Mówi się, że muzyka może przenieść w czasie i łączyć pokolenia. Koncert zespołu Vocal Varshe pokazał, że to niewyświechtane hasło, ale prawdziwa zasada rządząca muzyką. A dzięki temu to był koncert tak bardzo poruszający i wciągający. I piszę to ja, który na co dzień nie jest fanem żydowskiej, chasydzkiej muzyki.  

Najpierw zajrzyjmy do słownika – nigun to w hebrajskim nucona melodia. To specyficzny typ śpiewu grupowego. Pochodzi z tradycji, która zakazuje używania mowy podczas posiłków w czasie szabatu. Nakaz ten nie zwalnia jednak z radości przeżywanej przez cały szabas. Dlatego powstały rytmiczne melodie śpiewane bez użycia słów (na przykład o treści. tam ta ra tam tam, ta ra tam). Są śpiewanie do dziś. Twórcy nigunim czerpią inspiracje z lokalnych kultur i tradycji – można w nich odnaleźć melodie góralskie. Dają wdzięczne pole do improwizacji, dlatego w ostatnich latach tradycja tego śpiewu zaczyna być dostrzegana przez muzyków jazzowych.

Muzyka Vocal Varshe to żywiołowe, ale i pełne melancholii mistyczne pieśni chasydów. Sopran? Anna Woźnicka. Mezzosopran? Ogla Wądołowska. Tenor? Kuba Sitarski. I gość specjalny – Adeb Chamoun odpowiedzialny za instrumenty perkusyjne, ale też za wokal. To Syryjczyk – chrześcijanin, który w Polsce jest od 10 lat, a kilka dni temu dostał polskie obywatelstwo. Rozmowa z nim już jutro na naszym portalu.

Wracając do koncertu. Chasydyzm to konserwatywny nurt judaizmu. „Noc Nigunów” to projekt zainspirowany nieskrępowaną energią i głębokim mistycyzmem zawartym w pięknej, do bólu prawdziwej muzyce chasydów: sylabicznych pieśniach bez słów oraz ich tanecznej odmianie – rikudami. Określane są jako „schody do nieba” – specyficzna modlitwa, za pomocą której, w śpiewie i w tańcu, w euforycznym, transowym uniesieniu chasydzi docierają do Boga. Artyści wyjaśnili publiczności, że niguny to utwory, które wykonuje się tradycyjnie w piątek po przyjściu z synagogi. Najczęściej robią to mężczyźni przy stole, jeszcze przed kolacją. Nie przez przypadek to pieśni bez słów. To modlitwa, która ma wprowadzić w pewien trans, w bliską relację z Bogiem. Jedyne słowa, która słychać w tym śpiewie, to często „nananaj”, „lalalaj”. Każdy może śpiewać to, co mu w duszy gra. Ma bowiem koncentrować się na bliskości z Bogiem, nie na słowach.

Vocal Varshe i Adeb Chamoun intuicyjnie łącząc swoje muzyczne światy, osadzone w różnych religiach, doszli do wielu wspólnych mianowników. Powstała barwna opowieść, głęboko zakorzeniona w tradycji, a zarazem wyśpiewana i zagrana niesłychanie współcześnie. Stworzyli coś uniwersalnego, co choć bardzo mocno osadzone w kulturze i religii żydowskiej, to mogące połączyć ludzi innych wyznań. Pokazuje to już skład zespołu – Polacy i Syryjczyk, muzyka żydowska, która przecież łączy się z arabską. To zjawiskowy projekt wypełniony gęstymi emocjami, trudną historią, głęboką wiarą.

Zdjęcie: zespół Varshe Vocal, fot. materiały prasowe

Właśnie: emocje. Było ich wiele w czasie koncertu. Najpierw spokojne pieśni, które rozpoczynały szabas. Było też bardziej żywiołowo. Przez wiele lat w czasie modlitw w domu w czasie szabatu nie używano instrumentów. Wraz z powstaniem nurtu chasydzkiego (w XVIII w.) zaczęto używać instrumentów – po to, by przełamać obciążenie związane z historią. Wybijano rytm na stole, na krześle. To miało dać energię, by śpiew był silniejszy, pełniejszy. To chwila koncertu, gdy niguny są niezwykle energetyczne. Publiczność wybijała rytm nogami, niektórzy kołysali się na boki.

W pewnym momencie publiczność jakby zastygła. To chwila, gdy muzycy przywołali pieśni grane i skomponowane przez Żydów na terenie getta łódzkiego i wileńskiego. Słyszeć to kilka dni przed 75. rocznicą wybuchu w getcie warszawskim (koncert odbył się w ostatnią sobotę) – niesamowite przeżycie, możliwość przeniesienia się w czasie, niemal spotkania tamtych ludzi i poznania ich myśli, emocji. To między innymi „Kołysanka dla dzieci, których rodzice już nie żyją”. Śpiewane wtedy „lululu” mieszało w sobie pełnię miłością, ale i smutku i niepokoju.

Jak powiedział gospodarz miejsca – Promu Kultury na warszawskiej Saskiej Kępie – ten koncert to wydarzenie wyjątkowe, to symboliczny żółty żonkil. Żonkile, które w tym dniu przypinają sobie warszawiacy, to podróż w czasie – gest solidarności i pamięci o ofiarach Holokaustu. Z tą muzyką w głowie i w sercu nabiera to mistycznego i religijnego charakteru. Gdziekolwiek znajdziecie Vocal Varshe – warto ich spotkać i posłuchać. „To magiczna podróż do czasów, zdarzeń, których już nie ma i emocji, które i były, są i które – mamy nadzieję – będą zawsze” – mówią artyści. 

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.