Nie tak dawno pisałam o Hamie w Syrii i wydarzeniach 1982 r. Nie spodziewałam się, że atak chemiczny, który opisywałam, powtórzy się. Chyba nie będzie nadużyciem nazwanie Syrii piekłem dzisiejszego świata. Pochylmy się, więc nad tym piekłem.  

We wtorek 4 kwietnia doszło do kolejnego ataku chemicznego w Syrii. Tym razem śmierć zebrała krwawe żniwo w północno-zachodniej części tego kraju. Nad teren kontrolowany przez rebeliantów przyleciały samoloty, miasto Chan Szajchun zostało zbombardowane. Świadkowie mówią, że nad miastem unosiła się mgła, ludziom łzawiły oczy, później zaczynali się dusić, a w konsekwencji tracili przytomność. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka śmierć w ataku poniosły 72 osoby, w tym 20 dzieci. Świat obiegły zdjęcia zrozpaczonego młodego mężczyzny z dwójką martwych dzieci na rękach. Teraz już wiemy, że ten mężczyzna nazywa się Abdel Hamid Aljusef, ma 29 lat. W ataku chemicznym stracił wielu członków rodziny w tym żonę i dziewięciomiesięczne bliźniaki.  

Syria ma doświadczenie w atakach chemicznych 

To nie pierwszy atak chemiczny w Syrii. Nie trzeba wracać do wydarzeń w Hamie przed ponad 25 laty. Wystarczy cofnąć się do 2013 r. Wtedy to w ogarniętej już wojną Syrii doszło do ataku chemicznego. Rakiety, w których głowicach umieszczony był sarin, zbombardowały Ghucie. Atak przeprowadziła strona rządowa związana z prezydentem Baszarem Al-Asadem. W ciągu godziny śmierć poniosła ponad 1500 osób. To po tym krwawym zdarzeniu społeczność międzynarodowa podjęła decyzję o likwidacji broni chemicznej w Syrii. Teoretycznie ten proces został zakończony w 2014 r., jednak ONZ podejrzewało, że nie cała syryjska broń chemiczna została zniszczona. W tym tygodniu przekonaliśmy się, że niestety mieli rację.  

Kto jest winny, a kto poniesie karę 

O atak z użyciem broni chemicznej oskarżany jest reżim Baszara Al-Asada. Prezydent nie przyznaje się jednak do winy i twierdzi, że zniszczono skład broni chemicznej rebeliantów. Stany Zjednoczone i Unia Europejska potępiły atak. Rosja twierdzi, że to kolejna prowokacja mająca na celu zaszkodzenie stronie rządowej. Tym razem jednak społeczność międzynarodowa nie mogła milczeć. Nie wiem, czy chodzi o współczucie, czy raczej o kapitał polityczny. Widok umierających kobiet i dzieci jest niemiły, a rządzący mocarstwami odwracają głowę.  

Tym razem nastąpił odwet 

Stany Zjednoczone nie mogły już milczeć. W odwecie za wtorkowy atak w nocy z 6 na 7 kwietnia przeprowadziły bombardowanie bazy lotniczej syryjskich sił wiernych prezydentowi Asadowi. Ten czyn został potępiony przez Iran i Rosję, a poparty przez Izrael, Turcję i Arabię Saudyjską.  

Warto się w tym miejscu jednak zastanowić, o kogo tu chodzi. Reżim Asada po raz kolejny zaatakował własny naród. Śmierć ponieśli cywile, którzy uciekli przed walkami w Hamie. Tym razem odwet wzięła strona amerykańska, ale znowu śmierć ponieśli ludzie. Czy działania polityków to współczucie i chęć pomocy Syrii czy raczej zręczna gra? Przecież teraz mogą powiedzieć wyborcom, że zrobili coś, by pomóc Syrii. Syria to taka szachownica, na której partię rozgrywają mocarstwa i regionalne potęgi. Wysyłają sobie noty, bombardują stronę przeciwną, głośno krzyczą, ale tak naprawdę cierpią tylko Syryjczycy. Bo przecież Rosja, USA, Iran, Arabia Saudyjska itd. walczą o wpływy, ale to nie ich obywatele ponoszą śmierć. Nie muszą się tłumaczyć ze swoich żołnierzy, którzy wracają do domu w trumnach. Możemy sobie wyobrazić, ile potrzebowalibyśmy trumien, aby pochować wszystkich Syryjczyków, który ponieśli śmierć od początku wojny domowej. Jeśli przypomnimy sobie zrozpaczonego ojca trzymającego ciała swoich małych dzieci na rękach, może zrozumiemy, że Syria to nie liczby i nie krzyki w ONZ. Syria to prywatna tragedia milionów niewinnych ludzi, których jedyną winą jest to, że urodzili się w tym miejscu w tym czasie. 

Fot. PAP/EPA/MOHAMMED BADRA 

 

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze