Obrazy wojny i okrucieństwa wojny pojawiają się niemal każdego dnia w naszej telewizji. Jednak chyba nikt z nas nie z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie jak sytuacja, np. W Aleppo, wygląda naprawdę.

Jedną z niewielu osób, które doświadczają codziennego dramatu wojny oraz prześladowań jest s. Anna Demerjin, która od oczątku swojego życia, a więc od 49 lat związana jest z syryjską ziemią. Ta skromna i cicho mówiąca siostra jest odpowiedzialna za sporą grupę wolontariuszy, którzy każdego dnia ryzykując własne życie przechodzą od domu do domu we wciąż ogarniętym wojną Aleppo zapewniając żyjącym tam ludziom niezbędną pomoc. Priorytetem są osoby starsze i schorowane, które pozostały w mieście osamotnione.

Miasto śmierci
Siostra Anna niedawno gościła w Wielkiej Brytanii. Podczas spotkania w Izbie Lordów opowiadała jak wygląda dziś życie zwyczajnego człowieka w Aleppo.

„To co się tam dzieje, jest nie do opisania. Miasto umiera z dnia na dzień, z każdym następnym bombardowaniem żyje tam coraz mniej ludzi, z każdym wybuchem miasto staje się coraz większym cmentarzem, coraz większym miastem śmierci”. Opisując strony biorące udział w konflikcie mówiła „to są potwory, które nawzajem się pożerają” – mówiła pokazując zdjęcia dokumentujące codzienność w Aleppo, gdzie nikt, nawet najmłodsi nie mogą się uchronić przed śmiercią, zniszczeniem i zagładą.

Starożytna wspólnota chrześcijan w Aleppo do niedawna liczyła niespełna 200 tys. członków. Na chwilę obecną żyje tam około 35 tys. wyznawców Chrystusa. Większość kościołów została zniszczona. Chrześcijańskie szkoły, szpitale, budynki duszpasterskie oraz domy zostały w większości przypadków zrównane z ziemią. Dziś w mieści większość stanowią ludzie starsi, chorzy i niezdolni do normalnego funkcjonowania w ekstremalnych warunkach. Brakuje prądu i ogrzewania. Coraz mniej jest również jedzenia oraz artykułów medycznych. Kiedy zbliża się zima, ci którzy pozostali zachodzą w głowę co by tutaj jeszcze sprzedać, żeby tylko można było ogrzać swój dom. „Zeszłej zimy jeden mężczyzna sprzedał łóżko, dzięki temu całej rodzinie było ciepło. W tym roku ten mężczyzna nie ma co sprzedać” – opowiada ze smutkiem zakonnica. Prócz tego, to co naprawdę utrudnia życie zwykłym ludziom to przemoc. Naloty, wybuchy oraz ogień snajperów każdego dnia przynoszą śmierć. „Nasi ludzie są mimo wszystko są dobrej myśli. Widzą noc, ale wypatrują wschodu słońca” – mówi siostra Anna.

Kiedy kule świszczą nad głowami wzrasta wiara
Wielu współpracowników siostry zostało zabitych. Kilka razy s. Anna oraz jej zespół znajdowali się w naprawdę niebezpiecznych sytuacjach. „Niedawno, kiedy wykonywaliśmy naszą pracę we względnie bezpiecznej części miasta, nagle wybuchła bomba, rebelianci zaczęli strzelać do żołnierzy, ponad dwie godziny leżeliśmy plackiem na ziemi i modliliśmy się, żeby nikt w nas nie rzucił granatem. Takie sytuacje sprawiają, że człowiek staje bardziej wierzącym…” – śmieje się siostra.

Pomoc najbardziej potrzebującym
Dziś Aleppo jest odcięte od większości pomocy humanitarnej. Trwają walki. Mimo wszystko, siostra wraz ze swoim zespołem ciągłe rozdaje żywność i ciągle odwiedza osoby, które same nie są w wstanie dostać się do punktów medycznych, czy do miejsc gdzie dystrybuowana jest żywność, czy woda. Oprócz tego grupa siostry zapewnia podopiecznym w miarę normalną płynność finansową, opłacając rachunki, kupując opał, czy dostarczając trochę drewna, czy węgla. Teraz cały zespół pracuje nad Bożonarodzeniowymi paczkami. „Będzie w nich wszystko co jest potrzebne do przeżycia w tych warunkach. Od bandaży, przez pieluchy, konserwy, makarony, aż po paliwo, czy butle gazowe, dzięki którym będzie można się ogrzać lub ugotować ciepły posiłek. To będą naprawdę wielkie paczki” – zapala się s. Anna, po czym dodaje: „dla mnie to jest wypełnieniem proroctwa o świetle, które rozświetla mroki ciemności. To jest dla mnie adwent”.

Zwykli ludzie cierpią najbardziej
Istotnym elementem wizyty s. Anny w Izbie Lordów było zwrócenie uwagi opinii publicznej na złą sytuację osób żyjących na terenach opanowanych przed rząd Baszara Assada. „Owszem, sytuacja ludzi życzących na obszarze kontrolowanym przez rebeliantów, czy bojowników tzw. Państwa Islamskiego jest bardzo trudna, ale na terenach opanowanych przez Assada też ludziom żyje się ciężko. W tym konflikcie wszyscy zabiją cywilów. Zarówno ISIS, jak i strona rządowa. Wiele się mówi się o walkach, ale mało kto mówi o losie zwykłych ludzi, którzy są Bogu ducha winni. Większość ludzi w Aleppo żyje w ciągłym strachu, ale mimo wszystko starają mieć nadzieję. Kiedy robi się „w miarę” spokojnie rodzice starają się posyłać swoje dzieci do szkół, oczywiście, jeśli budynek nie został zniszczony, w trakcie walk. To jednak generuje wciąż poczucie strachu, bo posyłając swoje pociechy na edukację mają świadomość, że mogą je widzieć ostatni raz w życiu. Takie są realia wojny.  Szkody psychiczne, które są spowodowane stratą najbliższych i ciągłym strachem są nieraz bardziej dotkliwe nić rany fizyczne, choć i te są dotkliwe. Kiedy nastanie w Syrii pokój to będzie chyba największym wyzwaniem, żeby zintegrować ze sobą tych biednych ludzi. Mówi się o tym, że pokolenie młodych ludzi, którzy doświadczają tej bratobójczej wojny to pokolenie stracone, zamiast codziennie odkrywać swoją młodość i poznawać świat, jedyne czego doświadczają to śmierć i nienawiść.

Siostra Anna może pomagać dzięki wrażliwości wielu osób na cały całym świecie. Również wiele pomocy ona i jej ekipa otrzymała od Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, które regularnie wspiera siostrę i jej misję od kilku lat. „To co PKWP robi w ostatnim czasie, to ostatnia deska ratunku dla ludzi najbardziej zapomnianych w Aleppo. W ich imieniu dziękuję!” Powiedział siostra Anna.

ks. Paweł Kucia

Oceń ten artykuł


źródło: ks. Paweł Kucia

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.