Ludzie emigrowali od zawsze: w poszukiwaniu pracy, czasami przygód. Takim emigrantem – jak interpretują niektórzy komentatorzy – był młodszy syn z przypowieści o synu marnotrawnym z ewangelii wg św. Łukasza. Wziąwszy majątek, który do niego należał, „odjechał w dalekie strony”. Wyemigrował.

Taka decyzja wcale nie była wówczas czymś nietypowym. Mała Palestyna nie mogła wyżywić wszystkich mieszkańców. Już za czasów Jezusa kilka milionów żydów mieszkało w diasporze na całym znanym wówczas świecie. Kolonie żydowskie powstały w Europie, w imperium perskim, na Kaukazie, w zachodnich Chinach, w Etiopii, w Arabii, w Afryce – zarówno w prowincjach rzymskich, jak i na jej wschodnim wybrzeżu. Historia młodszego brata pokazuje, jak może potoczyć się życie na emigracji: szybko roztrwoniony majątek, uleganie pokusom przyjemności, hańbiąca praca, którą się podejmuje, aby tylko przetrwać. Ten scenariusz– niestety – powtarza się wciąż w przypadku wielu emigrantów, którzy porzuciwszy własne środowisko, dom, rodzinę, narodową strukturę społeczną, która gwarantowała wsparcie i opiekę, nie zawsze rozpoczynają nowe, lepsze życie w nowej ojczyźnie. Niestety, wielu nie potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji i zamiast robić karierę, szybko przegrywa życie. Badania pokazują, że tym, co najdłużej łączy emigrantów z krajem pochodzenia, jest religia. Ona też jest elementem najsilniej wiążącym emigrantów między sobą. Zdarza się, że w kolejnym pokoleniu traci się już znajomość ojczystego języka, ale wspólna religia pozostaje. Właśnie dlatego życie wielu mniejszości żyjących na emigracji koncentruje się wokół religii, świątyni i kultu. Dotyczy to zarówno chrześcijan, jak i wyznawców innych religii. Na całym świecie powstają kościoły, cerkwie, bożnice, meczety, świątynie. Nie inaczej jest z Polakami, których życie na emigracji w dużej mierze skupia się wokół polskich parafii, ośrodków duszpasterskich, misji. Być może życie syna marnotrawnego potoczyłoby się inaczej, gdyby w tych „dalekich stronach” znalazł wspólnotę ludzi wierzących. chyba nie znalazł. Wyraźnie był tam osamotniony. „Dalekie strony” okazały się więc dalekie nie tylko z racji geograficznych, ale także nabrały znaczenia moralnego. Daleko od domu to – niestety – czasami także daleko od Boga.

Ks. Andrzej Draguła

W dalekich stronach
6 (100%) 1 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.