W minioną niedzielę odbyła się ogólnonarodowa modlitwa w intencji zażegnania konfliktu w Wenezueli, o którą prosił sam episkopat tego kraju. Modlitwa na kolanach nie skończyła się jednak tego samego dnia – w większości wenezuelskich kościołów jest kontynuowana. Tymczasem na ulicach protesty zaogniają się, a ludność coraz dobitniej żąda ustąpienia prezydenta Maduro.
 
To już pięć dni, a sytuacja z każdym dniem staje się tragiczniejsza. Wojsko krwawo tłumi wszelkie protesty. „Doświadczając eskalacji przemocy ludzie zdają sobie sprawę, że od nas samych niewiele zależy” – mówi ks. Rafał Wleklak OMI, który pracuje w San Cristóbal. Pozostaje tylko modlitwa, która mobilizuje wiernych do bycia w kościołach i nie tylko. Odzew na prośbę biskupów jest rzeczywiście widoczny i namacalny. „Z dużym ferworem w wielu parafiach wychodzono z Najświętszym Sakramentem poza teren kościoła na ulice, organizując mini procesje, co w Wenezueli nie jest powszechnie praktykowane.  Towarzyszyło temu dość szerokie spektrum modlitwy: różaniec, Msze św., adoracja Najświętszego Sakramentu”.

Fot. PAP/EPA/MIGUEL GUTIERREZ

Aż 73% mieszkańców sprzeciwia się decyzjom podejmowanym przez Maduro. Jest to dla nich jasny sygnał na to, że demokracja jest zagrożona, a kraj legnie w gruzach pozostawiony sam sobie. Brakuje jedzenia, lekarstw i ogólnie pojętego bezpieczeństwa. „Nasza Caritas parafialna robi co może. W tym roku aż dziesięciokrotnie wzrosła udzielana przez nas pomoc. Panuje powszechne ubóstwo, jest problem głodu. Próbujemy wesprzeć grupę najbardziej potrzebujących, szczególnie ludzi starszych i pozbawionych funduszy, a także wsparcia rodziny czy sąsiadów. Staramy się zapewnić im pożywienie. Drugim problemem jest powszechny brak leków. Pod tym względem sytuacja jest bardzo tragiczna” – mówi polski misjonarz.

Prawdopodobny jest też napływ migrantów w miejscowościach przygranicznych, wśród których znajduje się San Cristóbal graniczący z Kolumbią. Jeśli kryzys będzie się pogłębiał Wenezuelczycy z całego kraju będą przemieszczać się w te strony by stamtąd uciec. „Mamy otworzyć im parafie i w miarę swych możliwości przyjąć tych ludzi i zapewnić im konieczne wsparcie. Podobne działania podejmuje też episkopat Kolumbii pracując nad planem  przyjmowania u siebie uchodźców. Sytuacja jest rzeczywiście ciężka”.

Fot. PAP/EPA/Mauricio Duenas Castaneda
Źródło: RV

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.