W Sudanie Południowym codzienność jest dla zwykłych obywateli walką. To najmłodsze państwo na świecie powstało w 2011r., po oddzieleniu od Sudanu. Dwa lata później wybuchła tam brutalna wojna plemienna. ONZ szacuje, że prawie 1,7 mln osób to wojenni uchodźcy. Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie dotarło do informacji opisujących los ludzi tam żyjących oraz wyjaśniających korzeniu konflikt zbrojnego. Nasz informator, ze względów bezpieczeństwa, prosił o anonimowość. 

Pomoc Kociołowi w Potrzebie: Jak wygląda obecna sytuacja polityczna w Sudanie Południowym? 

Informator: Jest bardzo skomplikowana. Prezydent forsuje to, co przyniesie ekonomiczne i społeczne korzyści tylko jednemu plemieniu. Wojska przychylne obecnemu prezydentowi „strzegą” bezpieczeństwa w kraju. W rzeczywistości pacyfikują pozostałych obywateli, którzy przynależą do innych grup etnicznych, a mają odwagę upomnieć o swoje prawa. Żołnierze bez pardonu zabijają cywilów, niszczą wioski i miasta należące do opozycji. Pomimo tego, że większość obywateli Sudanu Południowego to chrześcijanie, walczy każdy z każdym. 

Jaką rolę odgrywa kultura plemienna w Sudanie Południowym? 

Rola plemienia jest olbrzymia. Tożsamość plemienna jest konstytutywnym elementem kultury sudańskiej. Według członków poszczególnych rodów to właśnie ich plemię jest najważniejsze i tylko jemu należy podporządkować całą rzeczywistość. Nawet w dzisiejszych czasach zdarzają się walki pomiędzy plemionami o krowy, które symbolizują władzę i bogactwo. To wypływa z chęci pozyskania szacunku w lokalnej społeczności. Natomiast to, co się dzieje teraz, wypływa z chęci zysku i zdeponowania wszystkich bogactw naturalnych w jednych rękach. Elity dbają tylko o swój zysk, ewentualnie zysk członków swojego plemienia. Pozostali muszą głodować, płacić mnóstwo pieniędzy za jedzenie i jakoś wiązać koniec z końcem. Inflacja w naszym kraju sięgnie niedługo 800%. 

W całym tym zamieszaniu polityczno-ekonomicznym przywódcy plemienni wzajemnie się zwalczają, co nie sprzyja rozmowom pokojowym. 

Jak ta sytuacja odbija się na zwykłych obywatelach? 

Jak to zawsze w takich konfliktach bywa, zwykli ludzie cierpią najbardziej. Po pierwsze, często są zmuszani do opuszczania swoich ziem. Gdy na jakimś terenie wybucha konflikt zbrojny, prawie na pewno stracą swoje domy, zwierzęta, uprawy i wszelkie oszczędności. Mają do wyboru albo niewolę, albo status uchodźcy. W obu tych przypadkach są zmuszeni do pobytu w specjalnych obozach, w których brakuje wszystkiego, a przede wszystkim perspektyw na lepsze jutro. Poza tym wiele osób straciło bliskich. Nie ma chyba rodziny w Sudanie Południowym, w której nie odnotowanoby strat. Wiele kobiet zostało zgwałconych przez obce wojska, a to niestety generuje dalsze problemy. Kiedy na jaw wyjdzie, że ojcem jest ktoś z innego plemienia, takie dziecko nie zostanie zaakceptowane po pobratymców zgwałconej kobiety… 

Niektórzy obserwatorzy mówili o czystkach etnicznych w Sudanie Południowym. Czy to prawda? 

Na szczęście nie ma „czystek etnicznych”. Natomiast istnieje spora nienawiść pomiędzy plemionami. To niestety wpływa niekorzystnie na całokształt sytuacji w kraju. 

Jak to wygląda w rzeczywistości? 

Kilka tygodni temu dwóch pracowników naszej placówki zostało oskarżonych o wspieranie rebeliantów. To oczywiście nie była prawda. Oni po prostu nie chcieli pójść do wojska i walczyć przeciw swoim braciom. Jednak pomimo to zostali zamknięci w więzieniu. Byli torturowani, aż w końcu wykonano na nich wyroki śmierci. Ich domy zostały zniszczone „w niewyjaśnionych okolicznościach”. Ich rodziny znalazły schronienie w naszej misji. Ludzi ciągle przybywa. Dziś pod opieką mamy już ponad trzy tysiące ludzi. Gdyby nie pomoc z Europy, szczególnie z fundacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, nie dalibyśmy rady ich wszystkich nakarmić.  

Powiedziałeś, że w waszej misji żyją dziś trzy tysiące osób. Jak wygląda dziś twoja praca w Sudanie Południowym? 

Mówiąc krótko, staramy się zapewnić tutejszym ludziom godziwe warunki życia. Oprócz doraźnej, humanitarnej pomocy staram się zapewnić dzieciom i młodzieży choć podstawy edukacji oraz wyuczyć jakiegoś zawodu, który w przyszłości stanie się dla tych biednych ludzi sposobem utrzymania. Staramy się też uczyć ludzi, którzy do nas przychodzą, tolerancji wobec przedstawicieli innych plemion. To jest trudne, bo wśród naszych podopiecznych są przedstawiciele większości plemion. Te plemiona często zwalczają się wzajemnie, dlatego naprawdę trudno mówić o przebaczeniu, a nawet o Bogu. To jest trudne, choć większość tych ludzi to chrześcijanie. Ale to nie ich wina… 

Od czasu uzyskania niepodległości przez Sudan Południowy Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie wspiera liczne projekty w tym kraju. Łączna wartość wszystkich inicjatyw wynosi ponad 4 mln euro. Do tej pory dzięki funduszom przekazanym przez PKwP udaje się zapewnić pomoc żywnościową i humanitarną oraz duszpasterską. Odbudowano sporą część infrastruktury kościelnej, która została zniszczona podczas ostatniej wojny domowej, zakończonej w 2014 r. 

 

Oceń ten artykuł


źródło: ks. Paweł Kucia

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze