W ostatnich dniach maja młody kapłan z Mosulu wysłał wiadomość do Międzynarodowego Biura Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, w której pisał m.in.: „modlę się do naszego Pana za tych, którzy nas nienawidzą, o opamiętanie dla nich. Jednak najmocniej w ostatnich dniach modlę się za całą naszą wspólnotę chrześcijan – szczególnie o to, abyśmy nie zwątpili w obliczu zagrożenia”. Cztery dni później autor tych słów ks. Ragheed Ganni został zabity. 

Śmierć na stopniach ołtarza 

W lipcu 2016 r., kiedy w Polsce trwały Światowe Dni Młodzieży, we Francji dżihadyści – albo po prostu bandyci z tzw. Państwa Islamskiego – zabili w bestialski sposób księdza, który odprawiał Mszę św. Oburzenie w Europie po tym fakcie było spore. Jednak w zasadzie nic się nie zmieniło. Od tego czasu minął już prawie rok, a liczba zabitych i okaleczonych przez złych ludzi z ISIS powiększyła się – biorąc pod uwagę tylko Europę – o kilkaset osób. Do podobnego wydarzenia doszło 3 czerwca tego roku w Iraku. Okoliczności zamachu były nieco inne: księdza zamordowano po Mszy św., kiedy wychodził z kościoła razem z trzema diakonami. Zginęło trzech duchownych. Nie muszę dodawać, że był to atak na tle religijnym, że zrobił to ktoś „nawiedzony” i nienawidzący Jezusa. A tzw. opinia publiczna nawet nie mrugnęła okiem. 

Wróg tzw. Państwa Islamskiego 

Ks. Ragheed Ganni od chwili święceń kapłańskich stanowił cel i spore zagrożenie dla ISIS. Każdy chrześcijański duchowny traktowany jest przez zbirów z kalifatu jako wróg. Po kilku miesiącach pracy młody duchowny musiał uciekać z Iraku. Został wysłany do Rzymu na studia. Po kilku latach, kiedy sytuacja – przynajmniej w części kraju – stawał się stabilna, powrócił. Mimo pracy na względnie bezpiecznych terenach często dostawał pogróżki. Ks. Ragheed po powrocie do kraju poświęcił się pracy dla chrześcijańskich uchodźców. Ściśle współpracując z Papieskim Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie, wielokrotnie ryzykował życiem. Od kilku miesięcy sytuacja chrześcijan w tym kraju znów jest gorsza. Dla wielu „ważnych” w odradzającym się kraju chrześcijanie to problem. Dlatego coraz częściej są atakowani. Po Wielkanocy ks. Ganni dostał propozycję powtórnego opuszczenia kraju. W liście nadesłanym do PKwP, na kilka dni przed śmiercią, pisał: „nie opuszczę moich sióstr i braci. Moje miejsce jest z nimi”.  

List 

List od ks. Regheeda dotarł dwa dni po jego zabójstwie. W korespondencji z Papieskim Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie pisał o trudach, jakie spotykają chrześcijan, o problemach, jakim muszą stawić czoło. Pisał o agresji wobec wyznawców Chrystusa i prosił o pomoc. Materialną, bo wciąż brakuje wielu podstawowych artykułów spożywczych i medycznych. Prosił o pomoc medialną, o nagłośnienie trudnej sytuacji irackich chrześcijan, ale również o wsparcie duchowe. „Ludziom coraz trudniej jest się modlić. To nie jest tak, że mamy słabą wiarę. My po porostu zaczynamy opadać z sił. Ciągle żyjemy w strachu, ciągle musimy się przed czymś chronić. Czujemy się jak zbite i bezpańskie psy, które każdy tylko przegania z jednego kąta w następny” – pisał ks. Ganni. Podobnych sytuacji na Bliskim Wschodzie jest więcej. Nie możemy o tym zapomnieć – w końcu to nasi braci i siostry.

Ostatnia wiadomość zamordowanego księdza
6 (100%) 7 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze