojny kojarzą się z opowieściami dziadków, a męczeństwo chrześcijan to skojarzenie z Quo Vadis. Trzeba wyjść poza swoje bezpieczne tu i teraz, żeby zrozumieć, jak trudno wierzyć w innych częściach świata.  

Statystyki nie kłamią 

Według badań przeprowadzonych przez Centrum Studiów Nowych Religii w 2016 roku zamordowanych zostało około 90 tys. chrześcijan, a prześladowania doświadczyło od 500 do 600 milionów wyznawców Chrystusa. Niby wszyscy zdajemy sobie sprawę, że bycie chrześcijaninem na Bliskim Wschodzie, w Chinach czy Korei Północnej to heroizm. Z wielu portali informacyjnych płyną niepokojące informacje o kolejnych bombach wybuchających w Egipcie czy na Filipinach albo o bestialskich mordach dżihadystów z Państwa Islamskiego wymierzonych w wiele nacji i religii, ale ze szczególnym okrucieństwem zwalczających chrześcijan. Z samego Iraku płynie wiele informacji o zrujnowanych świątyniach, w których bojownicy Daesh urządzili sobie strzelnice, uprowadzonych ludziach, zmuszonych siłą do konwersji na islam. Te wszystkie szokujące wieści składają się już, niestety, na naszą rzeczywistość: bolą, ale przestają szokować. Większość społeczeństwa zamiast słuchać o prześladowaniach i męczeństwie woli zmienić program telewizyjny, żeby nie psuć sobie humoru. Przełączenie kanału nie spowoduje, że na świecie będzie mniej zła, że ludzie przestaną ginąć, że nie będą szykanowani za wiarę, pomoże tylko w jednym: w zagłuszeniu wyrzutów sumienia, że żyjąc w bezpiecznej Polsce nie myśli się o chrześcijanach cierpiących za wiarę w Korei Północnej. 

Zmowa milczenia czy przeoczenie? 

Zgodnie z powyższym raportem chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą religijną. Brzmi to z jednej strony abstrakcyjnie, gdy pamięta się z lekcji historii, jak silne było kiedyś chrześcijaństwo. Jednocześnie wystarczy popatrzeć na tę samą chrześcijańską Europę, żeby zdać sobie sprawę z dyskryminacji. Poprawność polityczna nie pozwala na stawianie choinki w centrum miasta, bo kogoś to może urazić. W mediach coraz głośniej mówi się, że po zamachu w Berlinie list gończy z podobizną zamachowca nie został przez kilkanaście godzin opublikowany w Internecie, aby nie powodować rasistowskich komentarzy. Ciekawe również, że informacja o próbie podpalenia bezdomnego w wieczór wigilijny, do jakiej doszło w Niemczech, również przekazywana jest tak, aby nie kłaść nacisku na fakt, że tego nieludzkiego czynu dokonali uchodźcy Syryjczycy i Libijczyk. Oczywiście można zawsze powiedzieć, że to wyskok nastolatków (mają od 15 do 21 lat), ale trochę zapominają, że są gośćmi w Europie.  

Czy wiara w Boga to wszystko, na co mogą liczyć prześladowani?  

Patrząc na podobne fakty, zdajemy sobie sprawę jak trudno być chrześcijaninem w dzisiejszej rzeczywistości. Trzeba wielkiej odwagi, by umrzeć za wiarę i nie można dziwić się tym, którzy ze strachu przeszli na inną religię. Nie możemy zapominać, że często ludzie ci zostali pozbawieni wszystkiego, a w szczególności poczucia bezpieczeństwa. Jedyne, co im zostaje, to wiara, że ich los zmieni się jeszcze na lepsze, że Bóg za którego cierpią albo oddają życie będzie tym Bogiem, który ich wybawi od bólu i cierpienia. A my, ich współbracia, nie możemy odwracać wzroku od ich cierpienia. Musimy im pomóc, mówiąc o ich sytuacji, pomagając przez organizacje przekazujące pomoc humanitarną czy po prostu modląc się za nich o wytrwałość, odwagę i – co najważniejsze – lepsze jutro przepełnione spokojem i pokojem.  

Męczeństwo aktualne
6 (100%) 5 ocen.


źródło: Karolina Wanda Olszowska/PKwP

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze