Niektórzy nazywają ją ślepym losem, fatum, fortuną, zrządzeniem losu bądź przypadkiem. Ludzie wierzący – Bożą Opatrznością.  

Boża Opatrzność jest wyrazem mądrości i dobroci Stwórcy. To opieka, jaką Bóg roztacza nad światem jako całością oraz nad każdym z nas z osobna. Jednak Opatrzność oznacza również przewidywanie. Bóg, jako wszechwiedzący, kochający Ojciec wie, co czeka nas w przyszłości. Nam Opatrzność nie zawsze kojarzy się z przyszłością, bo raczej skupiamy się na teraźniejszości i jej zdarzeniach, niż ich następstwach. Jesteśmy je w stanie dostrzec dopiero z perspektywy czasu.   

Recepta na zbawienie 

Opatrzność ma doprowadzić nas do zbawienia. I pomyślicie pewnie, że wszystko się zgadza, gdy czynimy dobro, czyli to, co jest pożyteczne, wartościowe, zgodne z nakazami etycznymi i religijnymi. Ale co z tymi, którzy wyrządzają zło i żyją wbrew Bożym przykazaniom? Nie zapominajmy, że zło jest wynikiem grzechu, którego się dopuszczamy. Grzechem jest świadomy i dobrowolny czyn, myśl lub wypowiedź, zrywająca nasze przymierze z Bogiem i oddalająca nas od Niego. To my podejmujemy decyzję, co zrobić ze swoim życiem. Mamy przecież wolną wolę, czyli możliwość wyboru pomiędzy dobrem a złem, która – nawiasem mówiąc – nie stoi w sprzeczności z Opatrznością. Dlatego nawet gdy popełnimy grzech, Bóg nam go wybacza. Jeżeli pogubimy się na swoich ścieżkach i zbłądzimy, np. wyrządzając komuś krzywdę, kłamiąc albo prowadząc niezgodne z Bożą nauką życie, Opatrzność i tak działa. Bóg nie pozwala, abyśmy ostatecznie zatracili się w złu czy cierpieniach. Przecież zesłał swojego Syna, aby odkupił nasze winy. 

Ludzie i anioły – „narzędzia” Boga 

Boża opieka objawia się na różne sposoby. Nie muszą to być jakieś spektakularne zdarzenia, choć oczywiście mogą. Wówczas zazwyczaj Bóg działa bezpośrednio. Może to być uratowanie z wypadku czy uleczenie z poważnej choroby. Jednak w zwyczajnym życiu Boża opieka nad nami wyraża się poprzez anioły bądź np. osoby, które spotykamy na swojej drodze, gdy akurat potrzebujemy konkretnego wsparcia albo wskazówki. Odnosi się to również do poznawania nowych przyjaciół czy nawet współmałżonka. Zgodnie z Bożym zamysłem, każde spotkanie w naszym życiu nie jest przypadkowe, bezcelowe, a jego skutki możemy dostrzec bardzo szybko lub w dalszej przyszłości. Nie umiejąc przewidywać zdarzeń, sami nie jesteśmy w stanie stwierdzić, kiedy i jak będziemy mogli służyć poznanej osobie – lub ona nam – pomocą. Troska Stwórcy o nas odzwierciedla się także w sytuacjach, w których uczestniczymy. Wiele razy w ciągu życia jesteśmy postawieni przed różnego rodzaju wyborami. Część z nich to poważne decyzje, takie jak wybór kierunku studiów, uczelni, miejsca pracy. Mamy wtedy do wyboru zazwyczaj co najmniej kilka opcji, a przecież decydujemy się na jedną. Sporo osób uważa, że w wyborze tego a nie innego wariantu, pomaga sam Bóg. Inni twierdzą, że w wyniku działań Stwórcy znaleźli się we wspólnocie religijnej bądź zaczęli na większą skalę angażować się w pomoc drugiemu człowiekowi.  

Pewien kameruński ksiądz, Rene Franck Apatto jest przekonany, że swoje powołanie zawdzięcza opiece Boga. Urodzony w małej wiosce, doświadczył różnych trudów życia. Jego rodzice – prezbiterianie – rozwiedli się, gdy miał sześć lat. Chłopiec zamieszkał z ojcem i jego nową żoną, katoliczką. Jako że tata nie był praktykujący, religijnym wychowaniem chłopca nie miał się kto zająć. Pozostał mu Nowy Testament, który czytywał. Jednak do katolicyzmu było mu bardzo daleko. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy młodzieniec przygotowywał się do szkolnych egzaminów wraz z grupą katolickich kolegów. Jedynym dogodnym miejscem do nauki był ich parafialny kościół, w którym znajdowały się dwa stoły. Chcąc dotrzeć na miejsce, chłopak musiał za każdym razem przechodzić obok otwartej kaplicy. Pewnego razu zobaczył żarliwie modlącego się w niej człowieka. Ten widok go poruszył. Później okazało się, że ten mężczyzna to seminarzysta. Gdy chłopcy uczyli się, student stanął kiedyś w drzwiach, przywitał się i zaproponował, aby młodzi ludzie za każdym razem powierzali sprawy nauki Bogu. O dziwo, żaden z grupy katolików nie skorzystał z rady. Na sugestię odpowiedział jedynie prezbiterianin. Rene modlił się po dwie godziny dziennie razem z seminarzystą, a, jak twierdzi, nie uciekł tylko z powodu dobrego wychowania. Po pewnym czasie od współtowarzysza modlitwy otrzymał Katechizm Kościoła Katolickiego. Prawdziwa wiara i oddanie seminarzysty, z jakim służył Bogu, wywarły na młodym człowieku tak duże wrażenie, że postanowił zmienić wyznanie na katolickie oraz zostać duchownym. Nie spotkało się to z aprobatą jego ojca, który odmówił płacenia za studia syna. Ten jednak wstąpił do seminarium, a ponieważ uznał, że człowiek z natury potrafi zawodzić, jedynym wzorem dla niego stał się Bóg. Studiowanie w seminarium nie było proste, gdyż za wszystko musiał płacić sam. Nie miał wystarczającej sumy, więc rozważał nawet rezygnację. Jednak w ramach praktyk trafił do parafii zamieszkiwanej przez siostry pasjonistki, prowadzące Stowarzyszenie Maitri. Gdy Rene martwił się brakiem pieniędzy na edukację, okazało się, że za pośrednictwem stowarzyszenia chce się nim zająć małżeństwo z Polski. Od razu wiedział, że ci ludzie zostali zesłani przez Boga, aby mógł kontynuować swą misję głoszenia Jego Słowa. Dzięki corocznej, finansowej pomocy Polaków duchowny studiuje także filozofię. 

Obowiązki ufającego Bogu chrześcijanina 

Wiara w Opatrzność wcale nie jest wyrazem nieradzenia sobie z własnym życiem czy brakiem woli wzięcia odpowiedzialności za swój los, jak twierdzą często niewierzący w nią ludzie. Przeciwnie. Nasza wiara w opiekę Bożą nie zwalnia nas w żadnym wypadku z tej odpowiedzialności. Nie możemy pozostać bierni i czekać na to, co ześle Bóg. Jeśli np. student w ogóle nie przygotuje się do egzaminu, ufając wyłącznie Bożej opiece w tym zakresie, to niestety mało prawdopodobne jest, że go zda. Podobnie wygląda, powiedzmy, kwestia samorozwoju. Gdy chcemy szlifować swoje talenty, rozpoczynać nowe przedsięwzięcia, to zawsze my musimy zrobić ten pierwszy krok. Mamy obowiązek sami budować naszą drogę oraz otaczającą nas rzeczywistość, równocześnie będąc otwartymi na współpracę z Bogiem na co dzień. Bóg pomaga nam w tym, abyśmy nie zboczyli z właściwej, najlepszej dla nas drogi. Zaufanie woli Bożej wcale nie jest jakimś dawnym zabobonem, jak zarzucają niewierzący. Dopiero wtedy, gdy uwierzymy, że wszystko, co nas spotyka, jest wyrazem głębokiego zamysłu Bożego, wynikającego z Jego miłości – wówczas jesteśmy w stanie dostrzec prawdziwy sens i cel naszego życia. Dla każdego może być on odmienny, ale każdy może odnaleźć własne życiowe powołanie. Oczywiście – uwierzenie w Bożą Opatrzność nie sprawi, że będziemy szli zawsze prostą drogą, lecz wiara ta pomoże w pokonaniu trudności oraz znalezieniu rozwiązania wielu problemów. Często przecież zdarza się tak, że jakieś wydarzenie przerasta nas jako ludzi, a nagle, na pozór nie wiadomo skąd, pojawia się rozwiązanie. Musimy tylko pozwolić Bogu działać w naszym życiu i zdać sobie sprawę z tego, że z każdego, początkowo nawet bolesnego zdarzenia, ostatecznie płynie dla nas dobro czy nauka. A czy Bóg działa też w Waszym życiu? Może warto się nad tym pochylić. 

Co widzi Bóg? 
6 (100%) 2 ocen.


źródło: Magdalena Michalak

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.