fot. UNAMID Photo/flickr.com

Sudan Południowy: kraj, w którym XXI wiek miesza się z neolitem

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

O szacunku bandytów do habitu, o nadziei na zmiany i o tym, co w ogóle robią franciszkanie w Sudanie Południowym z o. Bonawenturą Wierzejewskim, bernardynem posługującym w tym kraju, rozmawia Aleksander Barszczewski.

 

Sudan to najmłodsze państwo świata. Skąd wzięli się tam franciszkanie? 

To właśnie franciszkanie w połowie XIX w. ochrzcili Nilotów. Przyszli najprawdopodobniej ze strony Etiopii, ochrzcili tubylców i umarli na malarię. Dopiero po kilku latach, wraz z osadnictwem brytyjskim przyszli misjonarze kombonianie. Z założonego przez Anglików fortu w Dżubie, dzisiejszej stolicy Sudanu Południowego, zaopatrzeni już w chininę rozpoczęli ewangelizację całego regionu. Potem od południa przyszli misjonarze anglikańscy i do dziś wyznanie anglikańskie jest najmocniejsze ze wszystkich.

 

Zdjęcie: o. Bonawentura Wierzejewski, fot. kalwaria.eu

 Mówi się też, że Sudan Południowy to jedno z najbiedniejszych państw świata. 

Niloci kochają wojnę i konflikty. Przez setki lat, żyjąc obok siebie, kradli sobie nawzajem bydło, mężczyźni się bili, od czasu do czasu nawet kogoś zabito. Przyszedł jednak XX w. z dobrodziejstwem karabinów i ci ludzie z mentalnością neolityczną, którym wręczono maszyny do zabijania, zaczęli się bezlitośnie mordować. Liczba ofiar zaczęła rosnąć, a ludzie się nienawidzić. W latach pięćdziesiątych Brytyjczycy umyli ręce i wycofali się ze swoich kolonii. Ziemie Nilotów stały się łakomym kąskiem dla Arabów, którzy zaczęli je najeżdżać. Na jakieś 50 lat plemiona Nilotów się zjednoczyły i rozpoczęła się wojna, w której zginęło wiele milionów ludzi. Wszyscy myśleli, że to konflikt religijny, dopóki w 2011 r. oficjalnie nie ogłoszono, że znajdują się tam bogate złoża ropy. Oczywiście ci, którzy mieli wiedzieć, to wiedzieli i je eksploatowali. Po ogłoszeniu rozejmu z Arabami odżyły stłumione stare waśnie i mordowanie zaczęło się na nowo – tym razem znowu między Nilotami. Plemię Dinka wygrało i trzyma się u władzy, a Nuerowie zamknięci zostali w wielkich obozach. Do tego wszystkiego dochodzi ONZ, która weszła, rozdzieliła walczących i stoi nie próbując zażegnać żadnego z konfliktów. 

Jak to wygląda dziś? 

Panuje tam niesamowity wręcz bałagan. Kraj utrzymuje się właściwie jedynie dzięki trzem czynnikom: Kościołowi katolickiemu, Kościołowi episkopalnemu i tradycyjnym strukturom plemiennym. Poza tym jest to prawdziwa ruina. Nie ma poczty, kanalizacji, banki kradną pieniądze. Asfaltu jest tylko tyle, żeby elita mogła pojeździć swoimi najnowszymi samochodami. Wiek XXI miesza się z neolitem: sieć komórkowa, marna bo marna, ale jest praktycznie wszędzie; z Facebooka korzysta większość młodzieży, która robi sobie zdjęcia na tle glinianych chatek. 

Zdjęcie: położenie Sudanu Południowego na mapie Afryki, fot. google.com

Na ludzkim nieszczęściu korzystają wybrani. Chińczycy przejęli całkowitą kontrolę nad uzdatnianiem wody – woda pitna pochodzi więc tylko od nich. Etiopczycy zdominowali rozwożenie tej wody.

To co robią tam franciszkanie? 

Sudan to nie jest kraj misyjny w ścisłym tego słowa znaczeniu, bo istnieją tam już lokalne struktury Kościoła. 

Przede wszystkim pomagamy tam dzieciom: mamy 150. dzieci, którym opłacamy szkołę, około 70 studentów, którym opłacamy tzw. uniwersytet, sierociniec. Pomagamy też w rezerwacie Nuerów. Około dwóch godzin każdego dnia spędzamy na pomocy medycznej, na zmienianiu opatrunków, przypominaniu dzieciom o braniu leków itd. 

Czyli misja franciszkanów to pomoc humanitarna? 

Może trochę też, ale zdecydowanie nie to jest naszym głównym celem. Tym ludziom brak nadziei i chęci do zmiany czegoś w życiu. Może to trochę wynikać z beznadziejnej sytuacji ekonomicznej i politycznej tego kraju. My w miejsce tej pustki dajemy im Jezusa. I przynosi to efekty. Praktykujących regularnie ludzi jest tam może około 20%, ale są to prawdziwi tytani działalności. Potrafią wchodzić do gabinetów ministerialnych, do koszar i mówić o Jezusie – po prostu żyją wiarą i to jest piękne. 

A jacy są ci ludzie? Bardzo się od nas różnią?

To zabawne, ale mają dużą potrzebę uporządkowania i takiej „biurokracji”. Kiedy organizują spotkanie zawsze mają spisany szczegółowy plan: spotkanie zaczyna się o 15, o 15:05 przemawia pierwsza osoba, o 15:30 druga osoba itd. Oczywiście spotkanie zaczyna się o 17, a przemawiają zupełnie inne osoby i o innych godzinach – ale ważne, że był plan z pieczątką.

 

fot. www.franciszkanie.net

 

Nie ma tam właściwie ateistów, wszyscy wierzą w Boga. Problem w tym, że wielu ludzi wierzy, że Bóg jest po prostu zły. To nie pomaga im w odzyskaniu tej chęci do zmiany. Ci jednak, którzy angażują się w Kościół, szczególną czcią otaczają Boże Miłosierdzie. Często opowiadamy im o siostrze Faustynie, o historii obrazu itd. Ta wiara podtrzymuje ich na duchu. 

W kraju jest też bardzo niebezpiecznie, co nocy ktoś ginie. Jeśli wybierasz się gdzieś na samotną wyprawę, to nie masz co liczyć na szczęście – możesz być całkowicie pewien, że zginiesz. Do habitu mają jednak szacunek. Zrozumiałem to wtedy, kiedy jechałem gdzieś motorem i wyskoczył na mnie człowiek z karabinem. Tydzień wcześniej zabił mojego parafianina i zabrał mu motor. Mnie chociaż nie zabił. Miał szacunek. 

Jest jakaś nadzieja na zmianę losu tych ludzi? 

W najbliższej perspektywie ja takiej możliwości zmian nie widzę. Jednak staramy się zmieniać życie tych ludzi nie przez zmianę ich sytuacji ekonomicznej i politycznej, ale przez danie im Jezusa i sakramentów. Jeśli będą żyć Jezusem to ich życie będzie inne – lepsze, niezależnie od ich sytuacji materialnej.

Sudan Południowy: kraj, w którym XXI wiek miesza się z neolitem
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze