Brakuje nam leków, ubrań, przyborów szkolnych i pieniędzy na mieszkanie – mówi kobieta, która wraz z rodziną zbiegła z Aleppo do Libanu. Wielu Syryjczyków w sąsiednim kraju znalazło schronienie przed wojną, ale ich walka o przetrwanie trwa. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej zwraca uwagę, że do Europy migrują tylko najbogatsi.

Ucieczka z kraju ogarniętego wojną domową nie zakończyła ich walki o przetrwanie. Dla syryjskich uchodźców, którzy znaleźli schronienie w sąsiednim Libanie, każdy dzień stanowi kolejne wyzwanie, by zapewnić sobie i bliskim warunki do życia.

„Bez wsparcie Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej nie dałbym rady” – mówi Ahmad, który wraz z rodziną mieszkał wcześniej w Aleppo. Nie siedzi bezczynnie, zarabia pieniądze, ale te nie wystarczają na utrzymanie. O pracę zresztą trudno, a jeśli jest, to jeden, góra dwa dni w tygodniu. Dlatego Ahmad nawet mimo pomocy z Polski zalega z czynszem. Długi to nie tylko jego problem. Syryjka Afife narzeka, że ciągle musi pożyczać. „Mam dług w aptece, w pobliskim sklepie, u sąsiada” – tłumaczy i dodaje: „Najważniejsze są środki na czynsz. Jeśli go nie uiszczę terminowo, zostaniemy stąd wyrzuceni”. Za liche lokum płaci dwieście pięćdziesiąt dolarów.

Uchodźcy otrzymują wsparcie także ze Światowego Programu Żywnościowego. „Wystarcza nam na dziesięć dni w miesiącu. Wtedy kupuję mleko dla dzieci i raz w miesiącu – mięso, gdyż mam niesprawną lodówkę. Ugotowane mięso jemy szybko, zanim się zepsuje” – narzeka Huda, która zbiegła z Homs. Afife i jej dzieci na co dzień jedzą głównie ziemniaki i ryż.

Rodzina Hudy podjęła decyzję o wyjeździe, kiedy pocisk artyleryjski trafił w dom jej sąsiadów. Nikt nie przeżył. Zahra, której dom kiedyś znajdował się w Rakce szansy na powrót nie widzi. Wojna zabrała jej rodzinę. „Zginęli prawie wszyscy moi bliscy, szesnaście osób. Mojego domu też już tam nie ma. Nie mam do czego wrócić, chociaż bardzo bym chciała” – opowiada. Teraz, by zgromadzić pieniądze na jedzenie, dzieci Zahry sprzedają kierowcom chusteczki na ulicach Bejrutu.

Mało kto chce zostać w Libanie. Wielu marzy o wyjeździe do Europy, Australii czy do Kanady. „Mam ciężko chorego syna, tylko na Zachodzie może on liczyć na fachową opiekę medyczną. Chcę wyjechać stąd gdziekolwiek, byle było bezpiecznie i lepiej dla mojej rodziny” – przekonuje Ahmad z Aleppo, ale jego wnioski o relokację pozostają bez odpowiedzi.

Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej zwraca uwagę, że migrują tylko najbogatsi. Jak tłumaczą, kwota, którą Syryjczyk lub przedstawiciel innej narodowości musi zapłacić za przejazd do Turcji, a następnie za przerzut do Austrii czy Niemiec jest 20- do 30-krotnością średniego wynagrodzenia w Syrii w roku 2011, które wynosiło tylko 150 dolarów. Takie pieniądze są poza zasięgiem najbiedniejszych Syryjczyków, w tym zdecydowanej większości uchodźców przebywających w Libanie czy Jordanii.

Przykładem pomocy humanitarnej dla uchodźców syryjskich na Bliskim Wschodzie jest program realizowany przez PCPM nieprzerwanie od lipca 2012 roku. Pomoc fundacji skupia się na obszarze północnego Libanu. Działania w ramach programu pomocy finansowane są przez polskie MSZ oraz organizacje ONZ. By zapewnić uchodźcom syryjskim dach nad głową oraz uchronić ich przez ubóstwem fundacja w coraz większym stopniu polega na wsparciu prywatnych darczyńców z Polski.

Oceń ten artykuł


źródło: PAP

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze