Życie to ciągły ruch, droga. A w życiu ważne jest to, by iść i poszukiwać. To wszystko znajdziesz na „camino”. „Camino” to droga: Droga Świętego Jakuba – szlak pielgrzymkowy do Santiago de Compostela w Hiszpanii.  

W tę drogę wyruszyło dwoje warszawiaków. On i ona. Paweł Brzenczek i Agnieszka Błaszczyk. Z „camino” stworzyli film dokumentujący przemianę i radość ludzi, którzy tę drogę przeszli, a lepiej byłoby powiedzieć: przeżyli. Film „W międzyczasie” miał w tym tygodniu swoją premierę w warszawskim kinie Muranów. No to w drogę! 

Po tylu kilometrach zastanawiam się: „czy to był cel”? 

– Nie, proszę nie mylić z: „czy to miało sens?” – mówi jeden z bohaterów filmu, Łukasz. Przeszedł do Santiago de Compostela pieszo z Warszawy. Szedł 111 dni. Inni wybierają rower, jadą na koniu albo i na osiołku! Większość idzie. I najczęściej zaczynają w sąsiedniej Portugalii lub Francji. W tym wszystkim chodzi tak naprawdę o to, że już w czasie drogi człowiek znajduje sens i cel swojej wędrówki. Osiągniecie celu nie jest najważniejsze. Ci, którzy idą tą drogą (pielgrzymką), potwierdzają, że właśnie na trasie odnaleźli to, czego szukali, a doszli do Santiago de Compostela, bo „głupio byłoby zawrócić”.  

Idzie wielu: katolicy, wierni ich wyznań, także niewierzący albo wątpiący. Sami autorzy filmu przyznają, że było dla nich to doświadczenie duchowe, nie stricte religijne. W „W międzyczasie” występuje Anna ze Szwecji. W jej wypowiedzi wyczuwa się klimat „challenge accepted”. Mówi, że „camino” to dla niej przygoda, odkrycie własnych możliwości, wyzwanie, okazja do podziwiania widoków, poznawania ludzi, a to, czym będzie dla niej „camino”, okaże się pewnie dopiero za jakiś czas. To ostatnie przemyślenie to wspólny mianownik wszystkich „caminowców”. Niekiedy po tygodniach, miesiącach a nawet i latach – już w codziennym życiu – odkrywają znaczenie tej drogi, siłę, którą tam się zdobyli. 

Iść i iść. Trochę bezmyślnie 

– Nie wiem, jak to się dzieje. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Na „camino” jakbym znów stawał się dzieckiem – mówi z kolei Henk z Holandii. On, w przeciwieństwie do Anny, idąc prawie nie podziwia krajobrazów (może przez to, że „camino” przeszedł już kilka razy), ale marzy. Idzie i marzy.  

– Jego doświadczenie jest w tej kwestii podobne do doświadczenia Łukasza (wspomnianego wcześniej). On preferuje samotne wyprawy i – jak przyznaje – w tak długich pieszych wędrówkach przychodzi moment, gdy zlewa się z drogą i przestaje myśleć. – Po przejściu na przykład dwóch godzin staję i zastanawiam się, o czym myślałem przez ten czas – mówi Łukasz. – I to jest właśnie prawdziwe odłączenie się od problemów, prawdziwy restart mojego myślenia.  

– Trzeba się odłączyć, by się połączyć. Ze sobą, z Bogiem, z innymi – mówi z kolei Camilo, Portugalczyk (też kilkakrotnie na „camino”). Jest fotografem, ale na TĘ DROGĘ nigdy nie bierze ze sobą aparatu ani telefonu komórkowego. 

Camino może być też ciekawym testem dla par, które myślą o zawarciu związku małżeńskiego. Podróż to okazja, by dobrze się poznać, a jak to zrobić lepiej niż w czasie tak ekstremalnej wędrówki. Obecni w kinie widzowie żartowali, że może to być decyzja ryzykowna. Są i tacy, którzy z góry zakładają, że będzie to pielgrzymka samotna. Sala kinowa była wypełniona po brzegi. Na pytanie reżyserów filmu: „kto był na camino?” połowa obecnych podniosła ręce do góry. W oczach drugiej połowy widzów było widać już: „ja też chcę to zrobić”…  

Opowieść o tobie samym rozpuszcza się  

To z kolei słowa filozofa Marcina Fabjańskiego, który w filmie stara się przenieść przemyślenia wszystkich bohaterów na poziom metafizyczny i filozoficzny, próbuje je nazwać (robi zresztą to też ksiądz, obaj doświadczeni „caminowcy”). – Żyjąc w codziennym kołowrotku, często mamy przekonanie, że my i nasze problemy są najważniejsze. Idąc, widząc, że istnieje świat „obok”, istnieją ludzie (których spotykamy po drodze) niekiedy z większymi problemy od naszych, łapiemy właściwą perspektywę. To bardzo zdrowe, oczyszczające. Marcin Fabjański podkreślił, że wielcy filozofowie też chodzili. – Bez chodzenia nie byłoby myślenia – mówił. O swoich praktykach chodzenia i rozmyślania mówili najwięksi myśliciele, między innymi Kant i Nietzsche. 

Ta przemiana dotyczy też sfery fizycznej. Ból (stóp, rąk, całego ciała), który po kilku dniach bardzo nam doskwiera, później przestaje być taki ważny. Albo mija albo się do niego przyzwyczajamy. I zostaje sama radość z drogi. A droga jest tu zawsze odpowiednikiem życia. W drodze osiągamy jedność ducha i ciała. Dobrze, by stało się tak w całym naszym życiu. – Rano wstajemy, bierzemy kije, plecaki i idziemy przed siebie. I to jest piękne – mówią autorzy filmu. I to jest piękne!  

Post scritpum: Nie ma jednej trasy pielgrzymki. Do celu można dotrzeć jednym z wielu szlaków. Popularna jest trasa portugalska i francuska. Droga oznaczona jest muszą świętego Jakuba, która jest także symbolem pielgrzymów, i żółtymi strzałkami. Istniejąca od ponad tysiąca lat Droga św. Jakuba jest jednym z najważniejszych chrześcijańskich szlaków pielgrzymkowych, obok tych do Rzymu i Jerozolimy. Według legendy ciało świętego Jakuba przewieziono łodzią do północnej Hiszpanii (Galicji), i pochowano w miejscu, w którym dziś znajduje się katedra w Santiago de Compostela. 

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.