Tak wiele mówi się teraz o postanowieniach noworocznych. Nie jestem pesymistką, ale rzadko sobie takie postanowienia robię i nie wiem, czy w przyszłości będę miała jakiekolwiek.  

Oczywiście nie mam nic przeciwko nim. Wiele razy jest to jedyna motywacja do jakichś zmian w życiu, a Nowy Rok jest dużą okazją, by je realizować. Odnoszę jednak wrażenie, że czasami postanawianie sobie czegoś może wynikać z naszej pychy. Tak, pychy. Dlaczego? Absolutnie nie chodzi mi o złą ocenę tego, że ktoś chce być w czymś lepszy, ale o to, że postanowienia noworoczne są próbą ludzkich sił. Tak samo jak wiele razy modlimy się do Boga o proste rzeczy: dobry sen, dobrą podróż, zdanie egzaminu i tak dalej. Oczywiście, bez planu Chrystusa i Bożej Opatrzności wiele rzeczy by nam się nie udało, ale to momenty, w których Bóg niewiele może nam „pomóc zmienić”. Słowem, w wielu tych kwestiach sami sobie możemy poradzić, jeśli tylko będziemy chcieli podjąć wewnętrzną pracę – więcej odpoczywać, uczyć się do egzaminu, być uważnym na drodze, mniej jeść i tak dalej. To rzeczy, w których możemy osiągać sukces „bez Pana Boga” – po prostu, będąc tzw. dobrym człowiekiem. O tej kwestii niedawno na swoim vlogu mówił również Mikołaj Kapusta. 

Jakiś czas temu Denis Villeneuve podjął się realizacji filmu pt. „Nowy początek” (Arrival), o czym pisałam tutaj. Jednym z głównych wątków całej historii jest język, jakim się posługujemy (tutaj ostrzegam przed małym spoilerem). W historii tej lingwistka, doktor Louise Banks zostaje wynajęta przez wojsko do tego, by porozumieć się z obcym istotami, które przybyły na Ziemię. Istoty te posługują się jednak znakami, których nikt nie rozumie. Po pewnym czasie okazuje się, że język tych obcych stworzeń jest tak zaawansowany, że nie ma w nim znaków przedstawiających słowa, ale samą myśl i jej znaczenie. Prościej mówiąc, pozbawiony jest tych wszystkich składowych części, z jakich składa się nasza ludzka komunikacja, a więc nadawania znaczenia słowom, ich interpretacji czy chociażby ich odtwórstwa. W tym „języku” nie można zatem kłamać, źle interpretować, manipulować czy zatajać czegoś. Oglądając niedawno ten film po raz kolejny, zadałam sobie takie pytanie: co by było, gdyby ludzie posługiwali się takim językiem? Czy prawda byłaby dla każdego z nas do zniesienia? Czy żylibyśmy inaczej? Być może nie powstało by tyle zła na świecie, ludzie nie kłóciliby się i nie było by niedomówień. Być może bylibyśmy bardziej szczerzy i nie osądzalibyśmy się nawzajem.  

Kadr z filmu „Arrival”, fot. blogaudessusducinema.fr

Wszyscy jednak wiemy, że to niemożliwe. Ale możliwa jest zmiana naszej postawy. Powracając do początkowej myśli o postanowieniach noworocznych – przyjmijmy w tym roku jeden, jednak bardzo ważny zamiar. Podrzyjmy swoje kwity. Zniszczmy wszystkie „haki”, jakie mamy na innych ludzi. Zapomnijmy o urazach, złych sytuacjach czy kłótniach. Zacznijmy być szczerzy i prości. Mówmy o tym, co czujemy, nie ubierając tego w zgryźliwość czy ironię. Spróbujmy zacząć budować nasze relacje „od nowa”, z czystym kontem. W nowym „języku” Pana Boga.  

Zanim jednak to wszystko wprowadzimy w życie, ofiarujmy tę chęć Panu Bogu. Po ludzku możemy mieć jedynie postanowienia, jednak to Bóg może zmienić nasze życie i relacje. Dać nam łaskę wiary i nawrócenia. Prośmy o to Boga w tym nowym, 2018 Roku Pańskim.  

Fot. Kadr z filmu „Arrival”, Paramount Pictures

W Nowym Roku podrzyj swoje kwity
6 (100%) 3 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze