Akcja „znicz”, chryzantemy, pozamykane drogi wokół większych nekropolii, świeczki na grobach, przepełnione cmentarze – tak wygląda w Polsce przełom października i listopada. Katolicy obchodzą uroczystość Wszystkich Świętych – wszystkich tych, którzy przez swoje codzienny wybory stawali się lepsi, a już ich nie ma wśród żywych. Czy współczesny obraz człowieka świętego różni się od tych, które wiszą na ścianach naszych świątyń? 

Jak „wszyscy święci balują w niebie” dziś? 

Każda epoka ma świętych na swoje czasy. Święci starożytnego Rzymu różnią się od tych z czasów średniowiecza. Ci z kolei, są inni niż Jan Paweł II, czy Matka Teresa z Kalkuty. Oni też poświęcili swoje życie, ale nie przelewali krwi dla Jezusa. Europa chyba się już przyzwyczaiła do tej świętości, która nie wymaga ofiary z własnego życia. Jednak coraz częściej i głośniej mówi się w przestrzeni publicznej o tych, którym odbiera się dziś życie dlatego, że wierzą w zmartwychwstanie Jezusa. To są właśnie Wszyscy Święci naszych czasów, których głos powinien wybrzmieć, właśnie w tych dniach, zdecydowanie mocniej. 

Co kilka minut ginie człowiek… za wiarę 

„Sytuacja i położenie chrześcijan są fatalne”, „Coraz bardziej dramatyczna staje się sytuacja chrześcijan w Syrii”, „Islamiści w Syrii odcięli 12-latkowi opuszki palców, a potem go ukrzyżowali”, „Prawie codziennie dochodzą do nas wiadomości o dramatycznej sytuacji chrześcijan w Indiach” – to są tytuły, które pojawiają się na ekranie monitora, kiedy w wyszukiwarce internetowej wpiszemy frazę: „sytuacja chrześcijan”. Rzeczywistość wygląda jeszcze poważniej. Według organizacji monitorujących sytuację chrześcijan na świecie w ubiegłym roku fala prześladowań osiągnęła rozmiary eksterminacji. Według wyliczeń m.in. Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie co kilka minut ginie człowiek tylko dlatego, że w wierzy w Jezusa – to są dane statystyczne, ale pokazują, jak często zwyczajni ludzi stają się świętymi naszych czasów. W ubiegłym roku prawie trzy tysiące chrześcijańskich świątyń zostało zrównanych z ziemią. Takie rzeczy dzieją się w XXI w., niemalże obok nas. Jest to swoisty paradoks naszych czasów, w których z jednej strony każda płaszczyzna życia jest skodyfikowana, a z drugiej ludzkie życie i wartości z nim związane prawie nic nie znaczą.  

Płaczący Bóg 

„Także dziś Bóg płacze w obliczu prowadzonych wojen i zabijanych dzieci” – powiedział kilka dni temu podczas Mszy św. w Domu Świętej Marty papież Franciszek, na wieść o masakrach chrześcijan dokonywanych przez cofające się oddziały ISIS w Iraku. Bóg płacze, bo nigdy do tej pory jego wyznawcy nie byli tak prześladowani. Te łzy Najwyższego pokazują nam, współczesnym Europejczykom, tym mniej, lub bardziej wierzącym, na czym w naszych czasach ma polegać świętość i życie w zgodzie z własnym sumieniem. Owszem, świętość jest dobrym przeżywaniem swojej codzienności. Jednak niekoniecznie dziś musimy pisać traktaty teologiczne w obronie wiary przed innowiercami. Dziś chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi o to, żeby być wiernym Panu Bogu w każdej sytuacji swojego życia. Właśnie tutaj doskonałym przykładem są ci chrześcijanie, którzy w obliczu śmierci powiedzieli swoim oprawcom: „nie zostawię Jezusa”. Bogu dzięki, nie musimy dokonywać tak dramatycznych wyborów, jednak świadectwo wszystkich świętych naszych czasów powinno w nas wzbudzić wyrzuty sumienia wszędzie tam, gdzie postanowiliśmy pójść na łatwiznę.  

 

Ks. Paweł Kucia/współpraca PKwP

Fot. PAP/EPA/CHEMA MOYA

Oceń ten artykuł


źródło: Paweł Kucia

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze