bp Szymon Stułkowski

Fot. Flickr/EpiskopatNews

Bp Stułkowski: ksiądz to facet, który żyje z podsłuchu 

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Biskup Szymon Stułkowski jest biskupem pomocniczym Archidiecezji Poznańskiej. Rozmawiamy o formacji świeckich i duchownych, ale też o relacjach między tymi grupami.

Justyna Nowicka: Ma ksiądz biskup doświadczenie pracy ze świeckimi i wiem, że w diecezji jest ksiądz biskup kojarzony jako ten, któremu to wychodzi. Przynajmniej świeccy tak to postrzegają. Jak ksiądz biskup to robi? Jak postrzega siebie jako kapłana? Jak dzisiaj być dobrym księdzem? 

Bp Szymon Stułkowski: Może to trochę dziwnie zabrzmi, ale mam taką prywatną definicję księdza. To jest taki „facet, który żyje z podsłuchu”. Namaszczony sakramentalnie Duchem Świętym, ale żyje z podsłuchu. 

To znaczy ma podsłuchiwać najpierw Pana Boga, czyli budować z Nim żywą relację. Ma też nasłuchiwać, co mówią ludzie, z czym przychodzą, czym żyją, jakimi sprawami, jakimi problemami. I jego misją jest to, żeby zgrać te dwa głosy – Boży z tym ludzkim. I pomóc spotkać się człowiekowi z Bogiem, zbudować z Nim żywą relację i towarzyszyć. I potem nieco może się wycofać. 

Jest mi bliskie to słowo papieża Franciszka, by towarzyszyć ludziom na drodze ich wiary. Bo możemy czasami tak zorganizować duszpasterstwo, że się ludzi prowadzi na duszpasterskiej „smyczy”, a to nie o to chodzi. Musimy ludzi nauczyć chodzić. Zresztą wszyscy musimy ciągle się tego uczyć – „naucz mnie chodzić twoimi ścieżkami” – to jest modlitwa psalmu 25 i powinna nam być ona zawsze bliska. Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. Ale trzeba ludzi uczyć samodzielności, by nie musieli ciągle chodzić w chodziku albo na rowerku z bocznymi kółkami, ale zaryzykować, puścić ich.  

I na tym polega praca ze świeckimi, też praca z przyszłymi duszpasterzami, czyli klerykami, żeby ich do takiego zadania przygotowywać. 

Trzeba pamiętać, że jedno i drugie podsłuchiwanie jest bardzo ważne, bo jak się zaniedba słuchanie Pana Boga, to nasze zaangażowanie w słuchanie drugiego człowieka niczym się nie będzie różniło od po prostu odruchu ludzkiego. Nie mamy monopolu na dobro i każdy może robić dobre rzeczy, także nie uznając istnienia Pana Boga. Ale my czynimy to dlatego, że słyszymy głos Boga i to nas uzdalnia do tego, żeby być wrażliwym na to, co on przeżywa.  

Pomoc przy zgraniu tych głosów nie polega tylko na tym, że spotkamy się i podamy sobie ręce, ale tego człowieka trzeba na przykład nauczyć słuchania Pana Boga, rozeznania czy to jest głos Boży, a nie demoniczny czy jakiś inny. Nauczyć modlitwy i rozmowy z Panem Bogiem. I takich też potrzeba księży. Sam kapłan musi mieć tę relację, żeby móc jej uczyć innych. 

I dlatego, kiedy dostałem nominację na biskupa i ona została ogłoszona, powiedziałem, że to nie jest żadna kokieteria ani żart, ale przyjmuję to jako wezwanie do nawrócenia. Jeszcze bardziej mam teraz żyć z podsłuchu. Jeszcze intensywniej podsłuchiwać to, co mówi Pan Bóg do mnie, do Kościoła, do świata, do ludzi, z którymi żyję i jeszcze intensywniej słuchać ludzi i pomagać zgrać się tym głosom i towarzyszyć ludziom. 

bp Szymon Stułkowski

Fot. Flickr/EpiskopatNews

Niektórzy księża boją się „spoufalać” ze świeckimi. Można odnieść wrażenie, że jakoś nie mają pomysłu jak pogodzić bycie kimś bliskim z byciem kapłanem. A towarzyszenie komuś zakłada jakąś bliskość, tak mi się wydaję. 

To może być czasami jednorazowe spotkanie człowieka z kapłanem, gdzieś na jakimś wyjeździe, pielgrzymce. I jeśli kapłan, jeśli ja, jestem nastawiony na to, że słucham Pana Boga i tego człowieka to ja mogę mu nawet w jednorazowym spotkaniu jakoś dopomóc spotkać się z Bogiem. Ale może nie raz potrzeba czasu, żeby człowiek to odkrył, że warto, że chce. 

Myślę, że trochę naiwne byłoby pokazywanie takiej wersji duszpasterstwa, że wszyscy jesteśmy sobie bliscy, że wszyscy się znamy. No nie da się.  W małej wspólnocie to jest możliwe – tak bliżej się poznać.  

Może bardziej mówiłem nie o metodzie duszpasterzowania, ale możemy to nazwać duchowością kapłana.  

Kiedy rozmawiam na temat zaangażowania świeckich, słyszę, że nie jest z tym łatwo. Jestem przekonany, że w przypadku księdza dużo zależy od wizji Kościoła, którą on nosi w sobie. Od tego jakim ksiądz chce „być Kościołem”, od tego w jaki sposób widzi to jakiego Kościoła Pan Bóg pragnie dzisiaj, dla nas, tutaj, w tym miejscu.  

Jeśli mam pragnienie w sercu, że jesteśmy razem jako wspólnota, to doświadczamy żywego Kościoła. Mówiłem o tym na zakończenie Poznańskiej Pielgrzymki na Jasną Górę: doświadczyliście żywego Kościoła. Byliście ze sobą, modliliście się razem, jedliście razem, pracowaliście razem, cierpieliście razem, mieliście kapłana przewodnika, który wam celebrował Eucharystię, głosił słowo, karmiliście się Ciałem Pana Jezusa. To jest doświadczenie różnorodności w Kościele. Jeśli taki Kościół noszę w sercu, to będę chciał taki Kościół tworzyć tam, gdzie będę. Czy będę w seminarium czy będę w redakcji misyjne.pl, czy będę pracował jako katecheta czy w parafii. I dotyczy to i księży i świeckich, „bo do tanga trzeba dwojga”. 

Fot. archpoznan.pl

Księże biskupie, kogo jest trudniej formować – księży czy świeckich? Ma ksiądz biskup przecież to porównanie. 

A co ma pani na myśli mówiąc „księży”? 

W zasadzie mam na myśli kandydatów do kapłaństwa. 

To jeszcze nie są księża. To są ciągle świeccy. Dopiero diakon staje się duchownym… 

No tak. Racja. 

Przepraszam, że tak prowokacyjnie zapytałem, ale rzeczywiście często się to ludziom myli. Ale trzeba pamiętać, że kleryk nie jest duchownym. 

Duchownym staje się przez świecenia diakonatu. Jest to pierwszy stopień święceń. Więc, formując w seminariach duchownych w dużej mierze formujemy osoby świeckie, które odkrywają powołanie, że Pan Bóg ich wzywa, żeby byli duchownymi.  

Ale bardzo ważna jest i chyba wydaje mi się najważniejsza, poza seminaryjną formacją kleryków, stała formacja prezbiterów. Ja, kiedy zostałem rektorem seminarium i byłem nim 3 lata, odkryłem na podstawie ostatniego dokumentu z 2016 roku, który teraz jest przepracowywany na potrzeby Polski, że formacja seminaryjna jest formacją początkową. Jestem przekonany, że wielu i świeckich i duchownych myśli, że seminarium ma tak przygotować tego kandydata do święceń, że jak on będzie wyświęcony, to już do złotego jubileuszu kapłaństwa będzie działał. Wspierany oczywiście, formujący się dalej, dbający o swoją tożsamość, blisko  z Jezusem, z ludźmi. A dzięki temu dokumentowi teraz zrozumiałem, że jest inaczej. To jest tylko koniec formacji początkowej. I zaczyna się stała formacja prezbiterów i to jest bardzo ważne.  

Niezmiernie ważne jest to, żeby kapłan zrozumiał i zapragnął takiej formacji. Mam na myśli formację i duchową i intelektualną, w wymiarze pastoralnym, dogmatycznym. I to jest bardzo trudne, bo trzeba takie spotkania formacyjne robić tak, żeby każdego zadowolić. Chodzi o temat, sposób prezentacji tego tematu. Nie jest to łatwe i myślę, że jest to jedno z większych wyzwań jakie stoi przed Kościołem, nie tylko u nas. I powiem tutaj teraz moją prywatną teorię, ale gdyby taka stała formacja po święceniach była odpowiedzialnie i poważnie prowadzona wśród duchownych nie mielibyśmy tych wszystkich problemów związanych z grzechami kapłanów. Wszyscy jesteśmy grzeszni i każdy ma się za co uderzyć w swoją pierś. Gdzieś się coś wymknęło albo ktoś się wymknął ze sposobu oddziaływania albo nawet kontroli. Ponieważ biskup wizytując ma nie tylko umacniać braci w wierze, ale ma także kontrolować. Zobaczyć, czy ktoś pracuje dobrze czy nie, i zastanowić się dlaczego nie, dać narzędzia, pomysł, wesprzeć. 

Więc formacja jest za każdym razem inna. Inaczej formuje się księży, inaczej kandydatów do kapłaństwa, a inaczej świeckich. Ale niebezpieczeństwem jakie jest w świecie – mam nadzieję, że nam to nie grozi – jest tendencja klerykalizowania świeckich i laicyzowania duchownych. 

A tak naprawdę jesteśmy sobie wszyscy razem potrzebni we współpracy i ksiądz jest niezbędny w konfesjonale, przy ołtarzu, w czasie głoszenia Ewangelii, chociaż w pewnym wymiarze może to też zrobić człowiek świecki. Ale pozostałe przestrzenie oddziaływania to jest teren do zagospodarowania przez świeckich, zwłaszcza  działalność społeczna i polityczna. 

 

Zobacz także
Wasze komentarze