Siedziałem przy konfesjonale. Podszedł starszy człowiek. Usiadł zmęczony na ławce. Po chwili zagadał– Zaraz przyjdę, dobrze? Umówiłem się na zewnątrz z żoną. Poproszę ją, żeby poczekała. Tutaj na pewno mnie nie znajdzie, prędzej szukałaby mnie w piekle niż przy konfesjonale.

Spowiedź była dla mnie kiedyś dużym wyzwaniem. Nie było mi łatwo zebrać się w sobie, żeby opowiadać (bądź co bądź) obcemu człowiekowi o swoich błędach i niedoskonałościach. Wiele czasu minęło, zanim zrozumiałem, że sakrament pojednania to także lekcja pokory, ale przede wszystkim właśnie czas… pojednania. To słowo klucz. Nie chodzi o przymus, o to, że muszę dokładnie opowiadać o tym, co mi w życiu nie wychodzi. Nie! To szansa, żeby się tymi trudnościami podzielić z jedyną Osobą, która może temu jakoś zaradzić – Jezusem.

Każdy z nas pewnie czasem prosił rodziców, żeby napisali usprawiedliwienie nieobecności w szkole – bo jakieś przeziębienie, bo spóźnienie, bo coś nie wyszło. Jezus w konfesjonale wypisuje nam usprawiedliwienie za wszystkie niedociągnięcia i potknięcia. Swoją własną krwią zapłacił za to, żeby jego usprawiedliwienia były przyjęte przez Boga Ojca. Własnym życiem nabył prawo do tego, żeby móc nas ponownie wybielić. Po latach doceniłem tę szansę. Każdy z nas pewnie zaczyna ją szanować na innym etapie swojego życia. Wpływają na to różne czynniki – sytuacja życiowa, relacje z księżmi czy wartości przekazywane w domu rodzinnym. Niektórzy dopiero w słusznym wieku decydują się na duchowe oczyszczenie.

Nie znam historii tego mężczyzny. Mogę się tylko domyślać, że nie było mu po drodze z Kościołem. Kiedy jednak cierpliwie czekaliśmy na księdza, wyciągnął nadszarpniętą czasem książeczkę do nabożeństwa i szukał dla siebie jakiejś modlitwy przed spowiedzią. Kiedy odszedłem od konfesjonału, miałem tylko jedną myśl: „dobry Boże, daj mu dobrą spowiedź”. Mam nadzieję, że taka była.

Przy konfesjonale rozmowy
6 (100%) 15 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.