O Kościele w Afryce i jego trudnościach, o pomocy adresowanej do mieszkańców Czarnego Kontynentu oraz o tym, jak bardzo Afrykańczycy ubogacają Kościół w Europie, w rozmowie z Papieskim Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie mówi prefekt Kongregacji Kultu Bożego kard. Robert Sarah. 

Pomoc Kościołowi w Potrzebie: Jak to jest z Kościołem w Afryce? Czy to jest taka sama Wspólnota co w Europie? 

Kard. Robert Sarah: Jest dobrze, bo to jest wciąż ten sam, jeden Kościół, którym „dowodzi” Zmartwychwstały Jezus. To sprawia, że kiedy mówimy o jakiejś wspólnocie, to tak naprawdę mówimy o jej części, ale w perspektywie jej powszechnego charakteru. Owszem, różnimy się między sobą pod wieloma względami, ale łączy nas ta sama wiara i zaufanie Ojcu Świętemu. To jest bardzo istotne. Jedność i pierwszeństwo Rzymu w tym kontekście sprawia, że poszczególne Kościoły w Ameryce czy w Azji, w Kolumbii czy na Filipinach są zarazem inne, bo różni nas kultura i temperament, ale z drugiej strony łączy nas jeden Bóg, którego reprezentuje jeden papież. 

Ale czy afrykański Kościół nie stanowi swoistego wyjątku lub enklawy w tym kontekście? 

Zdecydowanie nie. Pomimo różnorodności, która wypływa ze sporego zróżnicowania plemiennego, Kościół w Afryce ma „coś”, co sprawia, że jest on wierny Bogu i papieżowi. To jest po prostu silna, ale również żywa i radosna wiara. Bez tego Kościół na tym kontynencie byłby zagrożony. Zresztą wszędzie tam, gdzie do głosu dochodzą ludzkie ambicje popychające takich czy innych ludzi do oderwania się od łączności z Miłością ukrzyżowaną, dochodzi do deptania ludzkich sumień, uproszczania życia ludzkiego kosztem dobrych i pięknych wartości podkreślających naszą godność jako ludzi. W Afryce widać to dokładnie: ludzie wierzą w Boga, słuchają Go i papieża, starają się żyć w zgodzie z jego nakazami, ale w swoim stylu. I to jest właśnie problem dla ludzi spoza kontynentu afrykańskiego. My mamy zupełnie inne pojęcie ewangelicznej radości. Ani nie jest ono lepsze, ani gorsze. Po prostu inne. 

Ale czy to wpływa na jedność? 

Jak najbardziej. Na jedność w różnorodności. Na przykład czym ja, urzędnik Kurii rzymskiej, różnię się w kwestii wiary, od młodego afrykańskiego księdza, który właśnie został wyświęcony i pragnie oddać swoje życie Bogu i drugiemu człowiekowi? Ja mam może więcej siwych włosów. Możliwe, że to jedyna różnica. Podobnie jest z Kościołem w Afryce. Kościół w Afryce zawsze był wierny Rzymowi, ta wierność jest tak samo piękna i wartościowa jak wierność innych Kościołów. Różnimy się jedynie sposobem jej wyrażania. 

Czy zatem Kościół afrykański ubogaca całą Wspólnotę? 

Tak. Dobrze to określa św. Paweł w Liście do Efezjan: „Więc już nie jesteśmy obcymi i przychodniami, ale jesteśmy świętymi obywatelami, domownikami Boga” (Ef 2, 19). To właśnie w tym kontekście Kościoły, szczególnie z subsaharyjskiej części kontynentu, dają Europejczykom odczucie, że Duch Święty działa w całym Kościele. Wciąż możemy się od nich uczyć pogody ducha oraz autentycznej radości, która wypływa z faktu rozumienia przez nich tajemnicy krzyża i zmartwychwstania. Jednak z drugiej strony afrykańskie wspólnoty oczekują od nas wsparcia, zarówno w kwestiach liturgicznych czy teologicznych, ale nadto w sprawach materialnych. Myślę, że to całkiem niezła wymiana. 

Jakie są największe potrzeby Kościoła w Afryce? 

Jak zapewne wszyscy dobrze wiemy, panuje tam głód, wciąż rozprzestrzeniają się bardzo niebezpieczne choroby. Przy tym brakuje szpitali i dobrej infrastruktury edukacyjnej. Do tego dochodzą liczne wojny, które są wywoływane niestety przez podmiot spoza kontynentu. Coraz głośniej robi się też w przestrzeni medialnej o nielegalnej produkcji broni masowego rażenia oraz procederze okradania państw afrykańskich z ich złóż naturalnych. Dlatego obecnie potrzeby są spore i dotykają wielu wymiarów życia: społecznego, politycznego oraz religijnego. 

A czy islam stanowi jakieś zagrożenie dla tamtejszego Kościoła? 

Przez wiele stuleci wyznawcy islamu z terenów Afryki Subsaharyjskiej i chrześcijanie żyli razem bez większych problemów. Przez długi czas dbano o pokój i harmonię. Wiadomo, do tego dochodzą jeszcze względy etniczne, stąd czasem zdarzały się gorętsze okresy. Zagrożeniem jest zawsze sytuacja, w której przedstawiciele jakiejś religii zaczynają się mieszać do polityki, a do tego radykalizują swoje poglądy. Efektem tego jest chęć narzucenia, nawet przemocą, innym swoich wartości. To jest złe. Taki islam stanowi zagrożenie. Jednak to zagrożenie nie ogranicza się jedynie do krajów afrykańskich. Głównym celem takiej politycznej radykalizacji religii wydaje się być Europa i jej wartości, a w zasadzie coraz większy ich brak.  

Jak zatem pomagać Kościołowi w Afryce? 

Jak zawsze – przede wszystkim rozsądnie i szczerze. Myślę, że dobrą rolę w organizowaniu pomocy odgrywają organizacje pozarządowe. Na pewno Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie jest przykładem takiej organizacji. To, co robicie, jest naprawdę w porządku. Wielu ludzi mówi dziś, że najbardziej jest potrzebna pomoc humanitarna, ale zapominają o duchowej. Owszem to jest ważne, ale nie można pozostawiać tych ludzi bez wsparcia duchowego. Tym samym troska o edukacją stanowi ważną część pomocy. Podobnie jak pomoc w kształceniu duchownych – obie te rzeczywistości zaowocują w przyszłości. Poza tym standardowa pomoc w prowadzeniu misji oraz pomoc wciąż prześladowanym na afrykańskim kontynencie chrześcijanom. Poza tym, pozostaje to, co każdy człowiek może ofiarować, czyli modlitwa. 

Rodzeństwo Pana Boga [WYWIAD]
6 (100%) 1 ocen.


źródło: ks. Paweł Kucia, Jürgen Limiński

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze