Media funkcjonowały kiedyś zupełnie inaczej. W społeczeństwie był wyraźny podział na nadawców i odbiorców. Media społecznościowe wszystko zmieniły.

Trzy miliardy ludzi mają dostęp do Internetu. Każdy z nich może być reporterem, każdy może znaleźć się w centrum wydarzeń i komunikować światu o tym, co się dzieje. Potencjalnie każdy z nas jest w takim samym stopniu nadawcą, jak i odbiorcą. To za sprawą mediów społecznościowych, w których nie ma już podziałów na grupę tych, którzy publikują i tych, którzy czytają, słuchają lub oglądają. Tu nie funkcjonuje model hierarchii, lecz sieci.

Potęga social media
Ten model to wielka zaleta mediów społecznościowych. Przepływ informacji jest dzisiaj zdecydowanie szybszy właśnie dzięki dostępowi do sieci ogromnej grupy nadawców-odbiorców. Wystarczy krótka informacja na Twitterze (maksymalnie 140 znaków), do tego jakieś zdjęcie. Nasz tweet w ciągu kilku sekund może dotrzeć do setek tysięcy internautów. To potęga, która ma jednak pewne oczywiste wady. Żadne wcześniejsze pokolenie nie mierzyło się z taką liczbą informacji ze świata. Współczesny problem polega na tym, w jaki sposób w tej gęstej sieci wysupłać te informacje, które są coś warte, i – przede wszystkim – które są prawdziwe.

Opinie zamiast faktów
Coraz częściej zaciera się różnica między faktem a opinią. Zamiast rzetelnej informacji proponuje się dzisiaj subiektywny punkt widzenia. Rzetelność, zestawianie różnych punktów widzenia, przedstawianie stron społecznej dyskusji zeszło na boczny tor. Media (także social media) są dzisiaj miejscem ścierania się różnych wizji świata. Zadanie dziennikarza się jednak nie zmieniło. Nadal nasza praca powinna polegać na docieraniu do faktów i informacji, do których odbiorca sam nie dociera i przekazywanie ich dalej. To bardzo duża odpowiedzialność.

– Niewiele jest zawodów, które mają taki wpływ na społeczeństwo jak dziennikarstwo – oświadczył niedawno papież Franciszek.

To, co przekazujemy, w dużym stopniu kształtuje przecież świadomość odbiorców i ich sposób patrzenia na świat. Zestawianie faktów oraz wyciąganie z nich wniosków to sztuka, która coraz częściej ulega wypaczeniom. Niestety zdarza się, że są one celowe. Sensacja sprzedaje się przecież lepiej niż rzetelność.

Wojna o twoją uwagę
W mediach toczy się wojna. O co? O twoją uwagę. Chwytliwy tytuł, przyciągający lead – to priorytety współczesnego dziennikarstwa. Nie ma niczego złego w takim prezentowaniu zebranych materiałów, aby były one atrakcyjne dla odbiorcy. Każdy, kto pracuje w mediach, chce, aby to, co przygotował, było atrakcyjne. Problem pojawia się wtedy, gdy redakcje traktują poszukiwanie sensacji jako nadrzędny cel swojej pracy. Wtedy to, co jest istotą dziennikarstwa, zostaje podporządkowane płytkim pobudkom. Dziennikarstwo zamienia się w zestawianie informacji w taki sposób, żeby budziły duże emocje i kontrowersje. Nie ma znaczenia ich prawdziwość oraz to, że mogą kogoś krzywdzić czy zniesławiać. Skandal. Oburzenie. Rozgłos. To priorytety części mediów.

Papieskie drogowskazy
Jakie rady ma dla dziennikarzy Franciszek? Bardzo proste. Zdaniem Ojca Świętego najważniejszym zadaniem ludzi pracujących w mediach jest „kochać prawdę” i „szanować ludzką godność”, niezależnie od wyznawanej wiary czy przekonań światopoglądowych. Nadrzędna jest „uczciwość wobec siebie i innych”. Papież zwracał także uwagę, że „w życiu nie wszystko jest białe lub czarne. Również w dziennikarstwie trzeba umieć rozróżnić szare odcienie wydarzeń, które się opisuje”. Według Franciszka dziennikarstwo to zawód polegający na budowaniu i podejmowaniu dialogu. Oby rzeczywiście tak było.

Media: wojna o twoją uwagę
6 (100%) 8 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.