O tym skąd wziął się pomysł na marsz do Aleppo ze współorganizatorką akcji, Aleksandrą Szymczak, rozmawia Michał Jóźwiak.

Marsz w Berlina do Aleppo to szalony pomysł. Zgłosiło się jednak mnóstwo osób. Czy to znak, że Europejczycy jednak chcą działać na rzecz uchodźców?
Europejczycy chcą działać, ale podkreślmy, że Civil March for Aleppo nie jest marszem na rzecz uchodźców, tylko na rzecz pokoju w Syrii. Marsz nawiązuje oczywiście do kwestii uchodźców – sama jego trasa jest pewnego rodzaju hołdem dla tysięcy ludzi, którzy uciekali z Syrii i innych krajów przed wojną, prześladowaniami, by ocalić życie. Ale naszym głównym celem jest wyrażenie sprzeciwu wobec wojny w Syrii. Być może jest to szalony sposób wyrażania naszego braku aprobaty dla dramatycznych wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Wielu z nas wyraża ten sprzeciw w mediach społecznościowych, ale jak widać nie przynosi to żadnego efektu. Szaleństwem jest milczenie albo klikanie smutnych buziek na Facebooku i brak choćby próby wyjścia na peryferia naszego komfortu w obliczu śmierci tak wielu niewinnych ludzi.

Kiedy zdecydowałaś się przystąpić do tego projektu? Jak to się stało?
Do udziału w marszu wciągnęła mnie moja siostra. Czuła przynaglającą potrzebę zrobienia dla Syrii czegoś niewirtualnego. Ja mam przyjaciela, uchodźcę z Syrii, więc nie trzeba mnie długo przekonywać do działania. Rozmawiałyśmy o tym żywym łańcuchu, który utworzyli mieszkańcy krajów bałtyckich w sprzeciwie wobec władzy komunistycznej w 1989 r. Pomyślałyśmy, że skoro wtedy, kiedy nie było mediów społecznościowych, ludzie umieli się skrzyknąć i zrobić coś takiego, żeby z siebie utworzyć łańcuch przebiegający przez kilka krajów, to dlaczego my nie moglibyśmy zrobić czegoś podobnego dla Syrii? I wtedy moja siostra znalazła na Facebooku Annę Alboth, polską blogerkę mieszkającą w Berlinie. Tego samego dnia Anna napisała na swoim profilu, że już nie może bezczynnie patrzeć na to, co się dzieje i zapytała, czy gdyby poszła do Aleppo, to czy by to coś zmieniło, czy ludzie by z nią poszli? Trzy dni później było już około 50 osób planujących marsz. 

Czekają Was chyba trudne warunki. Czy po drodze uczestnicy będą korzystać z gościnności innych?
Musimy pamiętać, że marsz jest bardzo spontaniczną inicjatywą, organizowaną w bardzo krótkim czasie. Nie mamy wsparcia finansowego ani nie reprezentujemy przy tej okazji żadnych organizacji czy stron politycznych. Dlatego ważne jest, aby każdy uczestnik był świadomy, że marsz będzie trudny. Każdy musi podjąć decyzję o uczestnictwie na własną odpowiedzialność. My oczywiście robimy co w naszej mocy – będziemy się starali zapewnić noclegi w szkołach, na polach namiotowych, w kościołach, może w domach mieszkańców miejscowości, przez które marsz będzie przechodził. Ale każdy musi pamiętać o śpiworze, karimacie, namiocie etc. I oczywiście prosimy o pomoc lokalną społeczność. Również, mając świadomość, że jest to inicjatywa trudna logistycznie oraz że niewiele osób może sobie pozwolić na marsz trwający miesiącami, zachęcamy ludzi do dołączania się na krótkich odcinkach – na jeden, dwa dni – i wsparcia trzonu grupy: może herbatą, może po prostu piosenką podtrzymującą na duchu.

Czy ktoś zaproponował Wam pomoc?
Obecnie współpracujemy ze służbami – marsz musi mieć wszelkiego rodzaju zgody, aby był legalny i bezpieczny. Aktualnie rozmawiamy z policją niemiecką, która będzie zabezpieczać odcinek przebiegający przez teren Niemiec. Później takie rozmowy będą prowadzone w kolejnych krajach. Nie mamy oficjalnego wsparcia rządów, ale mamy wsparcie chociażby byłych konsulów, którzy wspierają nas swoją wiedzą logistyczną. Pomagają nam też grupy zupełnie pozarządowe. Nieocenioną pomocą jest np. grupa rowerzystów czeskich, którzy planują odcinek trasy w Czechach, sprawdzając go na bieżąco i zgłaszając ewentualne utrudnienia na trasie.

Kto się zgłasza do udziału w marszu? Są wśród uczestników Syryjczycy?
Zgłasza się bardzo wiele osób, z różnych krajów. W ścisłym trzonie organizacyjnym jest bardzo dużo Polaków, ale zgłaszają się też ludzie z krajów, przez które będzie szedł marsz. Mamy też informacje od ludzi np. z Portugalii czy z USA, którzy planują przylot do Berlina specjalnie po to, aby uczestniczyć w marszu. Jest też oczywiście ogromna grupa uchodźców z Syrii, którzy wspierają inicjatywę i planują dołączyć do marszu.

Co oni o tym myślą?
Od wielu z nich słyszymy słowa wdzięczności, że z nimi jesteśmy, że o nich nie zapominamy. Choć wielu też pyta, dlaczego Europejczycy nie reagowali wcześniej.

Jak przygotowujecie się do marszu?
Przede wszystkim planując trasę, noclegi i robiąc wszystko, co w naszej mocy, aby było bezpiecznie. A każdy z osobna, przygotowując śpiwory, ciepłe ubrania i szacując, na ile jego zdrowie i kondycja pozwala mu na udział w takim wyzwaniu, jakim jest maszerowanie około 20–25 km dziennie w zimnie i spanie w mało komfortowych warunkach. 

Czy ten marsz coś da?
Już dał. To, że rozmawiamy o tym, już jest dowodem na to, że było warto. To, że Syryjczycy do nas piszą i dziękują także. To, że codziennie do Anny i do wielu z nas odzywają się media z całego świata, jest dla nas sygnałem, że to była dobra decyzja. Bo o to nam chodziło. Chcieliśmy okazać solidarność z cywilami syryjskimi i pokazać tym, którzy mają władzę zakończyć tę wojnę, że nie ma na nią przyzwolenia społecznego. Nasze milczenie było zgodą na to, co się w Syrii dzieje. A teraz ty i ja już nie milczymy.

Marsz startuje w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia (26.12.2016 r.) z Berlina.

Syria: milczenie byłoby zgodą na to, co się dzieje
5.71 (95.24%) 7 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze