Wszyscy robimy podobne rzeczy. Pracujemy, studiujemy, chodzimy po zakupy, jeździmy w odwiedziny do znajomych czy do rodziny. Ale doskonale wiemy, że niektórzy przy tym sieją złość, narzekanie i nieustające pretensje, a niektórzy sprawiają, że niebo zstępuje na ziemię. 

Pan Mariusz, który ma warzywniak na „moim” ryneczku, rozpoczyna dzień o rozkładania skrzynek przy akompaniamencie wygwizdywania stałego repertuaru. Najpierw „Kolorowe jarmarki”, później zdarza mu się zaśpiewać kilka szlagierów „Czerwonych gitar” z „Kto za tobą w szkole ganiał” na czele, by przejść do „Hej, hej sokoły”. Nie można się nie uśmiechnąć nawet w najbardziej deszczowy, październikowy dzień. Później zaczyna obchód pozostałych sklepików na ryneczku – tu zagada, tam da jabłuszko, tutaj zażartuje, a gdzie indziej zagada histeryzującego malucha, tak że ten po dwóch sekundach zapomina, że płakał. 

U znajomego księdza na plebanii sprząta pewna pani. Nigdy jakoś nie rozmawiałyśmy, ale kiedy odpowiada na moje „dzień dobry”, robi to z taką uważnością, patrząc w oczy i takim tonem głosu, że człowiek czuje się zauważony, otoczony serdecznością i to bez żadnego udawania czy sztucznej uprzejmości. 

Pan elektryk ma swój zakład ukryty w bramie na Starym Mieście. Zna się na wszystkich kabelkach, wtyczkach, żaróweczkach, bateryjkach. Ma serce do każdego urządzenia elektrycznego i jeśli nie jest przejechane przez ciężarówkę to potrafi je wskrzesić. Tak samo robi z chłopakami z okolicy. Siedzą tam w zakładzie stadami młodzieńcy z często najciemniejszych bram, gdzie nikt rozsądny nawet nie zerka po zmroku. Uczy ich tego i owego o elektryce, ale i o życiu. Lgną do niego, słuchają i przynajmniej w niektórych wskrzesza się myśl o tym, że mogą żyć przyzwoicie. 

Pani Basia pracuje w cukierni. Jakie to urocze, kiedy do dwumetrowego osiłka mówi: „A dla ciebie co, kwiatuszku? Pączusia?”. Każde dziecko wychodzące z gałką „lodzika”, dziadek z „drożdżóweczką”, a dzieciaki pobliskiej szkoły z rurkami z kremem w rękach wychodzą od pani Basi z uśmiechami jak od najlepszego terapeuty. 

Wszyscy oni wykonują najzwyklejsze prace, mają najzwyklejsze życie, nie odnoszą sukcesów, które opiszą w gazetach biznesowych, ale dają przez swoją pracę to coś, co sprawia, że staje się ona niezwykła. W swoją pracę wkładają to, co mają w sobie najlepsze. I każdy z nas może to zrobić. 

Wszyscy robimy to samo, różnica polega jednak na tym, jak to robimy. Kiedy inni czują się przy nas wyjątkowo, sami się tacy stajemy. Możemy sprowadzać na ziemię piekło, a możemy czynić życie innych ludzi i własne o niebo lepszym.

Różnica polega na tym, jak to robisz 
6 (100%) 1 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze