Współczesny Irak można nazwać upadłym państwem. Rozpadowi ulega struktura władzy oraz cała infrastruktura społeczna. W mediach pojawiają się doniesienia o nowych atakach terrorystycznych.

Coraz częściej konflikt zbrojny w tym rejonie świata określa się jako ludobójstwo. Pomimo tak dramatycznej sytuacji w Iraku wciąż żyją chrześcijanie, którzy nawet nie myślą o tym, żeby wyzbyć się wiary w Boga. Jedną z tych osób jest 25-letnia Maryam – chrześcijanka, która omal nie zginęła tylko dlatego, że wierzy. Jej świadectwo zostało nagrane przez pracowników Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKwP) w maju tego roku w Irbilu.

Jestem Maryam, jestem chrześcijanką
Nazywam się Maryam Muwaffaq Faraj. Urodziłam się w 1991 r. Ukończyłam uniwersytet w Mosulu, a teraz jestem nauczycielką w szkole w Irbilu, którą prowadzą siostry Najświętszego Serca Jezusowego. Byłam z ludźmi, którzy 6 sierpnia 2014 r. zostali siłą przesiedleni ze swoich domów i swoich ziem. 13 lipca 2007 r. razem z rodziną zamieszkałam w Karakosz. Tam skończyłam szkołę średnią, a potem rozpoczęłam studia na uniwersytecie w Mosulu. W okresie studiów między Karakosz a Mosulem często dochodziło do wybuchów w studenckich autobusach. W tym czasie zginęło wielu moich przyjaciół. Pomimo tych niebezpieczeństw zostałam tam, by ukończyć studia i zdobyć stopień zawodowy.

W oczach rodziców było widać strach
Po studiach wyszłam za mąż i zamieszkałam u rodziny męża w Bartila (10 km od Karakosz). 6 sierpnia 2014 r. o godzinie 4 rano usłyszeliśmy eksplozje i strzały z pistoletu. Wszyscy ludzie obudzili się w panice, ponieważ te odgłosy nie mogły oznaczać niczego innego, jak tylko wojnę. Zadzwoniłam do moich rodziców w Karakosz i powiedzieli mi, że ludzie z miasta zaczęli uciekać do Irbilu. Razem z mężem przygotowaliśmy się do ucieczki, a razem z nami rodzina męża oraz mój syn, który miał wówczas 40 dni. Od godziny 4 do 10 próbowaliśmy opuścić nasz dom, na który spadały przypadkowe pociski. Było bardzo niebezpiecznie, ciągle ktoś krzyczał z bólu. Wielu ludzi uciekało samochodami, inni piechotą. Płakali, a dzieci nie wiedziały, o co chodzi. W oczach matek i ojców było widać strach. Doszliśmy do granic Irbilu o godzinie 18. To było 14 godzin strachu i terroru, łzy płynęły nam z oczu z powodu nieuchronnej śmierci, której byliśmy prawie pewni. Wiele godzin czekaliśmy na granicy z Irbilem. Na Równinie Niniwy była ogromna liczba ludzi, którzy tak jak my uciekli, kierując się w stronę Irbilu, który wydawał się bezpiecznym miejscem.

Być bezpieczną – to moje jedyne marzenie
Szybko zapomnieliśmy o głodzie, pragnieniu i wyczerpaniu. Jedynym naszym pragnieniem było schronienie się w miejscu bezpiecznym dla nas i naszych rodzin. Po kilku godzinach podróży dotarliśmy do domu mojego wujka. Dom był pusty i nieumeblowany. Zostaliśmy tam z moimi rodzicami, z rodziną mojego męża, z moimi ciociami i wujkiem oraz ich dziećmi. W sumie w tym domu było 27 osób. Mieszkaliśmy tam przez dwa miesiące. Z kościoła braliśmy jedzenie i korzystaliśmy z opieki medycznej.

Irak/Erbil: szkoła sióstr Najświętszego Serca Pana Jezusa, w której pracuje Maryam

Irak/Erbil: szkoła sióstr Najświętszego Serca Pana Jezusa, w której pracuje Maryam (foto. PKwP)

Dziś już wiem, czym jest nadzieja
Tego doświadczyliśmy, odkąd zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia domów. Do dzisiaj pracuję jako nauczycielka u sióstr Najświętszego Serca Jezusowego. Dużo się zmieniło w naszym życiu, a przez te dramatyczne okoliczności jeszcze bardziej doceniamy to, czym jest nadzieja. Dzięki temu, że znalazłam pracę, czuję się komuś potrzebna. Będąc nauczycielką, jestem świadoma odpowiedzialności za te dzieci, które także musiały opuścić swoje domy i szkoły z powodu niesprawiedliwości tzw. Państwa Islamskiego. Dzisiaj odkrywam, jak ważne są otwartość, dialog i rozbudzenie ludzkich odruchów w sercach tych dzieci, aby w przyszłości mogły służyć swojej społeczności i swojemu krajowi w uczciwości i szczerości. Chodzi o to, by zawsze wybierały miłość, dobro, piękno i mocno wrosły w miłość do Boga, do kraju, do rodziny i do drugiego człowieka.

Bóg jest z nami
Dziękuję za waszą pomoc, ale proszę, powiedzcie całemu światu, że nawet
jeśli zabiorą nam naszą ziemię i nasze domy, to nie będą w stanie odebrać nam naszej wiary w Jezusa i Maryję. Bóg jest z nami i nie zostawi nas ani na chwilę. To jest to, o czym powiedział prorok Izajasz: „Nie bój się, bo jestem z tobą; nie lękaj się, bo jestem twoim Bogiem. Wzmocnię cię i dam ci pomoc; podeprę cię prawicą swą” (Iz 41, 10).

Ty również możesz im pomóc
Chrześcijanie z Iraku nie chcą opuścić swoich ziem. Jednak dramatyczna sytuacja nie pozwala im na normalne funkcjonowanie. Powiększający się kryzys humanitarny skłonił PKwP, aby tegoroczny Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym był dedykowany chrześcijanom w Iraku. 13 listopada w kościołach całego naszego kraju będzie można usłyszeć głos chrześcijan z Iraku. Oni potrzebują naszej modlitwy, potrzebują naszej pomocy. Potrzebują naszej solidarności.

ks. Paweł Kucia

foto. DVIDSHUb/flickr.com

Mogą odebrać nam wszystko, ale nie Jezusa – świadectwo chrześcijanki z Iraku
5.67 (94.44%) 6 ocen.


źródło: ks. Paweł Kucia

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.