Niektórzy mówią, że „nadzieja matką głupich”. Co więcej, twierdzą tak niektórzy ludzie chodzący do kościoła. Ba! Sam czasem tak myślę pomimo stanu duchownego. Jednak cały szkopuł polega na tym, żeby tak przepracować słowa św. Pawła, żeby nie tylko stały się jakimś tam frazesem, ale konkretną rzeczywistością! No właśnie, ale nasze rzeczywistości są zupełnie różne. Moja codzienność różni się np. od codzienności matki, która w Niedzielę Palmową straciła córkę w zamachu bombowym w Egipcie. Czy jest to sprawiedliwe? 

To jak z tą nadzieją? 

Benedykt XVI, który  16 kwietnia obchodzić będzie swoje 90. urodziny, w 1977 r. opublikował kapitalną książkę „Eschatologia. Śmierć i życie wieczne”, w której zastanawia się między innymi nad tym, jak to jest z tą naszą chrześcijańską nadzieją. W pewnym momencie zauważa, że na krzyżu „Słowo Ciałem się stało”. Ciekawe zestawienie, ale chodzi o to, że to właśnie w momencie śmierci Jezusa dokonała się rzecz niemożliwa. Człowiek niewierzący wyznał wiarę w Syna Bożego (setnik pod krzyżem). Przeszłość poszła w zapomnienie, teraźniejszość skończyła się z chwilą, w której się rozpoczęła. Pozostała tylko przyszłość, którą trzeba zagospodarować. I o to chodzi w naszym życiu! 

Czyli o co? 

Święty Paweł w Liście do Rzymian pisze, że „nadzieja zawieść nie może” (Rz 5, 5). Trochę mi to „nie współgra” z krzyżem. Dlaczego? Najbardziej rozpoznawalnym symbolem i znakiem chrześcijaństwa wydaje się być krzyż. Na krzyżu zabito Jezusa, ale przecież zmartwychwstał. No tak, ale już nie na krzyżu. Podczas kazań, szczególnie pasyjnych, często można usłyszeć sformułowanie, że „krzyż jest znakiem nadziei”. To bardzo mądra myśl. Przecież na krzyżu, oprócz dokonania się Ofiary, stało się coś jeszcze. Jezus pokazał nam, jak po Jego śmierci mamy żyć, żeby zmartwychwstać. I chodzi tutaj o to, żeby przebaczać. Łatwo to napisać, ale trudniej przekuć w czyn. 

Wracając do pytania… 

…postawionego na wstępie: czy to sprawiedliwość? Nie wiem. Nie wiem też, co czuje matka, której dziecko zostało zamordowane w zamachu bombowym. Nie wiem, co czuje człowiek ginący za wiarę w Jezusa. Nigdy w bezpośredni sposób nie doświadczyłem czegoś tak okropnego. Ale poznałem ludzi, którzy przechodzili takie doświadczenia w swoim życiu. Wielu z nich nosiło w sercu i na swoim ciele autentyczne znaki swojej wiary. Wielu z nich boi się ludzi, ale spora część tych osób wie jedno: gdyby nie krzyż, to ich ofiara i cierpienie nie miałby sensu. I właśnie o to chodzi – gdyby nie męka krzyża i płynąca z niego przebaczająca moc – Jezus by nie zmartwychwstał, a Setnik by się nie nawrócił.  

„Nadzieja zawieść nie może” z perspektywy chrześcijaństwa „kanapowego” 

Kiedy słyszę, że ktoś w imię jakiekolwiek boga odbiera życie drugiemu człowiekowi, rodzą się we mnie bardzo negatywne emocje. Często wydaje mi się, że patrząc z perspektywy europejskiej wszystko można załatwić tzw. militarnym rozwiązaniem – zbombardować czyjąś bazę, kogoś aresztować, czyli mówiąc krótko pokazać tym tzw. terrorystom „gdzie raki zimują”! Jednak nigdy do tej pory nie zadałem sobie trudu, żeby nawet się zastanowić nad tym, czego by oczekiwali ci, którzy doświadczyli prześladowań. Może oni mają zupełnie inny pomysł na zaprowadzenie w świecie pokoju niż ja? Może ich doświadczenie Wielkiego Piątku jest bardziej dojrzałe niż moje? Może to właśnie oni zdają sobie sprawę, co to znaczy być prawdziwym chrześcijaninem? Może to właśnie oni wiedzą co tak naprawdę znaczą słowa mówiące, że „nadzieja zawieść nie może”?  

Fot. PAP/EPA/MOHAMED HOSSAM

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze