Ekumeniczna wspólnota z Taizé żyje w zadziwiającej prostocie. Bracia proponują życie w duchu „ora et labora” czyli „módl się i pracuj”. Brat Alois, przełożony wspólnoty zawsze podkreślał, że bracia nie byliby wierni swojej misji, gdyby nie odpowiadali na wołanie potrzebujących ludzi.   

Zostań z nami. Jesteśmy tu samotni 

Roger Louis Schütz chciał zostać pisarzem. W wieku dwudziestu kilku lat zdążył nawet wydać jedną książkę. Było lato 1940 r., niedługo po kapitulacji Francji. Dwudziestopięcioletni absolwent teologii przejechał rowerem ponad sto kilometrów z rodzinnej miejscowości Provance w Szwajcarii do częściowo opuszczonej wioski Taizé, znajdującej się kilka kilometrów od linii demarkacyjnej pomiędzy okupowaną Francją a niepodległym terytorium tego kraju. Roger zachwycił się osadą pośród zielonych wzgórz. I pewnie pojechałby dalej, ale z jednej z chałup wyszła kobieta i zaprosiła go na posiłek. Siedli do stołu i długo rozmawiali. „Zostań z nami. Jesteśmy tu samotni” – poprosiła.  

I został – w wiosce, w której od czasów rewolucji francuskiej nie było żadnego duchownego. Nieopodal znajdowały się tylko ruiny jednego z opactw. Roger zamieszkał w jednym ze starych domów i wiedział już, że pisarzem nie zostanie. Spalił w kominku swoją książkę i dał się poprowadzić Duchowi Świętemu. Przez następne lata w swoim domu ukrywał Żydów. Z szacunku do ich odmienności, aby się modlić, trzy razy dziennie wychodził z domu i wypełniał śpiewem okoliczne wzgórza i lasy. 

W chwili, gdy znajdował się w Szwajcarii, dom zajęło Gestapo. Powrócił tam po wojnie z trzema towarzyszami. Przez kolejne lata Taizé pozostawało miejscem, w którym znajdowały schronienie sieroty i niemieccy jeńcy wojenni . 

Rodzina się powiększa 

W latach pięćdziesiątych brat Roger spisał krótką regułę życia wspólnoty opartą na radości, prostocie i miłosierdziu. Żyjąc w celibacie i dzieląc wspólne dobro, bracia mieli być znakiem pojednania między narodami i religiami. Kilka lat później do Taizé zaczęli przyjeżdżać młodzi ludzie z różnych krajów. Z ich pomocą, obok niewielkiego romańskiego kościoła, w którym brakowało już miejsca dla pielgrzymów, powstał Kościół Pojednania. W czasie Soboru w wiosce spotkali się protestanccy pastorzy i biskupi francuscy, potwierdzając w ten sposób ekumeniczny charakter wspólnoty. Karol Wojtyła trzykrotnie odwiedzał Taizé, także już jako papież – podczas pielgrzymki do Francji w 1986 r. Braci i młodzieży przybywało. W 1960 r. w amerykańskim tygodniku „Times” można było przeczytać, że 45 braci, z których połowa zjechała się z odległych zakątków świata, świętowało dwudziestolecie wspólnoty. Bracia działali na innych kontynentach: organizowali m.in. druk i kolportaż miliona egzemplarzy Nowego Testamentu w Chinach i ZSRR. 

W 1978 r. odbyło się pierwsze Europejskie Spotkanie Młodych (ESM) w Paryżu. Obok corocznych spotkań między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, wspólnota z Taizé organizuje spotkania regionalne na różnych kontynentach. Bracia przybywają do miejsc, które szczególnie potrzebują modlitwy, obecności i pokoju – jak Kalkuta, Chile czy Haiti.  

Żelazna kurtyna opadła i fala Polaków ruszyła do Taizé – tylko w jedną z niedziel 1993 r. przyjechało ich dwa tysiące. Był to owoc wysiłku wielu ludzi. Zaraz po upadku komunizmu zorganizowanie autokaru na wyjazd zagraniczny nie było rzeczą łatwą. Kilka osób zaprzyjaźnionych z Taizé założyło dwie firmy transportowe tylko po to, by młodzież z różnych miast Polski mogła regularnie jeździć do ekumenicznej wspólnoty. Na ESM w Paryżu w 1994 r. przyjechało pięćdziesiąt tysięcy Polaków.  

Dziś wspólnota Taizé liczy ponad stu braci z trzydziestu krajów i co roku gości kilkadziesiąt tysięcy młodych z całego świata. Niektórzy z nich mieszkają z braćmi przez wiele miesięcy, posługując jako wolontariusze . Obecnym przełożonym wspólnoty jest brat Alois, katolik z Niemiec. Przy wspólnocie posługują siostry św. Andrzeja, urszulanki i misjonarki św. Wincentego á Paulo. Zachowując ducha prostoty, bracia wykorzystują najnowsze technologie. Na Facebooku zgromadzili blisko 50 000 fanów, na Twitterze śledzi ich prawie 11 000 osób.  

Do rodziny Taizé często dołączają uchodźcy. W ubiegłym roku wspólnota przyjęła grupę młodych uchodźców m.in. z Sudanu, pomogła im zaadoptować się w nowych warunkach. Obecnie, po tym jak Francuzi zamknęli „dżunglę” – obozowisko uchodźców w Calais, do Taizé przyjeżdża nowa grupa chłopców: „Teraz ci, którzy są z nami już rok, pomogą nam zaopiekować się tymi, którzy właśnie przyjeżdżają” – opowiada jeden z braci.  

Samemu stać się modlitwą 

Wspólnota Taizé ma swój niezmienny modlitewny rytm dnia, bez względu na to, czy bracia są sami, czy towarzyszy im kilkuset młodych w Taizé czy kilkanaście tysięcy osób podczas Spotkania Europejskiego. Trzy razy dziennie wspólnota spotyka się, by modlić się śpiewem, ciszą i rozważać Słowo Boże. Śpiewane kanony to najczęściej pojedyncze zdania z Pisma Świętego ubrane w melodię inspirowaną często tradycją monastyczną lub prawosławną. Te same słowa, powtarzane jak mantra, mają pomóc wejść głębiej w modlitwę, by nie skupiać się na melodii ani doborze słów, ale na ukrytej w nich tajemnicy. Po chwili takiej modlitwy człowiek często nie pamięta już, że się modli, tylko sam staje się modlitwą. Kanony powstały z myślą o tym, żeby przybywający do Taizé młodzi ludzie nie tylko słuchali, ale mogli wspólnie zjednoczyć się w modlitwie w samym Taizé i we własnych krajach.   

W Taizé jest także przestrzeń zupełniej ciszy. Można wybrać spędzenie tygodnia lub kilku dni w całkowitym milczeniu. Wówczas jedynie podczas codziennych modlitw przebywa się z częścią społeczności funkcjonującej w „zwykłym” trybie. Wieczorem po modlitwie można skorzystać z indywidualnej rozmowy z bratem lub siostrą zakonną. Taka formuła może trochę przypominać rekolekcje ignacjańskie.  

Modlitwy często nie mają wyraźnego zakończenia. Rozpoczynają się w konkretnym momencie, a trwają tak długo, jak długo śpiewają jej uczestnicy. Kiedy w 2005 r. podczas wieczornej modlitwy dziewięćdziesięcioletni brat Roger został śmiertelnie ugodzony nożem, modlitwa trwała dalej. Bracia dyskretnie wynieśli go na zewnątrz, a w kościele kontynuowano pieśń „Laudate omnes gentes”, tak, że wielu ludzi nie zorientowało się początkowo, co się wydarzyło. Nawet w najtrudniejszych momentach wspólnota pozostaje zjednoczona w modlitwie. Do kobiety, która targnęła się na życie przeora Taizé, wspólnota skierowała słowa przebaczenia i otuchy.  

Niedzielną modlitwę południową zastępuje tutaj Msza św. Chociaż jest to wspólnota ekumeniczna, wszyscy bracia na podstawie specjalnego zezwolenia biskupa przyjmują komunię świętą.  

Żyć w rytmie wspólnoty 

W Taizé nie trzeba chodzić z zegarkiem, bo na modlitwę zapraszają dzwony. Czas pomiędzy posiłkami jest wypełniony pracą, rozważaniem Słowa Bożego, rozmowami w małych grupkach na tematy nurtujące młodych, nie tylko wierzących, oraz osobistą modlitwą. Osoby przyjeżdżające wykonują zajęcia porządkowe, zmywają naczynia, zbierają śmieci, wydają posiłków i animują grupki dzielenia. Od 1949 r. w warsztacie garncarskim wyrabiają ozdobne naczynia i lampy, prowadzą mleczarnię. Bracia wydają książki, płyty z kanonami, sprzedają pamiątki i charakterystyczne krzyżyki z Taizé symbolizujące Ducha Świętego. Otrzymane środki przeznaczają dla najuboższych. Wspólnota daje też zatrudnienie okolicznym mieszkańcom.  

Wspólnota Taizé zaprasza przede wszystkim ludzi młodych. Dla osób w średnim wieku są przewidziane specjalne spotkania. Jest także miejsce dla osób przybywających z dziećmi – aby nie naruszać harmonii modlitw, dla rodziców przewidziane są specjalne pomieszczenia, w których modlitwy można słuchać przez głośniki, mając pociechy przy sobie. Jedną z najnowszych inicjatyw wspólnoty są indywidualne programy dla brytyjskich szkół i uniwersytetów, podczas których również osoby niewierzące mogą znaleźć dla siebie miejsce, uczestnicząc w życiu wspólnoty, śpiewach i rozmawiając o tym, co dla nich w życiu ważne i poruszające.  

Podobnie jak życie w klasztorze, Taizé nie jest dla każdego. Nie chodzi tu o dojrzałość wiary, bo znajdzie się tu miejsce dla osób zaangażowanych w Kościele, niewierzących i poszukujących. Nie jest to miejsce dla zwykłych turystów, tzn. dla osób, które chciałby traktować Taizé jako bazę noclegową i stołówkę, zwyczajnie dlatego, że wówczas nie biorą oni w pełni udziału w życiu wspólnoty. Jedzenie jest skromne, ale nikt nie narzeka i nie chodzi głodny. Dwie bułki i kostka czekolady na śniadanie wystarczają, aby do obiadu nie myśleć o jedzeniu. Osoby młode śpią w namiotach. Prysznice są częściowo na wolnym powietrzu. Zachęca się, aby w Taizé ograniczyć korzystanie z telefonu. Wyrazem prostoty jest zwykłe siedzenie na podłodze podczas spotkań, co także nie każdy znosi dobrze. Sama duchowość także nie będzie każdemu odpowiadać. Wielu Amerykanów, którzy przyjeżdżają do wioski, nie może się odnaleźć, bo są przyzwyczajeni do pełnych entuzjazmu śpiewów w stylu gospel czy płomiennych kazań pastorów. W Taizé chodzi bardziej o to, żeby słuchać niż mówić i nauczać.  

W spotkaniach można uczestniczyć na różne sposoby. We wszystkich większych miastach w Polsce organizowane są cotygodniowe modlitwy kanonami z Taizé. Na stronie internetowej niemieckiego radia Domradio można na żywo lub w formie podcastów odsłuchiwać trwającą nieco ponad godzinę modlitwę odbywającą się w Taizé w każdą sobotę wieczorem. Na stronach internetowych taize.fr można pobrać nuty i pliki do nauki śpiewów kanonów w poszczególnych głosach. Osoby indywidualne mogą przyjechać na kilka dni bez konieczności zapisywania się. Pobyty grup i przyjazd na dłużej niż tydzień trzeba uzgadniać indywidualnie z braćmi.  

Fraternia dla każdego 

W 2013 r. w Taizé zadzwonił telefon. „Zajmujemy się pomaganiem najuboższym przy parafii w ramach grupy Caritas. Nie radzimy sobie. Prosimy, przyjedźcie pomóc”. Nastąpiła chwila zaskoczenia i konsternacji, ale Duch Święty poprowadził wspólnotę i do parafii trafiło trzech wolontariuszy. Ich praca, entuzjazm i codzienna modlitwa Taizé prowadzona w miejscowym kościele dała wiele nadziei miejscowej społeczności. Do Taizé zaczęły się zgłaszać kolejne parafie, prosząc, aby i do nich na kilka tygodni przyjechali wolontariusze. I tak od trzech lat świeccy wolontariusze są wysyłani po troje lub czworo do parafii w całej Europie, by odpowiedzieć na wołanie, które wciąż jest echem wołania ubogiej kobiety z wioski Taizé w 1940 r. „Jesteśmy samotni”. Męskie i żeńskie grupki tworzą w ten sposób prowizoryczne fraternie, w których przez miesiąc modlą się trzy razy dziennie i wykonują prace przygotowane dla nich przez parafię. Można zostać wysłanym do własnego kraju, a można trafić na inny kontynent. Wolontariusze pracowali m.in. w Calais na terenie zlikwidowanego obozowiska uchodźców, w polskim Grzybowie i ukraińskich Sumach pomagali osobom starszym i niepełnosprawnym. Obecnie cztery dziewczęta pracują w regionie Akkar na północy Libanu. Opisy wszystkich fraterni można znaleźć tutaj.  

Troje młodych ludzi, którzy się nie znają, trafia do miejsca, którego nie znają, gdzie mówi się często nieznanym im językiem i wykonują pracę, których być może nigdy wcześniej nie robili. Brat Maciej, jeden z organizatorów projektu podkreśla, że czasem nawet lepiej wysłać młodych ludzi do społeczności, której języka nie znają: „Wówczas obie strony muszą włożyć więcej wysiłku, koncentracji i uwagi w to, by móc się wzajemnie rozumieć i komunikować”. Na początku 2016 r. Timothy trafił do małej wioski na Węgrzech: „Zupełnie nie znałem języka, ale szybko okazało się, że to nie musi być przeszkodą. Jednoczyła nas wspólna modlitwa i doświadczałem, że sama moja obecność jest dla nich wielkim darem. Do fraterni dobrze jest przyjechać z pustymi rękami, tzn. bez oczekiwań, zgodzić się na takie realia, jakie się zastanie, pogodzić się, że nie zmienimy otaczającej rzeczywistości, być gotowym na to, że czasem może się pojawić uczucie bycia niepotrzebnym. Trzeba być gotowym by nie uciec w takich chwilach. Ludzie na miejscu czekają czasem na nasze bardzo proste gesty.  

Nie ma chyba drugiego takiego miejsca na świecie, gdzie ludzie z tak wielu różnych krajów, z odmiennymi światopoglądami, z różnych kultur potrafili żyć ze sobą w takiej komunii. We wspólnocie wolnej od uprzedzeń, stereotypów i nieufności. Świat dzisiaj wystawiają naszą ufność na wielką próbę. Taizé tę próbę przetrwało. Ufajmy, że cokolwiek się wydarzy, wspólnota z Taizé będzie nas tej ufności uczyć.  

Galeria (4 zdjęcia)
Przypowieść o komunii 
6 (100%) 1 ocen.


źródło: Maciej Małaj 

Tagi

Łotwa Taize

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.