Papieski jałmużnik, abp Konrad Krajewski, oddał swoje mieszkanie rodzinie uchodźców. – To nic nadzwyczajnego – powiedział dziennikowi „La Repubblica”. Podkreślił, że dzielenie się należy do „DNA Kościoła”.

Abp Krajewski nie po raz pierwszy budzi we mnie jednocześnie podziw i wyrzuty sumienia. Rzadko wypowiada się dla mediów, nie udziela wywiadów, a ma niezwykle dużo do powiedzenia. Papieski jałmużnik przyjął chyba zasadę, że lepiej „wypowiadać się” działaniem i czynem aniżeli najlepszym nawet kazaniem czy wywiadem w prasie, radiu lub telewizji. I choć abp Krajewski mówi o sobie niewiele, to o nim mówi się coraz więcej.

Pomoc dla uchodźców, prysznice na placu Świętego Piotra, noclegownia dla bezdomnych, fryzjerzy i lekarze dla ubogich – to tylko niektóre z jego działań. Hierarcha ma także bardziej zwariowane pomysły. Zaprasza bezdomnych do cyrku i nad morze.

– Zabieram ich nad morze, bo przywracanie godności tym ludziom to jest danie im tego, co leży w moim zasięgu – zaznacza.

W środę media obiegła informacja, że abp Krajewski oddał swoje mieszkanie rodzinie z Syrii, a sam przeprowadził się do swojego urzędu. W rozmowie z gazetą „La Repubblica” podkreślił, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego. – Jest wielu kapłanów na świecie, którzy nie od dzisiaj tak postępują – dodał. I rzeczywiście. W październiku ubiegłego roku głośno było o tym, że jeden z włoskich biskupów przyjął muzułmankę z dzieckiem.

– Praktykująca czterdziestoletnia muzułmanka z Maroka z synem zamieszkała u ordynariusza włoskiej diecezji Cuneo, bp. Piero Delbosco. Hierarcha oddał im do dyspozycji pokój z kuchnią i łazienką w swoim pałacu biskupim – podało wówczas Radio Watykańskie.

– Każdego prosi się o coś zgodnie z jego zadaniem. Nie mam rodziny, jestem prostym kapłanem, zaoferowanie mojego mieszkania nic mnie nie kosztuje – stwierdził abp Krajewski. Czy to naprawdę nic nadzwyczajnego? Może ma rację… Może rzeczywiście tak bardzo zapomnieliśmy, czym jest chrześcijaństwo, że szokuje nas to, co oczywiste.

Kościół powinien być miejscem takich „nadzwyczajności”. To, co przeciętnemu śmiertelnikowi nie mieści się w głowie, w Kościele powinno być normą. Tyle że to nie zależy tylko od biskupów, bo ich w Kościele jest stosunkowo niewielu. Najwięcej jest przecież nas, zwykłych wiernych, którzy każdego dnia mogą zmieniać obraz naszej wspólnoty. Przykład z samej góry jest piękny, ważny i potrzebny, ale ma służyć temu, żebyśmy sami poszli drogą papieskiego jałmużnika. To nie znaczy, że mamy oddać dom, a sami mieszkać pod mostem. Ale możemy pomóc na miarę naszych możliwości i powołania.

W ubiegłym roku ruszyła akcja „Rodzina rodzinie”, która niesie najpotrzebniejszą pomoc rodzinom m.in. z Syrii i Libii. To już jest konkret. To już wystarczy, żeby realizować powinność dzielenia się, którą – jak podkreślił abp Konrad Krajewski – Kościół ma w swoim DNA.

fot. PAP/EPA/TELENEWS

Arcybiskup, który przyjął uchodźców
6 (100%) 4 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze