Okres wielkanocny w Kościele, czyli dni pomiędzy porankiem Wielkanocnym a Zesłaniem Ducha Świętego, jest czasem, w którym każdy katolik jest zobowiązany do przyjmowania Komunii świętej.  

Trzecie przykazanie kościelne („Każdy wierny jest zobowiązany przynajmniej raz w roku na Wielkanoc przyjąć Komunię św.”) określa minimum w przyjmowaniu Ciała i Krwi Pańskiej w związku ze świętami wielkanocnymi, które są źródłem i centrum liturgii chrześcijańskiej – czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego, nr 2042. Czego możemy się spodziewać po swoim życiu duchowym, jeśli na tym poprzestajemy? A może to raczej częsta spowiedź jest zagrożeniem duchowym? 

Będę pytać księdza Jacka Hadrysia, profesora, wykładowcę duchowości na Wydziale Teologicznym UAM, doświadczonego spowiednika i kierownika duchowego o różne aspekty tego sakramentu.  

Księże Jacku, Kościół mówi nam, że powinniśmy co najmniej raz w roku przyjąć Komunię św. Czy staniemy się w ten sposób mistrzami duchowymi? Czego możemy się spodziewać po swojej duchowej kondycji w takiej sytuacji? 

Wyobraźmy sobie matkę, która usilnie zabiega o to, żeby jej dziecko, pochłonięte bez reszty własnymi sprawami, przynajmniej raz w roku zajrzało do domu rodzinnego i odnowiło albo odbudowało więzi łączące je z ojcem, braćmi i siostrami. Tak samo Kościół, przez wprowadzenie obowiązku dorocznej spowiedzi, wyraża troskę o naszą relację z Bogiem, a dokładniej mówiąc: o minimum naszej relacji z Nim. Nie oszukujmy się, jeśli komuś wystarcza to nakazane „raz w roku”, to raczej nie należy on do klubu zdobywców szczytów chrześcijaństwa. 

Zatem jak często należy się spowiadać, by przynajmniej na te mniej wymagające szczyty chrześcijaństwa się wdrapać? 

Jeśli tylko popełnimy grzech śmiertelny, czyli całkowicie zerwiemy łączącą nas z Bogiem więź, to natychmiast – bez zwlekania i ociągania – powinniśmy pognać do sakramentu pokuty i pojednania. Warto samemu praktykować oraz promować wśród najbliższych regularną spowiedź, na przykład comiesięczną przy okazji pierwszych piątków miesiąca albo nawet jeszcze częstszą. W tej kwestii najlepiej osobiście poradzić się jakiegoś księdza, ponieważ będzie mógł rozeznać, co jest najlepsze w naszej indywidualnej sytuacji. 

Czyli na pewno należy iść do spowiedzi po grzechu śmiertelnym. Ale co jeśli tych grzechów śmiertelnych za często nie popełniam? 

Częste i regularne korzystanie z sakramentu pokuty przywraca albo pogłębia nasza przyjaźń z Bogiem. Dzięki temu On staje się punktem odniesienia wśród nawału atrakcyjnie opakowanego zła. W spowiedzi otwieramy się na Boga, a wtedy On niejako automatycznie kształtuje w nas większą zdolność do wsłuchiwania się w Jego wolę. Zaczynamy konsultować z Nim swoje życie.  

Sakrament pojednania to dotykanie przeogromnej miłości, a ten, kto jej doświadcza, zaczyna ją rozdawać. I wszyscy wokół niego na tym zyskują. On sam także! 

Możemy to wszystko podsumować jednym zdaniem: częsta i regularna spowiedź daje siły i odpowiednie „wyposażenie” do tego, by rzeczywiście być solą ziemi i światłem świata. 

No dobrze, ale czy częsta spowiedź nie niesie ze sobą zagrożenia rutyną? 

Na pewno grozi nam rutyna. Kiedy coś jest dla mnie chlebem powszednim, łatwo przywyknąć do jego smaku. W przypadku spowiedzi powinniśmy wciąż czuwać nad tym, żeby nie umknęła nam jej istota – spotkanie z Żywym Bogiem, który pragnie obdarować nas Swoim przebaczeniem. A skoro mówimy o spotkaniu, to przecież nie ma dwóch takich samych, każde jest inne niż poprzednie…

Jakie niebezpieczeństwo jest w częstej spowiedzi? Pytamy eksperta
6 (100%) 6 ocen.


Tagi

spowiedź

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.