Mecz o honor czy honorowy mecz? O subtelnej różnicy

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Strach pomyśleć, co by było, gdyby remis dawał obu drużynom awans. Czy wtedy podobne „widowisko” oglądalibyśmy od pierwszej minuty? 

Od ostatniego gwizdka kończącego udział reprezentacji Polski na mundialu minęła już ponad doba, jednak mecz trwa nadal na ustach kibiców i komentatorów z całego świata. Przyczyną tego zamieszania są ostatnie minuty meczu, które przejdą do historii jako jeden ze smutniejszych momentów w historii polskiej piłki nożnej. Mowa oczywiście o wybitnie niesportowym zachowaniu japońskiej reprezentacji, do którego Polacy niestety również przyłożyli rękę. 

Mecz o honor 

W ostatnim meczu na mundialu Polacy grali już tylko „o honor”. W przeciwieństwie do Japończyków, którzy nadal mieli szansę na wyjście z grupy. Kiedy w równolegle rozgrywanym meczu Kolumbia strzeliła Senegalowi bramkę, przygrywający z nami 1:0 Japończycy znaleźli się w komfortowej sytuacji: w przypadku utrzymania ówczesnego wyniku o ich awansie zdecydować miała tzw. klasyfikacja fair play, czyli mniejsza liczba karnych kartek. Ponieważ Japończycy mieli ich mniej od reprezentacji Senegalu – wychodzili z grupy. Postanowili więc zrobić coś, na widok czego każdy samuraj nieraz przekręciłby się w grobie – postanowili dać za wygraną, nie atakować i wymieniać krótkie podania na swojej połowie. Bez ryzyka straty bramki, bez ryzyka odgwizdania faulu – no chyba, że przeciwnik zaatakuje, prawda? Szkopuł w tym, że polska reprezentacja nie zaatakowała i w konsekwencji ostatnie piętnaście minut meczu było jednym z najsmutniejszych widowisk sportowych, jakie w życiu widziałem. 

Ale co w tym złego? Przecież to takie miłe 

Można zapytać: co w tym złego? Przecież Japończycy nie muszą ryzykować, skoro wynik zapewnia im awans. Przecież Polaków pierwsza wygrana na mundialu również może satysfakcjonować – po co więc ryzykować utratę bramki? Równie dobrze można jednak zapytać: po co w ogóle jechać na mundial, skoro nie mamy woli walki i nie chcemy atakować rywali? Strach pomyśleć, co by było, gdyby remis dawał awans obu drużynom– czy wtedy podobne „widowisko” oglądalibyśmy od pierwszej minuty? Oliwy do tego ognia w dosłownie ostatnich minutach meczu dolał również selekcjoner polskiej reprezentacji Adam Nawałka, wołając do Kamila Grosickiego, by ten, symulując kontuzję, pozwolił dokonać nic nie znaczącej już zmiany. Zawodnik położył się na boisku, chwytając się za nogę, problem jednak w tym, że… w promieniu kilkunastu metrów nie było żadnego Japończyka. Jeśli tak ma wyglądać honor, to… 

…ja już wolę przegraną. 

Zwariowałem? W żadnym razie. Jestem przekonany, że kibice zamieniliby to zwycięstwo na obejrzenie prawdziwej woli walki w naszej reprezentacji. Dowodem na to mogą być kibice, którzy już w trakcie meczu zaczęli z niesmakiem opuszczać trybuny. Dlaczego? Może dlatego, że to przede wszystkim postawa, a nie wynik, świadczy o honorze. Sportowe zachowanie, wola walki – to jest to, co chcemy zobaczyć. Kiedy przez ostatnie osiem minut Japończycy wymieniają dokładnie 118 podań, a Polacy próbują RAZ przejąć piłkę, to ani o jednym, ani o drugim nie może być mowy. 

Mecz o honor czy honorowy mecz? O subtelnej różnicy
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze