„Skruszona Czarna Brama, i Król wasz przekroczył ją, i jest Zwycięzcą!” – czytamy w „Pieśni Orła” autorstwa – jak można się łatwo domyślić – Johna Ronalda Reuela Tolkiena. 

Kto z nas nie zaczytywał się we „Władcy Pierścieni” czy „Opowieściach z Narni”? Te pozycje to moje dzieciństwo, choć nie zdołałam przeczytać dokładnie całej serii. Jeśli uznać natomiast, że tylko dzieci zachwycają się tymi powieściami – wygląda na to, że wciąż jestem dzieckiem.  

Tęsknota za Bogiem 

Wielu ludzi twierdzi, że powieści CS. Lewisa i JRR. Tolkiena (a także O. Barfielda czy wielu innych pisarzy – członków klubu Inklingów) są zbyt infantylne, by dorosły człowiek mógł się nimi zachwycać, głównie ze względu na pewną prostotę całej historii. A jednak nie znalazłam innych pozycji (prozy czy poezji), która w tak wielowymiarowy sposób tłumaczyłaby, czym jest wiara i wewnętrzna tęsknota za Bogiem. Sam Tolkien wiele razy powtarzał, że mit i baśń wcale nie muszą być nieprawdziwe. Wręcz odwrotnie – twierdził, że baśń jest dobra tylko wtedy, gdy wywołuje w czytelniku łzy radości. W swoich opowieściach parafrazował cytaty z Ewangelii, a nawet nie stronił od tematyki eschatologicznej. 

Droga Bilbo i Frodo 

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać o tym, że wiele dzieł tych powieściopisarzy to dzisiaj klasyki literatury chrześcijańskiej. Wyłączając już baśnie – można wspomnieć chociażby o „Póki mamy twarze” Lewisa, czy wierszach Tolkiena i wielu jego książkach, jeszcze nie przetłumaczonych na język polski. Co jednak ciekawe, twórczość Tolkiena należy do ulubionych pozycji literackich papieża Franciszka. W jednym z kazań wygłoszonych w czasach, gdy był jeszcze kardynałem, czytamy: 

W literaturze współczesnej Bilbo i Frodo Tolkiena są obrazem człowieka powołanego do wyruszenia w drogę. Jego bohaterowie w trakcie wędrówki poznają i wcielają w życie dramat wyboru między dobrem a złem. Ale to jest walka – dodaje – w której nie brak wymiaru pocieszenia i nadziei. Człowiek w drodze – wyjaśnia – ma w sobie samym wymiar nadziei. 

Fot. silenzioinsala.com

Zaginiony świat 

Fantastyka, którą stworzył zarówno Lewis, jak i Tolkien jest rozbudowana i wielowątkowa. W „Trylogii kosmicznej” Lewisa znajdziemy nawiązania do raju Adama i Ewy, a w wierszach Tolkiena metafizykę elfów, radość Hobbitów i ciemność Mordoru. Choć można powiedzieć, że świat, który stworzyli, nigdy nie istniał, odwołuje się od jednak do wartości, których w dzisiejszym świecie prawie już nie ma – cnoty takie jak męstwo czy wierność. Sam Tolkien kiedyś powiedział w swoich „Listach”: 

Narodziliśmy się w mrocznym okresie przeznaczonego (nam) czasu. Istnieje jednak ta pociecha: inaczej nie poznalibyśmy albo nie kochalibyśmy tak bardzo tego, co kochamy. Pewnie ryba wyjęta z wody jest jedyną rybą, która domyśla się istnienia wody. 

Najwspanialsza baśń 

W powieściach Tolkiena (a pewnie również wielu innych) można zauważyć pewną prawidłowość, o której zresztą autor mówił otwarcie. Podczas wielowiekowej walki sił dobra i zła nadchodzi moment ciemności i smutku, tak jakby cała opowieść miała skończyć się przegraną prawych i szlachetnych bohaterów. A jednak w momencie, gdy wydawać by się mogło, że nie ma nadziei na szczęśliwe zakończenie, nadchodzi moment prawdy i „nieoczekiwanej łaski”. Tolkien pisał w „Listach”: 

Natura człowieka, spętana materialnym łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa nagłą ulgę, jakby wybita kończyna nagle wskoczyła na swoje miejsce. Dostrzega ona, że tak właśnie toczą się sprawy w Wielkim Świecie, dla którego została stworzona nasza natura (…). Zmartwychwstanie było najwspanialszą z możliwych eukatastrofą w najwspanialszej Baśni – wzbudza ono to najważniejsze uczucie: chrześcijańską radość wywołującą łzy, ponieważ jest ona w swej istocie tak podobna do smutku, jako że pochodzi z miejsc, gdzie Radość i Smutek stanowią jedno pogodzone ze sobą, tak jak samolubstwo i altruizm giną w Miłości. 

Dla mnie jako osoby, która stara się wciąż poddawać formacji wiary, powieści takich autorów – choć niektóre mogą wydawać się naiwne – powodują, że wiara ta wzrasta i ma przestrzeń do tego, by dojrzewać. Znaczenie kerygmatu, a więc głoszenia sensu Zmartwychwstania, ma przecież wiele wymiarów i nie ogranicza się do żadnego z nich.  

Na zdjęciu wyróżniającym John Ronald Reuel Tolkien w swoim gabinecie, fot. Facebook

Eukatastrofa, czyli o najlepszym happy endzie
6 (100%) 3 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.