Po przeczytaniu najnowszej adhortacji apostolskiej papieża Franciszka, o której zresztą pisał już mój redakcyjnych kolega Aleksander, mam jeden jasny wniosek. Chrześcijanin, jeśli chce być święty, musi mieć w sobie nadzieję. Dlaczego? 

W jednej z najnowszych ekranizacji Gwiezdnych Wojen, a mianowicie „Łotr 1” jest motyw, który spowodował, że nie tylko jeszcze bardziej uwielbiam tę całą popkulturową baśń (bo tak można przecież nazwać opowieść o walce dobra i zła) ale przypomniałam sobie, jakie jest powołanie każdego chrześcijanina w Kościele katolickim.  

Jedną z ważniejszych scen w filmie „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie” jest moment, w którym podczas finałowej walki o zdobycie planów imperialnej Gwiazdy Śmierci, niewidomy Chirrut Îmwe zdobywa się na heroiczną decyzję. Choć wie, że zaraz zginie, odwagi dodają mu słowa: 

Moc jest we mnie silna, a Ja jestem silny Mocą / I am one with the Force. The Force is with me. 

Fot. starwars.com

Słowa tego wojownika niewiarygodnie mocno przypominają słowa świętego Pawła, który w liście do Filipian pisał: 

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4,13). 

Cała filmowa seria wyprodukowana przez George’a Lucasa to opowieść o starciu dobra i zła (jasna i ciemna strona Mocy), tak bardzo podobna do wielu baśni i mitów, którymi ludzkość karmi się od tysięcy lat. W „Łotrze 1” ukazany jest dodatkowo niezwykle dobitnie motyw nadziei, o której główna bohaterka, Jyn Erso mówiła, że jest „najpotężniejszą bronią” w walce z siłami zła. Papież Franciszek w najnowszej adhortacji apostolskiej pisał: 

Istnieją chwile trudne, czasy krzyża, ale nic nie może zniszczyć tej nadprzyrodzonej radości, która „dostosowuje się i zmienia, a zawsze pozostaje przynajmniej jako promyk światła rodzący się z osobistej pewności, że jest się nieskończenie kochanym, ponad wszystko (Evangelii gaudium, 12.11.2013, 6: AAS 105, 2013, 1221)”. Jest ona pewnością wewnętrzną, pogodą ducha pełną nadziei, dającą zadowolenie duchowe, niemożliwe do zrozumienia według kryteriów świata. 

To właśnie teraz przeżywamy czas po Zmartwychwstaniu, a także tydzień po święcie Miłosierdzia Bożego. Ta, jak z pewnością można ją tak nazwać – Nadzieja Paschalna, to nasza pewność, że Chrystus naprawdę zniszczył śmierć i otworzył bramy nieba. To Nadzieja, która pozwala misjonarzom poświęcać swoje życie dla głoszenia Ewangelii i ta sama Nadzieja, która daje nawrócenie grzesznikom. To wreszcie ta sama Nadzieja, którą miała w sobie Maria Magdalena, gdy zmartwychwstały Jezus powiedział do niej przed grobem „Mario!” a ona, rozpoznając Go, odrzekła „Nauczycielu!”.  

Ale nie tylko to, lecz chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5, 1-5). 

Fot. starwars.com

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.