La Española – tak brzmi nazwa pierwszej wyspy kontynentu amerykańskiego, do której dotarł Krzysztof Kolumb 12 października 1492 r. (obecnie terytorium Haiti i Republiki Dominikany). Ładna, prawda? Taka hiszpańska. Dokładnie – w tłumaczeniu na język polski znaczy to ni mniej, ni więcej niż Hiszpańska. I odzwierciedla charakter kolejnych stuleci pod hasłem zhiszpańszczania ziemi, ludzi i ich tożsamości.

Po La Españoli przyszła kolej na pozostałe wysepki Morza Karaibskiego, między innymi Kubę. Ochrzczono ją mianem Juany, na cześć księcia Juana, syna króla Felipe, który wspomógł wyprawę. Można by tak wyliczać dalej, bo wiele obecnych miast Ameryki Łacińskiej nazywa się identycznie jak miasta hiszpańskie: Barcelona w Wenezueli, Trujillo w Peru, Cartagena w Kolumbii – to tylko kilka przykładów.

Dlaczego o tym wszystkim mówię? Dlatego, że wielu Latynosów, żeby nie powiedzieć większość, buntuje się na myśl o świętowaniu Dnia Hiszpańskości czy też wspomnienia odkrycia Ameryki przez Kolumba. „Hiszpania sprzedaje światu jakąś bajkę, zdeformowany obraz historii” – mówi Herikc z Republiki Dominikany. „Jeśli pamiętamy o 12 października, to po to, by upamiętnić tym dniem walkę naszych przodków, opór jaki stawiali Hiszpanom przez całe stulecia” – dodaje.

Z drugiej jednak strony pojawia się pytanie o dziedzictwo hiszpańskie, jakimi są choćby katolicyzm i język, który jest obecnie ojczystym dla prawie 400 mln ludzi. Jako hispanistka chcę zaznaczyć , że bogactwo, wynikające z liczby krajów, w których ludzie posługują się tym językiem romańskim jest naprawdę zaskakujące i na swój sposób odzwierciedla prekolumbijską przeszłość kontynentu. Duża grupa słów weszła do słownika ogólnego właśnie po zmieszaniu się z językami cywilizacji Azteków, Majów, Inków i setkami jeśli nie tysiącami pomniejszych kultur i plemion Nowego Świata.

Wiadomo też niestety, że religia była często narzucana w sposób brutalny. Nie można jednak zapominać o tych, którzy reprezentując Kościół, przerażeni szerzącym się barbarzyństwem, wzywali do humanitarnego traktowania tubylców. Najważniejszym przedstawicielem tej grupy jest mnich Bartolomé de las Casas, dominikanin. Zainspirował on ówczesnego króla Hiszpanii do wydania nowego prawa, które regulowało zasady traktowania Indian, zabraniając brania ich w niewolę i zmuszania do prac na plantacjach. Jest też znany jako autor „Krótkiej relacji o wyniszczeniu Indian”.

Kolumb

fot. kojotomoto, flickr

Historia potoczyła się tak, jak nam to przekazano. Każdy naród interpretuje i naświetla ją inaczej. Gdy w grę wchodzi honor i pamięć historyczna, często trudno o prawdę uniwersalną.  Nie inaczej jest z pojawieniem się Kolumba w Ameryce (bo jak twierdzi wielu – nie można odkryć czegoś, co już istnieje). Hiszpanie, choć  świadomi wykroczeń popełnionych w czasach kolonialnych, gloryfikują dokonania swojej floty z XV w. i przypisują sobie nadanie czy też ukształtowanie tożsamości Nowego Kontynentu. Z kolei potomkowie mieszanki rasowej, efekt uboczny chrześcijańskich i cywilizacyjnych zapędów  Królestwa Hiszpanii, uczą się o masakrze, ludobójstwach, gwałtach i wywózce bogactw z ziemi ich przodków, rdzennych mieszkańców Nowego Świata.

Ponad kwestią wspólnych interesów, języka i zaplecza kulturowego jest jednak opinia dużej grupy Latynosów, którzy uważają, że obecnie dokonuje się ponowny podbój Ameryki.  Mowa o podboju gospodarczym. Liczne hiszpańskie spółki i marki dążą do monopolu na latynoskich rynkach, czego przykładem są w szczególności firmy telekomunikacyjne, zajmujące się wydobyciem surowców i banki. Czy obawy te są słuszne? Patrząc na historię swojego kontynentu myślę, że mają prawo do zaniepokojenia. Hiszpania traktuje ich jak nadopiekuńcza matka, której na rękę jest, by jej dzieci się nie usamodzielniły.

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

« dziecko, rodzicielstwo bliskości
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.