Syryjczyk, katolik, artysta: muzyk i kucharz. Od kilku dni pełnoprawny Polak. Dziś miesza się w nim ból z powodu wydarzeń w Syrii i radość z tego, że mieszka, pracuje i tworzy w Polsce. „Dziękuję, że mnie zaakceptowaliście w swojej wspólnocie” – mówi w rozmowie z Maciejem Kluczką Adeb Chomoun. Panowie spotkali się przy okazji koncertu zespołu Vocal Varshe. 


Maciej Kluczka (m
isyjne.pl): Jak to się stało, że chrześcijański Syryjczyk gra chasydzką żydowską muzykę w polskim zespole?

Adab Chamoun (muzyk, kucharz, Artysta): Jesteśmy Aramejczykami, a kultura żydowska i aramejska jest tak naprawdę tym samym. Żydzi mieszkali przecież u nas, ta kultura została, jej duch, duch starej muzyki. (Aramejczycy to nazwa ludów semickich, które w II tysiącleciu p.n.e. żyły na pustyniach na zachód od Mezopotamii. W drugiej połowie II tysiąclecia zaczęły przenikać do Mezopotamii i Syrii – przyp. red.)

Miron Zajfert (reżyser, scenarzysta – przyp. red.) zadzwonił do mnie i spytał, czy chciałbym wziąć udział w  orientalnym żydowskim projekcie (Noc Nigunów, koncert zagrany razem z zespołem Vocal Varshe – pisaliśmy o nim wczoraj) . Oczywiście zgodziłem się. Orientalna żydowska muzyka jest bardzo specyficzna. Pamiętajmy jednak, że Izrael to już kraj orientalny. Na koncercie z Varshe Vocal gram na obręczówce (rodzaj bębna przypominający tamburyn – przyp. red., na zdjęciu). Żydzi przez długi czas używali tylko tego instrumentu. Gdy witali Mojżesza, to grali na bębnach, a kobiety właśnie na obręczówkach.

To przypomina tamburyn, prawda?

Tak, to ta sama rodzina. Gram w różnych zespołach, głównie na instrumentach perkusyjnych, również muzykę latynoską.

Czyli nie jest Pan tylko i wyłącznie muzykiem – nazwijmy to – religijnym.

Gram w zespole Mimochodem – piosenki na podstawie twórczości Bolesława Leśmiana. Lubię ten język, wasz język, już „mój język”. Jest bardzo trudny, ale bardzo go lubię.

Jest Pan w Polsce od dziesięciu lat. Co tu Pana przywiodło?

Jedzenie, kuchnia. Zacząłem pracować w kuchni syryjskiej. Zacząłem i zostałem.

I od razu w Warszawie?

Najpierw w Łodzi. Dostałem kontrakt. Przyjechałem, a jak usłyszałem język polski, to powiedziałem: „Nieee, nigdy w życiu. Nie nauczę się. Nie będę mówić po polsku, nie dam rady”, ale jak Pan słyszy – udało się!

Udało! I to jak! Przywiodła kuchnia, ale zatrzymała muzyka?

Muzyka to coś pięknego, czego nie warto odrzucać. Muzyka daje nam energię bez potrzeby jedzenia (uśmiech).

I to mówi kucharz… proszę, proszę! Czy przez muzykę, którą Pan wykonuję, czuje Pan swego rodzaju połączenie z ojczyzną, z Syrią? To w końcu muzyka z tamtej części świata.

Oczywiście, ale korzystam też z inspiracji innych regionów. Muzyka nie zna granic. Bardzo lubię utwór andaluzyjski. To coś więcej niż piosenka. To starodawna piosenka, prawie hymn pod tytułem „Gdy zaczyna się ściemniać”. Muzyka inspiruje!

Niedawno dostał Pan polskie obywatelstwo. Kilka dni temu. A jest Pan tu od 10 lat. Sporo czasu minęło…

Starałem się o przyznanie obywatelstwa od dwóch lat. Najpierw dostałem odmowę, a później decyzję pozytywną od pana prezydenta. Ślicznie Państwu dziękuję, że zaakceptowaliście mnie w swojej wspólnocie!

Chciał Pan tu zostać, bo? Pytam, bo niektórzy Polacy… narzekają na Polskę, że bywamy trudni, że mamy swoje za uszami. Żyje się Panu tu dobrze?

Chciałem zostać Polakiem, po prostu. Lubię i chcę tu żyć, pracować, tworzyć.

Religia w tym wszystkim pomaga, pomagała?

Odkąd przyjechałem do Polski, tęsknię za mamą, za ojcem, który już nie żyje, ale czuję, że tu jestem u siebie. Nie było dla mnie to zmiana, a przynajmniej nie była trudna. W niedzielę chodzimy do kościoła. Co niedzielę. Wiara jest bardzo ważna w moim życiu.

Śledzi pan to, co dzieje się w Syrii, w sąsiednim Izraelu, jest Pan na bieżąco?

Nie da się stać z boku. Tak jak jestem Polakiem, tak jestem Syryjczykiem, ale nie jestem dobrym politykiem, więc co ja będę o tym mówić…

Nie pytam nawet o politykę, ale po prostu o ludzki wymiar tego, co tam się dzieje.

Szkoda ludzi. Ludzie giną, a nie wiadomo, kiedy ta wojna się skończy… To dzieci i ludzie, którzy nie są niczemu winni.

Wojna niedługo będzie już trwała tyle, ile Pan jest w Polsce.

Przez wiele lat wszyscy żyliśmy tam dobrze: chrześcijanie, Żydzi i muzułmanie. Syria była dobrym miejscem do życia.

Teraz stała się miejscem, w którym działania wojenne prowadzi wiele mocarstw, to niestety arena walki.

Wszystko się tam niestety kotłuje.

Modli się Pan za Syrię? O pokój?

Codziennie, cały czas…

A gdy słyszy Pan dyskusję – naszą, polską – o tym, czy otworzyć korytarze humanitarne dla potrzebujących pomocy medycznej? Czy przyjąć Syryjczyków do naszych szpitali? Do tej pory zdecydowaliśmy się na to rozwiązanie. Pomagamy na miejscu i Syryjczycy są za to wdzięczni. Czy Polska zdaje egzamin z człowieczeństwa w tej sprawie? Wobec Was?

Ile się da, tyle ludzie robią. Dziękuję Polakom, którzy zbierają pieniądze dla Syryjczyków i organizacjom, które te pieniądze przekazują. W mojej parafii widzę często takie zbiórki. Wielki szacunek i wielkie „dzięki” dla Was. Niezależnie od tego, skąd jesteś, kim jesteś, jaką religię wyznajesz – warto pomagać. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi. Różnimy się kolorem włosów, skóry, religią, językiem, ale uczucia, serca mamy wszyscy takie same… 

„W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi” [ROZMOWA ZE ZBAWICIELA]
6 (100%) 1 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.