Trudno podjąć decyzję o małżeństwie z jedną kobietą, skoro wywołuje to zdziwienie i utrudnia życie. Dlatego małżeństwa sakramentalne w Gabonie można policzyć na palcach jednej ręki.

Chociaż już od czterech lat przebywam w Gabonie, przez cały ten czas w parafii Cocobeach odbyło się jedynie pięć ślubów kościelnych. Były one wyraźnym znakiem nawrócenia tych osób – pozostawanie w związku tylko z jedną kobietą nie jest bowiem w Gabonie powszechnie praktykowane. Poza tak zwanym życiem na kocią łapę, znanym też w krajach europejskich, na porządku dziennym jest tu przecież poligamia. Gabończycy rozwiązali kwestię związków i relacji miłosnych na trzy sposoby, a dokładniej rzecz biorąc – na trzy śluby. Najwięcej można mówić o tym zwyczajowym, najpowszechniejszym spośród nich. Nie bez powodu przyjął on taką nazwę. Pary same decydują, czy w ogóle chcą zrobić taki krok, jednak wyczuwalna jest pewna presja społeczna, by do niego doszło. Stoją też za nim silne argumenty praktyczne. Taki zwyczajowy ślub nie wiąże się z jakąś drastyczną zmianą życia konkretnej pary. Zazwyczaj mieszka razem już przed zawarciem małżeństwa i ma dzieci. W ten sposób mężczyzna sprawdza, czy kobieta jest płodna. To właśnie o dzieci najbardziej tu chodzi – będą one gwarantem na przyszłość.

Przeciętny Gabończyk nie ma możliwości ubezpieczenia siebie i rodziny, nie wie, co to emerytura. Dlatego przyszłość składa w rękach dzieci, które zajmą się nim na starość. A im ich więcej, tym lepiej. Tłumaczy to też, dlaczego mężczyzna nie ma nic przeciwko braniu za żonę kobiety, która ma już dzieci z innymi partnerami. Są one wtedy częścią tej rodziny, zostają przygarnięte i traktowane jak własne. Działa to też jednak w drugą stronę – jeśli kobieta nie jest w stanie dać mężczyźnie dzieci, to on jej nie weźmie za żonę. Z kolei jeśli pomimo mieszkania razem kobieta umiera bez ślubu, wszystkie dzieci z ich związku i wszystkich wcześniejszych nie zostają z mężczyzną, a trafiają do rodziny kobiety. W tym wypadku to mężczyzna traci. Całość jest więc właściwie kontraktem między rodzinami, którym również zależy na tym, by do ślubu doszło. Szczególnie rodzina przyszłej żony na tym korzysta – chodzi przecież o wykupienie kobiety z rodziny, co oznacza zysk, zarobek.

Wysokość posagu, który mężczyzna oddaje rodzinie swojej wybranki, zależy od jego zamożności, ale zawsze jest to raczej pokaźna suma. Składa się na niego gotówka i dary materialne. Niestety ten typ małżeństwa można zerwać. Decyzja leży po stronie mężczyzny, który może oddalić wybraną przez siebie kobietę, co nie pozostaje bez konsekwencji dla jej rodziny. Wtedy to musi ona oddać połowę posagu w postaci gotówki.Można też mówić w Gabonie o ślubach cywilnych, zdecydowanie rzadszych, bo zazwyczaj zawieranych przez urzędników. Powód po raz kolejny jest bardzo praktyczny: funkcjonariusze państwowi muszą pracować tam, gdzie zostaną wysłani przez państwo. Zawarcie małżeństwa gwarantuje im jednak to, że nie zostaną z tego powodu rozdzieleni. Co ciekawe, w trakcie takiego ślubu mężczyzna może orzec, czy będzie miał jedną kobietę, czy wiele. Ta druga odpowiedź wiąże się oczywiście z zapłaceniem kilku posagów.

Kobiety natomiast nie mogą mieć więcej niż jednego męża. Czy w takich warunkach jest więc w ogóle mowa o ślubie kościelnym? Owszem, choć procent małżeństw zawieranych w Kościele jest znikomy. Przykładów nie trzeba szukać daleko. W parafii Cocobeach, gdzie posługuję, jest 11 kaplic, w których pracują lokalni katechiści. Tylko jeden z nich jest po ślubie kościelnym, a reszta nieustannie odkłada ożenek „na przyszły rok”. Jeśli już jednak do ślubu dochodzi, dla parafii jest to rzeczywiście wielka radość. Dla małżonków zresztą też. Niech świadczy o tym powszechny tu gest mężczyzny podczas ceremonii. Po nałożeniu obrączek triumfalnie podnosi on dłoń i pokazuje ten znak nierozerwalności z tą jedną jedyną. Wtedy obecni w kościele klaszczą i śpiewają z typowym dla Afryki entuzjazmem.

Cocobeach, 21 VI 2017 r.

Oceń ten artykuł


źródło: br. Michał Saniewski OFMCap

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze