W Polsce ogromne siły pochłania katechizacja dzieci, a katecheza nie pomoże, jeśli w domu ten przekaz nie zostanie wzmocniony. To się nie uda się bez aktywnego udziału świeckich – powiedział nowo mianowany biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński.

W piątek papież Franciszek przyjął rezygnację biskupa warszawsko-praskiego abp. Henryka Hosera, który skończył 75 lat i przeszedł na emeryturę. Następcą abp. Hosera został bp Romuald Kamiński, którego ingres do katedry jest planowany na 20 stycznia 2018 r.

Jak ksiądz biskup zareagował na wiadomość o nominacji?

Bp Romuald Kamiński: Byłem bardzo zaskoczony. Wydawało mi się, że mnie już nic z posad nie ruszy. Ale nie umiałem odmówić. Pozytywne natomiast było to, że miałem wrócić do diecezji, w której powstawaniu miałem czynny udział, praktycznie od pierwszej godziny, w tworzeniu struktur, duszpasterstwa, urzędów. Bo kiedy powstawała diecezja warszawsko-praska, zostałem jej pierwszym kanclerzem, a kanclerz ma dostęp do wszystkich informacji, zadań i programów, bierze udział w większości spraw. Rzadko komu jest dane, że wraca do środowiska znanego i co do struktury, i co do personaliów. To przeważyło, że się aż tak mocno nie broniłem. Poza tym, przez dziewięć lat byłem duszpasterzem prymasa Polski kard. Józefa Glempa, a wcześniej wikariuszem na terenie diecezji warszawsko-praskiej. To wszystko razem dało mi naprawdę pełny ogląd sytuacji.

Jakie zadania związane z nową diecezją widzi ksiądz przed sobą?

Na pewno nie chcę tu przeprowadzać jakiejś rewolucji. To będzie raczej nadbudowa. Cały swój wysiłek chcę położyć na duszpasterstwo. Po pierwsze, chcę docenić duszpasterstwo parafialne, bo to jest fundament. Dopiero dobrze ukształtowane duszpasterstwo parafialne jest zdolne wygenerować tzw. duszpasterstwa specjalistyczne. I tutaj na pierwszym miejscu stawiałbym duszpasterstwo małżeństw i rodzin, ponieważ rodzina to pierwsza komórka, od której wszystko się rodzi w życiu społecznym. Dzieci i młodzież dzisiaj wymagają szczególnej pieczy, ale to musi być powiązane z rodziną, ze szkołą, ze środowiskiem, w którym dziecko wzrasta.

W Polsce ogromne siły są pożytkowane na katechizację dzieci. Zastanawiam się, czy to właściwy kierunek. Sama katecheza, choćby najwspanialsza, niewiele pomoże, jeśli dziecko wróci po niej do domu, gdzie ten przekaz nie zostanie wzmocniony, pogłębiony. Trzeba spojrzeć na to komplementarnie. A to wszystko nie uda się bez aktywnego udziału ludzi świeckich.

Abp Hoser powiedział ostatnio, że aktywizacja świeckich jest najważniejszym zadaniem Kościoła. Jak ksiądz widzi swoją rolę w tej dziedzinie?

To jest rzecz absolutnie podstawowa. Mamy w diecezji tyle zadań, duchowni sami tego nie zrobią. Raz, że to przekracza ich możliwości. Poza tym w niektórych działaniach to przekracza kompetencje duchownych. Bo praca w parafii to nie tylko wykładanie katechizmu czy posługa sakramentalna, ale dzisiaj praca w parafii to wielkie bogactwo wydarzeń i zagadnień. Tu potrzeba wielu dobrze przygotowanych i oddanych sprawie ludzi. Trzeba sobie zadać pytanie, czy w diecezji dobrze działa duszpasterstwo ludzi świeckich, czy księża mają dobre relacje ze świeckimi, czy świeccy są zaangażowani w sprawy kościelne.

Porównałbym świeckich do śpiącego mocarza – mnie chodzi o obudzenie go. Żeby świeccy, którzy są w Kościele, zrozumieli swoją niezwykłą siłę i żeby z odbiorców stali się współtwórcami Królestwa Bożego. Bez tego daleko nie zajdziemy. My, księża, musimy tych ludzi formować, a potem przekazywać im zadania. W ten sposób uruchamia się ogromną rzeszę ludzi, którzy mogą dokonać wielu dzieł.

W 2016 r. otrzymał ksiądz biskup tytuł „Człowieka dialogu”, a w Konferencji Episkopatu Polski był delegatem ds. Dialogu Katolików i Muzułmanów. Jaki ma ksiądz pomysł na dialog z wyznawcami islamu?

Zagadnienie dialogu jest bardzo ważne dla całego Kościoła, choć nie przeceniałbym mojej roli w tym względzie. Wspólnota muzułmańska w Polsce jest stosunkowo niewielka. Nie borykamy się z problemami, które dotykają w tej chwili chociażby Francję czy Niemcy. W Polsce dodatkowo wspólnota muzułmańska dzieli się na potomków polskich Tatarów – to są w gruncie rzeczy Polacy wyznający islam, którzy są zakorzenieni w naszej tradycji i kulturze, i dla których chrześcijaństwo jest czymś znanym i bliskim – i na muzułmanów zrzeszonych w Lidze Muzułmańskiej, czyli przybyszów z Bliskiego Wschodu. Myślę, że przez 10 lat, kiedy byłem delegatem ds. Dialogu Katolików i Muzułmanów, udało się prowadzić ten dialog owocnie. Sądzę, że taki dialog najłatwiej prowadzić przez pozyskiwanie ludzi do wspólnych spraw. Oczywiście, oni pozostaną przy swojej religii, przy swojej kulturze i zasadach, a my przy swoich, ale przecież możemy się spotkać i zrobić wspólnie coś dobrego. Warto wychodzić z takim zaproszeniem, bo robiąc coś razem poznajemy się, a z tego złych owoców na pewno nie będzie.

W diecezji warszawsko-praskiej co roku odbywały się rekolekcje „Jezus na stadionie”. Czy nadal będą organizowane?

Wszystko, co będzie autentyczną potrzebą chwili i będzie przynosiło pożytek duchowy i duszpasterski, będzie kontynuowane. Spotkałem się z organizatorami i jeśli zajdzie taka potrzeba, to nie widzę przeszkód. Z tym że te rekolekcje to wydarzenie, które jest organizowane na naszym terenie z racji tego, że tu się znajduje Stadion Narodowy, a nie dlatego, że jest to część naszego programu diecezjalnego.

Oceń ten artykuł


źródło: PAP

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.