W głębokiej dżungli Malenezji ks. Christian Sieland z Kundiwy w każdą niedzielę dociera do swoich parafian. Jego ciężka i wymagająca praca możliwa jest dzięki wsparciu Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, która od 2015 r. wspiera tego kapłana oraz ludzi, do których dociera. 

Bóg o nich pamięta 

Swoich parafian ks. Sieland, rodowity mieszkaniec Papui Nowej Gwinei, odwiedza już od kilku lat. Do niektórych wiosek może dotrzeć tylko kilka razy w roku. Górzysty teren oraz odległości, jakie musi pokonywać prawie każdego dnia, są dla niego sporym obciążeniem. Ale duchowny wie, że gdyby nie obecność Kościoła na tych terenach, tamtejsi ludzie mogliby nie poznać Jezusa i tego, co wiara w Niego może im dać. Oprócz typowych duszpasterskich obowiązków ks. Christian pomaga swoim parafianom w codziennych czynnościach. Uczy ich, jak wykorzystać jeszcze lepiej to, co wokół nich. „Ci ludzie są biedni, ale nie czują się zapomniani. Głęboko wierzą, że Bóg o nich pamięta” –mówi duchowny w rozmowie z pracownikami PKwP. 

Inaczej jest z człowiekiem 

Mieszkańcy Malenezji nie czują się zapomniani przez Boga, ale przez ludzi. Z ich relacji wynika, że rząd Papui Nowej Gwinei nie interesuje się tym regionem od uzyskania niepodległości, czyli od 1970 r. Trudno w to uwierzyć, ale spora część podopiecznych ks. Sielenda nigdy w życiu nie widziała samochodu, elektronicznego zegarka czy telefonu komórkowego. Około 30% mieszańców diecezji Świętego Wilhelma to katolicy, co daje liczbę około 100 tysięcy osób. Są oni jednak rozsiani po kilku wyspach, a odległości między jednymi a drugimi wspólnotami są naprawdę spore. To sprawia, że misyjna praca staje się jeszcze bardziej wymagająca. Pomimo już prawie stuletniej obecności Misjonarzy Słowa Bożego (werbiści), region ten wciąż jest traktowany jako marginalny.  

Wiara, poligamia i „czary mary” 

– Mieszkańcy Malenezji są bardzo gościnni. Potrafią się podzielić z obcym człowiekiem, który przychodzi do ich wioski prawie wszystkim – mówi misjonarz. – Jednak trudno im mówić o Jezusie. Często nie są w stanie zrozumieć, dlaczego umarł dla kogoś, kogo nie znał – tłumaczy ks. Christian. To jednak jest problem terenów, do których rzadko ktoś dociera. W miejscach już zewangelizowanych pojawiają się inne problemy natury moralnej. „Spora część ludzi żyje w związkach poligamicznych, do tego dochodzi bieda, brak odpowiedniej higieny i opieki medycznej. Coraz częściej pojawiają się narkotyki, nie mówiąc już o alkoholizmie. To sprawia, że praca z mieszkańcami Malenezji staje się coraz trudniejsza. Coraz bardziej widać powrót do pierwotnych wierzeń, coraz więcej ludzi interesuje się czarami – tłumaczy duchowny. 

Pomoc Kościoła 

– Niektórzy mówią, że zła kondycja moralna mieszkańców Malenezji to wina zachodniej cywilizacji przyniesionej przez misjonarzy z Europy. Jednak według mnie to nieprawda – mówi ks. Sieland. – Wszędzie tam, gdzie jest kościół albo kaplica, gdzie pracują misjonarze, jest szkoła – tam panuje względny spokój – wyjaśnia. Coraz częściej zdarza się, że to właśnie Kościół przejmuje rolę państwa w zakresie opieki medycznej, socjalnej czy w edukacji. – Widzimy również, że właśnie w taki sposób, organizując ambulatorium czy zajęcia szkolne lepiej jest mówić o Jezusie – dodaje kapłan. 

Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie regularnie wspiera misjonarzy pracujących na terenie Papui Nowej Gwinei. Tylko w ubiegłym roku PKWP pomogło w budowie szkoły i szpitala, dzięki wsparciu stowarzyszenia zakupiono również cztery specjalistyczne pojazdy dla misjonarzy i wspierano seminarzystów. 

Oceń ten artykuł


źródło: ks. Paweł Kucia

Tagi

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.