Papież Franciszek podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra

Trudno byłoby znaleźć dorosłego chrześcijanina, który nie słyszał albo nie czytał o dzielnicach nędzy zwanych slumsami. Temat ten pojawia się przecież dosyć często w środkach masowego przekazu.

Wielu ludzi ma takie czy inne wyobrażenie o tym, jak wyglądają, jak (nie)funkcjonują takie dzielnice i z jakimi problemami borykają się ich mieszkańcy. Nie zmienia to faktu, że jest to tylko wyobrażenie o nieznanej rzeczywistości. Nie przeszkadza to jednak niektórym w arbitralnym wypowiadaniu się na ten temat, w tym nonszalanckiej krytyce postaw ludzi naznaczonych brzemieniem nędzy. Trzeba się bowiem wykazać sporą odwagą i determinacją, aby odważyć się na przekroczenie granicy pomiędzy uporządkowanym i w miarę bezpiecznym światem ludzi żyjących w dobrobycie a rzeczywistością życia, gdzie brak środków, brak nadziei na lepsze jutro oraz przemoc i niesprawiedliwość społeczna są na porządku dziennym. Dopiero pokonanie tejże granicy pozwala na wyrobienie sobie pełniejszego i dojrzałego osądu, czym jest życie w nędzy i z jakimi problemami na co dzień konfrontowani są konkretni ludzie, którzy mają swoje imiona.

Papież Franciszek, jeszcze jako Jorge Bergoglio, pełniąc rozmaite funkcje zakonne i kościelne w Argentynie, nie tylko nie unikał możliwości, aby odwiedzać biedne rodziny, żyjące w dzielnicach biedy na peryferiach Buenos Aires, ale czynił to regularnie. To nie było robione na pokaz ani w celu zbudowania sobie dobrego PR. Wynikało to z jego najgłębszych przekonań i potrzeby duszpasterskiej, aby być pośród ludzi, gdzie jest się potrzebnym. Owych potrzeb duszpasterskich jest zawsze bardzo wiele i należy umieć zawsze z czegoś zrezygnować, aby móc poświęcić czas na co innego. Wydaje się, że dla ówczesnego arcybiskupa Buenos Aires i kardynała z Argentyny kontakt z ludźmi ubogimi był zawsze bardzo ważny. Dlatego znajdował czas, aby regularnie wyjeżdżać na peryferie i tam spotykać się z ludźmi na Eucharystii, spowiadając i rozmawiając, odwiedzając ich domy i błogosławiąc. Takie wizyty duszpasterskie kardynała nie miały jednak zazwyczaj charakteru formalnego. Nie były one zatem postrzegane jako coś nadzwyczajnego, ale jako bezpretensjonalne wypełnienie duszpasterskiej powinności. Tak do tego podchodził kard. Jorge Bergoglio i tak to postrzegali wierni, których odwiedzał.

W bezpośrednim kontakcie z ubogimi doświadczał tego, jak ważnym elementem tożsamości duszpasterza jest gotowość i zdolność do dzielenia się swoim życiem z innymi. Z tego kontekstu wyłania się zwyczaj, czy też rytuał picia yerba mate, praktykowany powszechnie w Argentynie, w tym również przez Franciszka. Jest to bowiem okazja, aby się zatrzymać, spotkać się z drugim człowiekiem, nawiązać z nim nie tylko wzrokowy, ale też słowny kontakt i przynajmniej przez chwilę dzielić z nim życie. Picie yerba mate z jednego naczynia i prowadzona przy tym rozmowa są wyraźnym znakiem akceptacji drugiego człowieka. Ten prosty gest niesie w sobie silny przekaz: dzielę z tobą mój czas; jesteś dla mnie ważny, dlatego zatrzymuję się przy tobie. Można sobie wyobrazić, jak ważne są takie gesty dla ludzi biednych albo będących na marginesie . Budują one podstawy wzajemnego zaufania, poszanowania i jedności, co prędzej czy później przekłada się na budowanie wspólnoty wokół stołu eucharystycznego. Dlatego taką rolę przywiązywał kard. Jorge Bergoglio do tego, aby być jak najczęściej w miejscach, gdzie ludzie ubodzy żyją i mają swoje rodziny. Tam się z ludźmi modlił, tam odwiedzał ich ubogie domostwa, tam z pierwszej ręki dowiadywał się o ich problemach i kłopotach. Tam też udzielał porad, aby im pomóc i ich wesprzeć.

Tym samym papież Franciszek jest następcą św. Piotra na Stolicy Apostolskiej, który o problemie biedy i nędzy nie uczył się z książek, ale zna go z autopsji. Nigdy nie przejawiał tendencji, ani nie nawoływał do rewolucyjnego przewrotu w celu polepszenia doli ludzi biednych. Nigdy też nie powiedział i nie dał do zrozumienia, że biedni i nędzarze są wyrzutkami społeczeństwa, których należałoby unikać. Stąd też wynikają starania Franciszka, aby pamiętać o biednych w Rzymie i innych regionach świata. Papież zdaje się sygnalizować swoimi decyzjami i gestami, że problemu biedy i nędzy nie da się skutecznie przezwyciężyć, ale zawsze można, w ten czy inny sposób, pomóc człowiekowi potrzebującemu i wyrazić mu swoją solidarność.

fot. lyonora, flickr.com

Wrażliwość papieża Franciszka
4 (66.67%) 2 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze