Czerwiec 1956 r. w Poznaniu był wyjątkowy. Po latach komunistycznego terroru w poznaniakach obudził się duch wolności. Niedawne obchody, jak również coroczne uroczystości w Poznaniu przypominają o tym, żeby tej wolności nie stracić.

Był to pierwszy strajk i zryw w powojennej Polsce. To na Poznań patrzył wtedy cały kraj. Pozwoliło to na kontynuację tych działań w innych miastach w kolejnych latach, aż do 1989 r. W wyniku propagandy komunistycznej przez lata bagatelizowano te wydarzenia, mówiąc o nich „wypadki czerwcowe”. Dzisiaj jednak niektórzy historycy mówią o tym wprost: to było powstanie poznańskie.  

Jako poznanianka zawsze przeżywałam rocznicę tego wydarzenia. W 2006 r. jako harcerka uczestniczyłam w zlocie Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, który upamiętniał okrągłą rocznicę tych wydarzeń. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam film w reżyserii Filipa Bajona pt. „Poznań ‘56”. Choć minęło prawie dziesięć lat, wciąż jestem pod wrażeniem tej ekranizacji. Nie ukrywam również, wpłynęła ona również na moje wyobrażenia dotyczące tego roku. Jako współczesne pokolenie możemy przecież opierać się jedynie na relacji naszych rodziców i świadków tych wydarzeń.  

Wszystko zaczęło się w Zakładach imienia Stalina – przemianowanej fabryce silników okrętowych, wagonów, lokomotyw i sprzętu wojskowego założonej przez Hipolita Cegielskiego. To w czwartek, 28 czerwca 1956 już od wczesnego rana słychać było klekot charakterystycznych drewniaków pracowników zakładu. Prawie wszyscy wyszli wtedy na ulicę. Kilka godzin później przed Zamkiem Cesarskim w centrum Poznania demonstrowało już ponad sto tysięcy osób. Próbowano jeszcze pertraktować ze strajkującymi, ustalać wspólne warunki.

Fot. poznan.pl

Lecz około godziny 10 przestało być spokojnie. W jednym z radiowozów wypłynęła informacja o aresztowaniu robotników w Warszawie. Nie potrzeba było wiele, aby niezadowolony tłum przeszedł do działania. Cześć ludzi przeniosła się do więzienia na ul. Młyńskiej, by uwolnić tamtejszych więźniów. Światło dzienne ujrzało wtedy 257 z nich. Inna część tłumu zaczęła opanowywać gmachy prokuratury, sądu czy Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa przy ul. Kochanowskiego. Po ulicach fruwały tysiące dokumentów i zapisków. Część z nich palono na miejscu. Demonstranci przejęli kilka budynków, a strażakom uniemożliwili gaszenie szerzącego się ognia.  

Fot. poznan.pl

Potem zaczęły padać strzały. Demonstracja stała się walką. Zginęło kilkadziesiąt osób, a kilkaset zostało rannych. Na ulice wyjechały czołgi. Pociągi stanęły na peronach, a w nich zostali ludzie, którzy nie wiedzieli, co robić. Strzały na ulicach słychać było aż do 30 czerwca, zginęło kilkadziesiąt osób, setki zostało rannych i aresztowanych. Jednak o wydarzeniach tych nikt w Polsce nie słyszał. Demonstranci starali się podać informacje w Radiu Wolna Europa, jednak wieść o tych wydarzeniach rozniosła się po Polsce dopiero kilka dni później. Tej siły nie można już było powstrzymać. Podczas tegorocznej rocznicy Poznańskiego Czerwca abp Stanisław Gądecki powiedział jasno: w związku z rozdarciem społecznym, jakie postępuje w Polsce potrzeba wołania o jedność. Poznański Czerwiec był początkiem walki o tę wolność i jedność. Obyśmy tej wolności dochowali.

Fot. poznan.pl

„Rozstrzelano moje serce”
Kazimiera Iłłakowiczówna

Chciałam o kulturze napisać
naprawdę inteligentnie,
lecz zaczęły kule świstać
i szyby dygotać i pękać.
Pochyliłam się – jak każe przepis
– nad dziejami dwudziestolecia,
ale z pióra kleks czerwony zleciał
i kartki ktoś krwią pozlepiał.

Rym się na gromadę zwlókł;
jest go dosyć… Tyle pokoleń…
Lecz zbryzgano mózgiem bruk
i bruk się wzdyma powoli.
Myśleć zaczął, choć ledwo się dźwiga
i do zapytań ośmiela –
– Czemu zawsze rządzi inteligent,
a do robotników się strzela?

Niemy dotąd warknął koci łeb,
splunęła granitowa kostka:
Znowuśmy się dali wziąć na lep,
położono nas – jak zawsze – mostem.
A ja na tym moście jak kiep
do essayu oczy przysłaniam,
krew nie płynie już, już tylko skrzep…
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu.

O kulturze… Próba wzniosłych syntez,
artystycznych intuicji zgranie…
Ja nie mogę… Ani kwarty, ani kwinty.
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu.
Ni gorące ono ni zimne.
Szkoda kul. Szkoda leków na nie.
Moje serce – wszak to tylko rymy…
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu.

4 lipca 1956

Fot. wikipedia

Rozstrzelano moje serce w Poznaniu
6 (100%) 2 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.