Wybuch na Dębcu, czyli jak być chrześcijaninem w praktyce

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wybuch i zawalenie się części kamienicy, w której mieszkali, zabrały im dach nad głową, środki do życia, zdrowie, a niektórym nawet życie. Jest jednak inna strona tej tragedii, czyli świadectwo ludzi, którzy rzucili się do pomocy potrzebującym. 

W niedzielny poranek życie kilkudziesięciu niczego nie spodziewających się mieszkańców poznańskiego Dębca stanęło na głowie. Wybuch i zawalenie się części kamienicy, w której mieszkali, zabrały im dach nad głową, środki do życia, zdrowie, a niektórym nawet życie. Niedługo później okazało się, że wybuch powiązany był z brutalnym morderstwem kobiety, którą z zazdrości najprawdopodobniej zabił mąż, po czym odciął jej głowę. Tak zatrważającej tragedii Poznań nie pamięta od lat. 

Zdjęcia na wpół zawalonej kamienicy obiegają wszystkie media, nagłówki krzyczą do nas o możliwych seksualnych podtekstach dokonanego morderstwa. Mówiąc krótko, na wierzch wychodzą najciemniejsze strony ludzkiej natury oraz ogrom tragedii. Słuchając takich komunikatów ,ucieka nam jednak to, co naprawdę dzieje się na miejscu. 

Przykład 

Pierwsze wrażenie po dotarciu do kordonu policji zabezpieczającego miejsce katastrofy jest rzeczywiście dość szokujące. Kamienica (a raczej to, co z niej zostało) wygląda strasznie. Wystarczy jednak przejść się kawałek i porozmawiać z mieszkańcami, żeby spojrzeć na to z dystansem.

– Ogrom pomocy, którą otrzymaliśmy, jest nie do opisania. Zewsząd zgłaszają się ludzie, otrzymałem już kilka propozycji udostępnienia mieszkania dla rodziny i dla mnie, prezydent miasta wypłacił specjalny zasiłek dla każdej poszkodowanej osoby, miasto dało nam dach nad głową przynajmniej na dwa następne tygodnie. Zbiórki jedzenia i odzieży organizuje parafia i szkoła nr 84, niczego nam nie brakuje. Teraz boimy się już tylko o przyszłość – mówi mi Sebastian, jeden z poszkodowanych.

Po mieszkańcach kamienicy widać ogromne zmęczenie, ale i wdzięczność za dobro, którego doświadczyli od swoich sąsiadów. Za to, że nie zostali zostawieni sami sobie, że nie odwrócono się od nich w potrzebie. 

Zaangażowanie 

Krążąc po okolicy, trafiam do Szkoły Podstawowej nr 84 im. Tadeusza Kościuszki. Trwają lekcje, ale mimo tego przy wejściu stoją samochody dostawcze, kręcą się ludzie, rozpakowują paczki. Na drzwiach wisi kartka z napisem: „Bardzo prosimy nie przynosić już odzieży! Jest bardzo dużo! Dziękujemy!” Pani wicedyrektor Agata Pieczyńska-Bączyk zgadza się na rozmowę.

– Pomagamy, ile możemy, skalę zresztą pan widzi (śmiech), przede wszystkim jednak staramy się, by nie odbywało się to kosztem nauki. Dzieci pracują normalnie, a pomagają dodatkowo. To bardzo ważne, bo wśród nich są też uczniowie poszkodowani, a dla nich zachowanie tej normalności jest pomocne. Zapewniamy im stałą opiekę.

Wychodząc zamyślony ze szkoły, potykam się o worki z odzieżą. Dopiero teraz zauważam, że całkiem spory szkolny korytarz po prostu zapchany jest workami. „Teraz to tu jest porządek” – śmieje się pani wicedyrektor. 

Ewangelia w praktyce 

Im dłużej przechadzam się po dzielnicy, tym mniej zostaje we mnie przejęcia tym rozdmuchanym, medialnym skandalem obyczajowym. Dochodzę do wniosku, że to wcale nie jest opowieść o morderstwie i zawalonej kamienicy, ale o ludzkiej życzliwości i bezinteresowności, o której papież Franciszek mówi przecież, że jest bogactwem. O tym, jak każdy z nas powinien się zachowywać, kiedy drugą osobę spotyka krzywda. 

Na dworcu spotykam jeszcze raz roześmianych uczniów. Podpytani o powód, dla którego pomagają, wydają się zaskoczeni.

– Przecież to normalne, że się pomaga. To tak po chrześcijańsku, prawda?

Wybuch na Dębcu, czyli jak być chrześcijaninem w praktyce
6 (100%) 6 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze