Czekanie na pewno nie jest jednym z naszych ulubionych „zajęć”. Wielu z nas wydaje się, że to bezsensowny czas dzielący nas od upragnionego celu. Czy jednak na pewno jest to strata czasu?

Oczekując na coś, możemy stracić życiową radość. Możemy zacząć żyć jutrem, które ciągle nie nadchodzi, bo jutro jest zawsze… jutro. „Teraz” przecieka nam przez palce. Nie przywiązujemy wagi do małych rzeczy i nie doceniamy ich. Nie skupiamy się na ludziach, których Pan daje nam w aktualnej chwili, ale ciągle czekamy na tą jedyną „wyjątkową osobę” – ideał. Wciąż i wszystkiego nam mało. Oczekujemy wyższych zarobków, lepszego auta, większego mieszkania i tego, że nasza ukochana osoba „w końcu” się zmieni. Włącza nam się typowo polski „tryb marudzenia”. Nic nie jest nas w stanie zadowolić. Niestety w tym klimacie najczęściej nie dostrzegamy momentu, w którym dana obietnica zaczyna się spełniać. W Adwencie grozi nam to samo – możemy nie zauważyć, że narodził się nam Zbawiciel.

Ciąża

Bóg pragnie, aby czas oczekiwania był czasem radości. Jak to możliwe? Kobieta, która spodziewa się dziecka, nie czeka na poród, aby cieszyć się swoim macierzyństwem. Nie czeka z założonymi rękami. Przygotowuje pokoik dla dziecka: wybiera kolor ścian, łóżeczko, firanki, pościel. Radość sprawia jej wybieranie małych ubranek, grzechotek, kosmetyków i zabawek dla swojej pociechy. Cieszy się piękną ciążową sukienką. To z tych małych rzeczy czerpie radość, choć to nie pełnia szczęścia. Mama zdaje sobie sprawę, że dziecko „już jest” przy niej i to powoduje w niej radość. Jednocześnie oczekuje na jego narodzenie – na kumulację radości.

Fot. Pixabay.com

Fot. Pixabay.com

Podobnie jest z oczekiwaniem na Jezusem. On jest z nami, blisko, najbliżej, ale teraz zakryty, jakby schowany. Mówiący nam do serca, a nie do ucha. Oczekujemy Go, aby móc spotkać się z nim w całej pełni i spojrzeć Mu w oczy, aby nic i nikt nie oddzielało nas już od Jego Obecności i Miłości. Czy jednak pragniemy tego spotkania z całego serca? Czy ono płonie i boli z tęsknoty za Nim? Czy patrzymy z tęsknotą w niebo, krzycząc do Niego „Przyjdź, Panie Jezu!”? Czy nasze oczekiwania i pragnienia kończą się na osiągnięciu wygodnego i dostatniego życia?

Nie jesteś gotowy

Dlaczego Pan Bóg każe nam czekać na spełnienie swoich obietnic? Dlaczego każe nam czekać na Siebie? On po prostu dostrzega to, że nie jesteśmy gotowi. Jesteśmy za słabi. Trudniej jest unieść ocean łask niż morze cierpienia. Gdy dostajemy łaskę, najczęściej przypisujemy ją sobie i swoim talentom. Albo wpadamy w pychę, albo zakopujemy ją w ziemi i osiadamy na laurach albo chcemy by dawała nam samym największe korzyści. Jesteśmy specjalistami od marnowania łask. 

Stój!

Dwa lata temu moja wspólnota oczekiwała realizacji wielkiej obietnicy, którą dał jej Pan. Mieliśmy rozeznanie i potwierdzenie od wielu osób. „Biegliśmy”, aby wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć budować to, co według nas było Wolą Bożą. W ostatnim momencie Pan Bóg postawił przed nami ścianę. Mur nie do przeskoczenia. Zaczął ogarniać nas smutek, niezrozumienie i zniechęcenie. Wyglądaliśmy jak dzieci z reklamy, które wołają do mamy: „Obiecałaś!”. Zaczęliśmy negować tę obietnicę. Po jakimś czasie zobaczyliśmy, że co prawda Jezus zatrzymał nas w tym szalonym pędzie, ale obietnicy nie cofnął.

Po dwóch latach słowa zaczęły się wypełniać, ale na Jego sposób. W Jego stylu. Lepiej niż to zaplanowaliśmy. A my dostrzegliśmy, jak bardzo nie byliśmy gotowi, by przyjąć tę obietnicę. Przygniotłaby nas ona w ciągu kilku tygodni.

Jeżeli teraz na coś czekasz – odnajdź radość w tym, że obietnica się jeszcze nie wypełniła. Bo łaska, której oczekujesz to również obowiązek, aby wykorzystywać ją na Bożą, a nie na swoją chwałę. On ma się stawać Większy, a Ty mniejszy. Zawsze. Jesteś na to gotowy?

Adwent: na co czekasz?
4 (66.67%) 1 ocen.


Tagi

adwent

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze