Bruksela i Poznań. Dwa miasta i dwa państwa. To nie przeszkadza jednak w stawianiu ważnych pytań, które przekraczają granice, nie tylko te państwowe.

Siostra Agnieszka Eltmann ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii na co dzień wypełnia swoją misję w Belgii. Zofia Kędziora natomiast stara się rozmawiać ze wszystkimi ludźmi, którzy są ciekawi świata. Obydwie lubią dyskutować. Tym razem rozmawiają o dziennikarstwie.

Grafika: Józef Kędziora

Siostra Agnieszka Eltmann MChR: Czy Józef Mackiewicz pomylił się w swoim stwierdzeniu, że „tylko prawda jest ciekawa”? Z pewnością byłby bardzo zdziwiony nowym gatunkiem dziennikarskim, jakim jest „clickbait”. Idąc już do konkretu: dla mnie, jako – przyznam szczerze – dość sceptycznego odbiorcy, irytujący jest fakt rozbieżności między treścią tekstu a chwytliwym tytułem.  

Zofia Kędziora: Z jednej strony ma siostra rację: jednym z największych grzechów współczesnego dziennikarstwa jest po prostu wprowadzanie w błąd. Ale z drugiej strony nie dziwę się wielu redakcjom.  

AE: Dlaczego? 

ZK: Sama jestem dziennikarką i dopiero od jakiegoś czasu wchodząc w ten światek zaczęłam zauważać pewne powtarzające się schematy. Mackiewicz? Myślę, że w jakimś sensie miał rację. Choć prawda jest czasami oklepana, zbyt oczywista. Mało „klikalna”. 

AE: W najgłębszym sensie Mackiewicz oczywiście miał rację, jestem o tym przekonana. Ale dzisiaj bardzo trudno się do tej prawdy dokopać. Trzeba mieć naprawdę wyjątkową intuicję, by oddzielać ziarno od plew. Ziarno faktu, od plew niektórych opinii – mówiąc ściśle. 

ZK: Wydaję mi się, że problem polega na tym, co chcemy wiedzieć. Gorący news jest impulsem do dyskusji, ale nie tylko. Mówiąc, że prawda jest czasami zbyt oczywista, miałam na myśli to, że często nie chcemy znać prawdy, ona często nas obnaża. Bardzo podobało mi się to, co na ten temat powiedziała kiedyś Edyta Stein, święta, którą noszę w sercu bardzo głęboko. 

AE: „Kto szuka prawdy, szuka Boga…”  

ZK: Dokładnie. Bo Bóg jest prawdą. Nie mówię, że każdy dziennikarz ma wierzyć w Boga, by dobrze wykonywać swoją pracę, ale wydaję mi się, że od kiedy świat zatracił gdzieś Boga, zgubił prawdę i dostęp do niej. To chyba nawet brzmi kontrowersyjnie (śmiech). 

AE: Wcale nie… Głęboko wierzę w duchowe korzenie rzeczywistości. Dlatego bardzo podoba mi się definicja komunikacji jaką sformułował Benedykt XVI.  

ZK: To znaczy? 

AE: Jego zdaniem „sieci społecznościowe karmią się pragnieniami zakorzenionymi w sercu człowieka”, a podstawowym naszym pragnieniem jest budowanie relacji. W jednym ze swoich orędzi Papież nawet nie obawia się tego nazwać „udziałem w komunikatywnej i jednoczącej miłości Boga”. Jednocześnie mocno przestrzega przed kreowaniem „sztucznego profilu” w sieci.  

ZK: A zatem media społecznościowe mogą przybliżyć do Boga? 

AE: Raczej to, jak z nich korzystamy, zdradza nasze głębokie potrzeby. Jednocześnie najgłębszą z nich jest przecież pragnienie relacji z Bogiem. Bo – kończąc słowa wspomnianej św. Edyty – „kto szuka prawdy szuka Boga, choćby nawet o tym nie wiedział”. Media społecznościowe same w sobie są, jak większość narzędzi, obojętne. Klucz do decyzji moralnych złożony jest w sercu człowieka. Nie da się również jednak ukryć, że paradoksalnie dużo prościej wykreować „fake news” niż rozsiać plotkę w realu. Media cyfrowe w tym sensie są z pewnością obarczone dużo większym ryzykiem. Podobnie inny zasięg ma lokalna gazeta, a inny, nawet redagowany lokalnie, portal. Cyfryzacja zmieniła dziennikarstwo nie do poznania. 

ZK: Prawda to jedno. Druga rzecz to opinie. Chyba tutaj również zatraciliśmy sens dyskusji, nie uważa siostra? 

AE: Istnieją oczywiście także pozytywne skutki zachodzących zmian. Każdy z nas, jak nigdy dotąd, ma na wyciągnięcie ręki narzędzia wspierające rozwój pasji i talentów. Rozwój sieci web 2.0 sprawia, że dziś każdy może być redaktorem: tworzyć i samodzielnie publikować treści. Stąd tak gwałtowny rozwój blogosfery. Z drugiej strony idzie za tym zalew sieci prywatnymi, subiektywnymi opiniami wygłaszanymi bez ponoszenia konsekwencji. Właśnie dlatego coraz trudniej o fakty z pierwszej ręki. Podobno kiedyś standardy w tej dziedzinie wyznaczało BBC. Marzę o serwisie informacyjnym, w którejkolwiek już telewizji, który składałby się tylko z czystych faktów.  

ZK: Wydaję mi się, że to mało możliwe. Uważam, że „fake newsy” nie są tylko konsekwencją braku wiedzy, ale potężną bronią w ręku.  

AE: To oczywiste. Nie bez powodu media nazywa się czwartą władzą i nie bez przyczyny stosuje się w nich starą zasadę „dziel i rządź” – im więcej sprzecznych informacji tym trudniej się połapać, a łatwiej manipulować.  

ZK: Ale z drugiej strony mamy coraz większą świadomość tego wszystkiego, co nas otacza i wlewa się powiadomieniami w nasze telefony. 

AE: Pytanie, czy ten fakt działa na naszą korzyść? Tu trzeba wielkiej mądrości. I wielkiego radykalizmu. Czy naprawdę trzeba sobie fundować każdą informację? Są miejsca, w które z zasady nie zaglądam. Myślę, że warto promować świadome korzystanie z Internetu. Już od podstawówki. I to jest lepszy pomysł na lekcje informatyki. Dzieciaki lepiej sobie radzą z techniką niż my. Jaki jest Twój sposób na lawinę informacji? 

ZK: Z jednej strony to radykalizm, a z drugiej modlitwa. Człowiek z sam siebie czasami nie może dotrzeć do prawdy, Zły często mu w tym przeszkadza. 

AE: Relacja z Jezusem i głębokie życie wewnętrzne na dnie serca – to jest najlepszy kompas. Na nasze, ale chyba na każde czasy.  

ZK: Wciąż się tego uczymy, ale Bóg nam pomaga. Pomodlimy się na zakończenie, siostro? 

AE: Koniecznie! 

Zobacz pozostałe #PytaniaPonadGranicami

#1 Pytania Ponad Granicami: o dziennikarstwie
5.71 (95.1%) 17 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.