Jak by nie patrzeć, misje to codzienna praca. Czasem bardzo prosta, a czasem bardzo trudna do wykonania, szczególnie jeśli dopiero rozwijamy znajomość języka i inne umiejętności. Co zrobić, by wiedzieć co robić czyli o przygotowaniu do obowiązków. 

Na misje wyjeżdżają pedagodzy, architekci, lekarze, fizjoterapeuci, filolodzy, mechanicy, informatycy i wielu innych, których wykształcenie być może nie idzie w parze z pracą, do której zostaną posłani. Nie ma w tym ani błędu, ani przypadkowości – bo osoby wierzące, które decydują się na wyjazd, kierują się głosem powołania, które pochodzi od Pana Boga. Bez względu na to, jak dobrze znasz się na danej dziedzinie czy rodzaju pracy, dobrze jest być przygotowanym, czyli odpowiedzialnym za osoby, dla których będzie się pracować.  

Od czego zacząć? 

Kiedy zapada decyzja o miejscu i rodzaju pracy, warto skontaktować się z osobami już doświadczonymi. Być może jest ktoś w twoim otoczeniu, kto był w danym miejscu i wykonywał te same obowiązki? Kto pyta nie błądzi – a wolontariusze czy misjonarze bardzo lubią opowiadać o swoich doświadczeniach, dlatego warto z tego korzystać. Ważna jest również ocena swoich umiejętności. Uczestnictwo w różnych szkoleniach czy warsztatach przed wyjazdem jest dobrym pomysłem, szczególnie jeśli robimy to nie dla siebie, ale z troską i odpowiedzialnością za przyszłych podopiecznych, którym ma to przynieść dobro.  

Klaudia pracowała jako animator i wychowawca w czasie obozu wakacyjnego w Nigerii. O swoim przygotowaniu do wyjazdu mówi: – Najważniejsze to chyba oczyścić się z wszelkich ambicji ratowania innych i poświęcania się „w imię dobra”. Otworzyć się na współpracę i na swoją ograniczoność, ubóstwo i kruchość. W bierności trzeba zaakceptować pomysł Pana Boga na to powołanie i ucieszyć się nim. Na ten etap przygotowań do wyjazdu na misje warto zostawić kilka kilogramów w swojej walizce. Dlaczego? Bo można je wypełnić materiałami edukacyjnymi, pomocami naukowymi czy innymi akcesoriami, niezbędnymi do pracy, które nie są dostępne w danym kraju.  

I co dalej? 

Wyjazd na misje to kolejny krok w podejmowaniu powołania, które nie zawsze jest łatwe. Kasia wyjeżdżała do Boliwii i Peru, gdzie za każdym razem jej praca nieco różniła się od poprzedniej – choćby przez miejsce, ludzi, przełożonych. – Trzeba bardzo dużo pytać i nie zniechęcać się podczas pierwszych potknięć i kierowanych w naszą stronę uwag. Kluczem jest też obserwacja. Ważne jest, by dostrzec mądrość i bogactwo w społeczności lokalnej, od której można nauczyć się bardzo dużo. Taka otwartość pozwoli na wymianę pomysłów i doświadczeń, co prowadzi do prawdziwego partnerstwa i dobrych relacji. Dlaczego to takie ważne? Bo każdy wolontariusz pewnego dnia wyjedzie do innego miejsca lub wróci do domu. Miejscowi zostaną z przykładem dobrych praktyk, a przede wszystkim świadectwem bezinteresownej obecności dla drugiego człowieka – bez względu na wykonywaną pracę. 

Bo wykonywana praca nie jest i nie powinna być głównym celem obecności misjonarzy i wolontariuszy na misjach w różnych częściach świata. To tylko narzędzie, które służy do pokazywania wielkiej miłości Pana Boga do człowieka, który zamienia powołanie misyjne z niemożliwego w możliwe: w Afryce, Ameryce Południowej, Azji czy Europie. 

 

#GotowiNaMisję – Krok 4: praca 
6 (100%) 1 ocen.


źródło: Agnieszka Mazur

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze