Nie można umieć wszystkiego. A świat zachęca nas do zdobywania szczytów, przekraczania granic, poszerzania swoich umiejętności i kompetencji. „Zrób więcej”, „Stać cię na to”, „Sky is the limit” – krzyczą nagłówki gazet, hasła na bilbordach reklamowych i ci, którzy parają się tak zwanym coachingiem.  

Rozważając istotę daru umiejętności, można by tak pomyśleć. Przecież w końcu dzięki Duchowi Świętemu możemy być prawie wszechmogący. Bo przecież Jego Duch może dać nam moc nieograniczoną. Moglibyśmy się zwieść temu scenariuszowi. Dlaczego piszę „zwieść”? Byłaby to bowiem droga na manowce.

Mam bowiem wrażenie, że niektórzy żyją w manii wiecznego zdobywania szczytów, prześcigania się z innymi, zaliczania kolejnych punktów niczym na torze wyścigowym. A życie to nie zawody. Oczywiście – powiecie, że bez rozwoju, zaczyna się regres, że nie da się zrobić przerwy w kroczeniu naprzód i stanąć w miejscu, bo od razu wtedy człowiek zaczyna się cofać. Jednak… jeśli będziemy chcieli być dobrzy (najlepsi) we wszystkim, to nie będziemy dobrzy w niczym. Może to zaleci „korpo-mową”, ale uważam, że trzeba się w czymś specjalizować. Inaczej poniesiemy sromotną klęskę.

Ja na przykład wiem, że nie jestem i nie będę dobry w sportach zimowych – dlatego odpuszczam jazdę na nartach czy łyżwach. Ktoś powie: „tracisz wiele frajdy”, „omija cię coś niesamowitego”. Ja jednak wiem, że kocham bieganie, lubię długie rowerowe wycieczki i nie chcę w czasie jazdy na nartach nabawić się kontuzji, która pozbawi mnie tamtej radości i umiejętności. Jestem w tym dobry, Bóg – przez dar Ducha Świętego – dał mi tę umiejętność i chcę ją rozwijać. To sprawia, że jestem szczęśliwy, cieszę się z tego, co zostało mi dane. Inny przykład. Interesuję się systemami politycznymi i polityką. Może i chciałbym więcej czytać literatury, więcej korzystać z wyższej kultury, znać wszystkie nazwiska i tytuły, które znać „się powinno”. Robię to, na miarę możliwości, ale wiem, że nigdy nie będę w tym wystarczająco dobry, by móc z tej umiejętności zrobić konkretny użytek. Także dla innych, bo umiejętność nie jest tylko dla nas, ma też przysłużyć się innym. Mam za to pamięć do politycznych nazwisk i wydarzeń czy faktów nawet z odległej historii. Inni dodają, że mam też umiejętność zdobywania informacji, newsy ponoć się mnie imają (tu się uśmiecham). Dlaczego więc nie korzystać z tej umiejętności i nie szlifować jej jak podarowanego nam diamentu?

Każdy z nas jest inny – to oczywiście banał. I jednocześnie prawda. I każdy z nas ma inne umiejętności, nie powinniśmy próbować zdobywać wszystkich. Po pierwsze – nie dostrzeżemy tego, co u nas najbardziej oryginalne i najcenniejsze. Po drugie – na końcu prawdopodobnie będziemy zmęczeni i sfrustrowani – bo nie zrobimy tyle, ile byśmy chcieli.

W teologicznych rozważaniach na temat daru umiejętności przeczytać możemy, że przez dar umiejętności człowiek wie, że wszystko, co istnieje, ma swój sens i funkcję w historii zbawienia ludzkości, a dzięki temu rozpoznaje zależności wszystkich stworzeń od Boga. Dar umiejętności pozwala dostrzec w ich wewnętrznej logice i pięknie wdzięk samego Boga, który jest źródłem i sumą wszelkiego piękna. Dzięki temu człowiek – jeżeli jest uważnym obserwatorem – potrafi zająć właściwe miejsce pomiędzy stworzeniami a Stwórcą.

I to jest właśnie sedno sprawy. Gdy dostrzeżemy swoje umiejętności, uradujemy się nimi, odnajdziemy swoje miejsce w życiu, to będziemy jednocześnie spokojni i jednocześnie napełnieni energią do działania. Wtedy jest duża szansa, że nasza praca, nasze życie prywatne będą przepełnione pasjami. Zachwycimy się wtedy sami sobą, otaczającym nas światem i jego Autorem, a jednocześnie Autorem naszych umiejętności.

Przeczytaj pozostałe rozważania z cyklu #OdkrywamyDary!

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.