Polityka to rzecz wspólna. Obowiązkiem katolika jest o tę rzecz dbać. Nie możemy bać się polityki. Polska potrzebuje ludzi wiary zaangażowanych w politykę – tak do uczestników dzisiejszego Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego mówili jego organizatorzy.

W tegorocznej edycji Kongresu (rok temu w Poznaniu, w tym w Warszawie) o polityce było sporo. Główna debata próbowała bowiem odpowiedzieć na pytanie: „Czy w obecnych warunkach społecznych i politycznych odbudowa wspólnoty i solidarności jest możliwa?”.

Nie ma wolności absolutnej

Dyskusja najpierw miała ogólny charakter – można powiedzieć filozoficzny. Na scenie wystąpił Bawer Aondo Akaa z Prawicy Rzeczpospolitej. Mówił o wolności i o sporze o wolność jednostki.  Wolność zawsze jest osadzona w konkretnej sytuacji. Nie ma wolności bez ograniczeń. Człowiek – w odróżnieniu od zwierzęcia – zawsze musi dokonywać wyborów moralnych i etycznych. Wolność powinna być oparta na zdrowym rozsądku – mówił prelegent. Uczestnicy Kongresu zgadzali się co do tego, że tak zwana kultura liberalna lansuje sposób myślenia o nieograniczonej wolności i autonomii jednostki. Nic bardziej mylnego. Zawsze powinniśmy sami ograniczać się w naszych wyborach, powinniśmy pamiętać, że nasze decyzje mają skutki wobec innych – mówił polityk Prawicy.

Drugi upadek Rzymu?

Na Kongresie sporo było krytyki nie tylko myślenia współczesnej Europy, ale też konkretnych decyzji politycznych. – Polityka multikulti nie zdała egzaminu. Okazała się utopijna – mówił Krzysztof Kawęcki (publicysta i wiceminister edukacji w rządzie Jerzego Buzka). Musimy zorganizować swoją opinię publiczną, by się temu przeciwstawić – mówił.  W innym wypadku będziemy tylko obserwatorami tego, co się dzieje.

Obecny kryzys przypomina czasy upadku Rzymu. To Rzym kiedyś stał się kosmopolitycznym tworem – różnych kultur, obyczajów i religii. To była utopijna próba połączenia kultur odmiennych cywilizacji. Najazd ludów barbarzyńskich był skutkiem degeneracji Rzymu. Uchodźcy stawali się najeźdźcami i cesarstwo rzymskie po pół wieku upadło. Dlaczego współcześni polityczni przywódcy tego nie dostrzegają? – pytał Kawęcki. I nie było w tych słowach obarczania winą tych, którzy do Europy przyjeżdżają, ale tych, którzy ich do niej zapraszają.

Zabrakło tego kogoś

A oprócz problemów europejskich są też te nasze, polskie, tu niejako wyhodowane. Szacunek i wspólnota – to utopia czy coś, co możemy osiągnąć? W debacie, która próbowała odpowiedzieć na to pytanie wzięli udział: publicysta i filozof Paweł Mielcarek oraz znani dziennikarze Łukasz Warzecha (SuperExpress), Tomasz Terlikowski (TV Republika) oraz Weronika Kostrzewa (TVP Info). Według panelistów podziały zaczęły się pogłębiać po 2005 roku – od podwójnych wyborów (parlamentarnych i prezydenckich) a jeszcze bardziej po katastrofie smoleńskiej (która była szansą na zjednoczenie, a stała się źródłem największego konfliktu).

Zabrakło nam kogoś na miarę Jana Pawła II – mówił Paweł Milcarek. – Pojawia się oczekiwanie, że głos Kościoła katolickiego będzie mocny i donośny. A on jest, tylko politycy i wielu ludzi nie chce go słyszeć – kontynuował Mie
lcarek. Przytoczono kilka dokumentów zarówno samego papieża, jak i polskich biskupów wzywających do porzucenia konfliktu jako głównego motywu działania w sferze publicznej. Kłótnie są czymś normalnym, ale spór musi opierać się na pewnych regułach. Traktowanie konkurentów jako wrogów, których trzeba zwalczać za pomocą wszystkich możliwych środków, to po prostu grzech! – mówili goście debaty.

Kpiny, drwiny, wugaryzmy, kłamstwa

To często nasza szara – a dokładniej: krwista – polska rzeczywistość. A życie publiczne trzeba chronić przed zbędnym konfliktem. I powinni to robić szczególnie ludzie mediów, a wiemy, że często jest odwrotnie. Potrzebujemy cały czas dokonywać refleksji nad językiem – gdy opisujemy współobywateli i nas samych. Także w mediach, także w polityce obowiązuje nas przykazanie miłości bliźniego – mówili dziennikarze (Warzecha i Terlikowski), którzy – jak wiemy – nie stronią od dosadnego języka. Debata była więc też autorefleksją, nie tylko krytyką innych. – Szacunek dla innych, bez uproszczeń i uogólnień. To powinno być przykazanie pracujących w środkach społecznego przekazu – mówili.

fot: misyjne.pl

Wystawiamy innych poza nawias to grzech!

Łukasz Warzecha był jednak pesymistyczny. Według niego – bez zmiany sytemu wyborczego, który sprzyja duopolu partyjnemu – konflikt między obozem konserwatywnym, republikańskim a liberalnym będzie się nie osłabiać a wzmacniać.

 – Powstały dwa obozy i jedni drugich chcą wystawić poza nawias wspólnoty. Wspólnota nie może istnieć na tej zasadzie – to autodestrukcyjne, bo to jest wstęp do zimnej wojny domowej, oby tylko zimnej, najlepiej oby w ogóle – mówił Warzecha i podkreślił, że o nakręcanie zimnowojennej retoryki oskarża nawet bardziej rządzących niż opozycję, bo to ci, którzy mają władzę, mają też władz,ę by tonować nastroje lub przeciwnie je „nakręcać”. – Niestety według mnie wszystko zostanie po staremu – mówił Łukasz Warzecha. Pesymistycznie? Może realnie? Tomasz Terlikowski uważa, że żyjemy w nowej epoce plemion – plemion, które nie są określane przez pochodzenie, etniczne relacje. Dziś plemiona określają się w opozycji: „nie jestem tym, kim on, ten z drugiego plemienia”. To bardzo groźne. Malujemy twarze w plemienne barwy i patrzymy na inaczej pomalowanych z wrogością – uważa Terlikowski.

Co zrobić, by to zmienić? Do polityki powinni iść ideowcy, także katolicy – tylko to może z niej wyeliminować to, co najgorsze: cynizm, kłamstwo, nienawiść. – Ideału nigdy nie osiągniemy, ale po to są takie kongresy i spotkania, by wiedzieć, w którym kierunku trzeba iść – podsumowali uczestnicy Kongresu.

Załączniki
Pobierz PDF
Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.